środa, 23 lipca 2014

Ashton

Siedziałam w swoim pokoju starając skupić się na temacie z historii, bezskutecznie ponieważ tak naprawdę nasłuchiwałam, kiedy pojawi się Cassie - moja przyjaciółka.
Deszcz strasznie padał a ja myślałam że mimo tego szumu usłyszę dźwięk silnika samochodu. Jak się po chwili okazało moje możliwości zostały przeze mnie przecenione, gdy tylko zobaczyłam Cass w progu moich drzwi od razu stanęłam na równe nogi. 
-Czemu nie przyszłaś dzisiaj do szkoły?- Zapytała na wejściu. 
-Wiesz, ominęło Cię nie lada zdarzenie. 
-Co takiego się stało?-Zapytałam, po czym usiadłyśmy na łóżku. 
-Do naszej klasy doszedł meeega przystojniak! -Krzyknęła, a w jej oczach było widać iskierki. - No i gdy zobaczył Twoje zdjęcie na ścianie, zaczął wypytywać o Ciebie. 
-O mnie? -Zdziwiłam się. - Jak ma na imię ten przystojniak? 
-Ashton.-Zacięła się przygryzając wargę.- Ashton Irwin. 
-Skądś kojarzę to nazwisko. 
-Jessica nie żartuj! -Krzyknęła poprawiając się wygodniej na łóżku. - Naprawdę go znasz? 
-Nie wiem czy go znam!-Uderzyłam ją w ramię.- Uspokój się. 
-Ale jak coś to mnie z nim umówisz?-Zapytała, błagającymi oczami na co prychnęłam. 
-Zobaczymy.- 
Całe popołudnie spędziłyśmy na oglądaniu dennych horrorów, które bardziej mnie śmieszyły niż straszyły a Cass momentami krzyczała co jeszcze bardziej mnie rozbawiało. Cały czas zastanawiałam się skąd znam niejakiego Ashtona, ale nie mogłam sobie przypomnieć. Może po prostu, coś mi się przewidziało? I tak naprawdę go nie znam. Nie mam pojęcia, jutro - mam nadzieję że się wszystko wyjaśni. 
Około godziny 21 Cassie wróciła do domu, a ja nie mając na nic siły spakowałam książki na jutrzejszy dzień, wykąpałam się i poszłam spać. Rano wstałam o godzinie 6.15 co nigdy mi się nie zdarzało. Przeciągnęłam się kilka razy na łóżku międzyczasie zastanawiając się co na siebie włożę. 
Padło na luźny biały top z logiem Nirvany, i spodnie typu boyfriend a do tego białe pełne buty na dużym stabilnym obcasie. Włosy wyprostowałam, i zrobiłam lekki makijaż podkreślając mocniej oczy, cóż gdy chodzi się do szkoły nie można zbyt szaleć z wyglądem. 
Wzięłam torbę, i zeszłam na dół gdzie mama smażyła naleśniki. 
-Hej Jess.-Ucałowała mnie w policzek. - Usiądź a ja zaraz podam Ci śniadanie. 
-Dobrze mamo.- 
Nie wiem co dzisiaj się stało, zwykle sama musiałam sobie robić śniadanie. 
Po zjedzonym posiłku mama podwiozła mnie pod szkołę, dzisiaj byłam szybko bo aż pół godziny przed rozpoczęciem się pierwszej lekcji. Nie wiedząc co mam robić, tymbardziej że nigdzie nie widziałam swoich przyjaciół usiadłam na ławce i wyciągnęłam książkę z historii kontynuując wczorajszą naukę. 
-Cześć Jessica.-Usłyszałam męski głos za sobą. 
Odwróciłam się, i zobaczyłam uśmiechniętego wysokiego szatyna który zmierzał w moją stronę. 
-Hej.-Odpowiedziałam nieco zmieszana. - Ty jesteś Ashton? 
-We własnej osobie.-Powiedział siadając koło mnie. -Naprawdę mnie nie pamiętasz?-
-Nie bardzo.- 
-Poznaliśmy się dwa lata temu.- Zaczął. - Byłaś z rodzicami na imieninach u Pana Lee, ja też tam byłem, z mamą. 
-Coś sobie przypominam. - Powiedziałam a mój wzrok powędrował na podłogę. - Ah tak! Pamiętam, siedziałeś ciągle na kanapie, i nawet się nie odezwałeś. 
-Wstydziłem się! 
Oboje zaczęliśmy się śmiać. 
-A teraz się nie wstydzisz?- Zapytałam próbując być jak najbardziej poważna. 
-Teraz jestem starszy o dwa lata. -
-I Ty...- Zaczęłam niepewnie. - Cały czas mnie pamiętałeś? 
-Mam pamięć do twarzy, szczególnie do pięknych dziewczyn, a gdy zobaczyłem cię na zdjęciu, od razu Cię poznałem. 
-Poczekaj bo nie wiem czy mam uznać to za komplement.-
-Jak najbardziej.- Uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów. 
-Wiesz że siedzimy razem na biologii? 
-Mam się bać?-Puściłam mu oczko. 
-Myślę że nie.-
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, okazało się że nie łączy nas zbyt dużo rzeczy ale mimo wszystko świetnie się dogadujemy. 
-Jessica a lubisz piłkę nożną? - Zapytał, ale czułam że zaraz zacznie się ze mnie śmiać. 
-Uwielbiam! - Powiedziałam, i ucieszyłam się że jednak coś nas może łączy.- Ale grać nie lubię, za to mogę oglądać godzinami. 
-Kiedyś też grałem.- Powiedział a jego wzrok powędrował gdzieś za mnie. 
-Ale od kiedy miałem kontuzję nie mogę grać.- 
-Co się stało?- 
-Zerwałem więzadła w kolanie.-Widziałam że jego oczy zaszkliły się. 
-Jeszcze kiedyś zagrasz.-Przytuliłam go. 
-Mam nadzieję.-Uśmiechnął się nie odrywając się ode mnie. 
-Za kim jesteś?-Zapytałam chcąc rozładować krępującą, i niezbyt przyjemną sytuację. 
-Ale jak za kim?-Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.-Aaaa no tak, w niedzielę finał MŚ. 
Oboje zaczęliśmy się śmiać. 
-Ja jestem za Argentyną.-Powiedziałam stanowczo.-Nie wiem czemu wszyscy są za Niemcami. 
-Nie wszyscy! Też kibicuję Argentynie.-Odpowiedział szturchając mnie w ramię. 
-Uff nie jestem sama!- Chłopak objął mnie ramieniem. 
Przez chwilę rozmawialiśmy o głupotach, moi koledzy i koleżanki powoli zbierali się pod klasą, ale wciąż nie było Cass. Nagle zadzwonił jakże znienawidzony przez wszystkich uczniów dzwonek oznaczający początek zajęć. Lekcje dzisiaj minęły niezwykle szybko, i całe szczęście że zaczął się upragniony od 5 dni weekend. Wychodząc ze szkoły zadzwoniłam jeszcze do Cass, żeby dowiedzieć się co się stało, na szczęście okazało się że po prostu nie chciało jej się przyjść. Mój tato już czekał na szkolnym parkingu, więc od razu udałam się do samochodu. 
-Cześć młoda.-Powiedział tato gdy wsiadłam do samochodu.-Co dzisiaj ciekawego w szkole było? 
-Nic ciekawego. - Odpowiedziałam nie chcąc prowadzić rozmowy na temat szkoły. 
-Słyszałem że młody Irwin chodzi z Tobą do klasy.-Zaśmiał się i spojrzał na mnie. 
-Skąd wiesz?!-Prawie krzyknęłam, na co mój tato się zaśmiał. 
-Przecież jego mama to moja koleżanka.-Prychną, patrząc na drogę.-Nie pamiętasz jak byliśmy dwa lata temu na imieninach w Jeremiego? 
-Pamiętam, Ash mi przypomniał dzisiaj.- 
-Ooo czyli jednak znajomość się nawiązała.-Uśmiechnął się do mnie. 
Na szczęście w radiu zaczęła lecieć ulubiona piosenka mojego taty, więc już nic nie pytał tylko śpiewał sobie pod nosem. Nie wiem czemu ale ten chłopak naprawdę zawrócił mi w głowie, ale zaraz stop! Znam go niecały jeden dzień! Mam nadzieję że za niedługo wypadnie mi z głowy.
Pierwszą i ostatnią rzeczą którą zrobiłam tego dnia było po prostu położenie się na łóżku i zaśnięcie, przespałam cały dzień, co rzadko mi się zdarzało, ale jednak musiałam odespać cały tydzień.
-Jessica wstawaj!!!-Usłyszałam jak ktoś krzyczy mi do ucha.
-Cassie zwariowałaś?!-Krzyknęłam równie głośno jak moja przyjaciółka.-Pali się???
-Nie!-Odpowiedziała już łagodniejszym tonem.-Dzisiaj jest festiwal młodych zespołów i zgadnij kto zagra!
-Yyy no nie wiem?-Odpowiedziałam przeczesując grzywkę.
-5 Seconds Of Summer!!!-Pisnęła, a ja tylko zatkałam mocno uszy.
-Kto to?-
-Ashton gra tam na perkusji! Jessica musisz iść!!-Powiedziała radośnie i zaciągnęła mnie do garderoby.
Do koncertu zostały dwie godziny, cały dzisiejszy dzień spędziłam z Cass, która non stop mówiła o tym co dzisiaj ma się wydarzyć. Szczerze mówiąc miałam już tego dość i byłam lekko zdenerwowana, ale przecież dobrze wiedziałam że ona chce dla mnie jak najlepiej.
Coraz mniej czasu zostawało do rozpoczęcia się festiwalu a ja coraz bardziej się denerwowałam, nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać, a chciałam przecież jak najlepiej wypaść w oczach Ashtona.
-Rusz się Jess!-Cassie pociągnęła mnie za rękę.-Zaraz ominie Cię występ Asha!
-Nie gorączkuj się tak!-Rzuciłam obojętnie zakładając białe conversy.-Wychodzimy.
Droga na plac gdzie miał odbywać się festiwal nie zajęła nam dużo czasu, wręcz przeciwnie. Kiedy byłyśmy na miejscu widziałam wiele znajomych twarzy ale nigdzie nie widziałam mojego nowego kolegi, przez którego, nie okłamujmy się-przyszłam tutaj.
"You're like perfection, some kind of holiday. You got me thinking that we could run away. You want I'll take you there, You tell me when and where." 
-Jess to oni!!-Krzyknęła Cassie.-Chodź idziemy pod scenę.
-Okej.-Złapałam przyjaciółkę za rękę, tak żebyśmy się nie zgubiły w tłumie ludzi.-Gdzie on jest?
-Gra na perkusji zobacz!-Wskazała mi palcem uśmiechniętego Irwina.
-Przestań! Palcem się nie pokazuje.-Skarciłam ją, i oblałam się rumieńcem gdy zobaczyłam że chłopak puszcza mi oczko.
"Don't stop doin' what you're doin' every time you move to to the beat, it gets harder for me, and you know it! know it! know it!"
Słysząc słowa refrenu zaczęłam tańczyć razem z Cass pod sceną, czując na sobie wzrok Ashtona.
Zaczęło się robić ciemno, chłopcy mieli zagrać jeszcze jedną piosenkę ale ja stwierdziłam że nie mam siły na więcej, więc postanowiłam przecisnąć się przez tłum ludzi i iść gdzieś usiąść.
Chwilę wszystko mi zajęło, ale ostatecznie udało mi się zdobyć pustą ławkę naprzeciwko stoiska z watą cukrową. Nie mając siły na nic, siedziałam dobre pół godziny sama przyglądając się uważnie osobom które przechodziły obok, nagle zobaczyłam znajomą mi sylwetkę przy stoisku z watą. Tak to Ashton!
Podeszłam do niego od tyłu i zasłoniłam oczy ręką.
-Hmmmm kto to?-Zapytał obejmując mnie.
-Zgadnij.-
-Nie wiem, nie mam pojęcia, mama?-Zaśmiał się.
-Pf.-Skrzyżowałam ręce udając obrażoną.-Wiesz co.
-Ejj no nie obrażaj się!-Ashton przytulił mnie i pocałował w policzek.-Świetnie tańczysz.
-A Ty świetnie grasz.-Powiedziałam uwalniając się z jego uścisku.-Idziemy na diabelskie koło?
-Właściwie to chciałem watę, ale chodźmy!-Złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę koła.
Nie wiem czemu to zaproponowałam bo cholernie się bałam, a teraz gdy już wchodzimy do środka nogi mam jak z waty.
-Jessica boisz się?-Ashton złapał mnie za rękę i zaśmiał się.
-Wcale że nie!-
-Przecież widzę.-Powiedział i szeroko się uśmiechnął.-Wiesz jeżeli będziesz się bardzo bała to możesz się przytulić.
Nie zwlekając długo wtuliłam się w Ashtona, i trzeba przyznać dobrze mi to zrobiło. Gdy byliśmy na samej górze, nagle wszystko się wyłączyło wyglądało na to że była awaria prądu.
-Ashton nie wiem jak Ty ale ja chcę zejść stąd.-Powiedziałam lekko drżącym głosem.-Boję się.
-Spokojnie nie zostawią nas tak.-Chłopak przytulił mnie mocniej.
-Tak myślisz?-
-Tak myślę.-Powiedział a nasze twarze dzieliły milimetry.
-Mogę?-Szepnął, patrząc na moje usta.
Kiwnęłam głową, pokazując że się zgadzam. Chłopak przybliżył się, i pocałował mnie a ja kompletnie zapomniałam w jakich okolicznościach się znajdujemy.
Nagle cały plac znów został oświetlony, a kolejna kapela na scenie zaczęła grać.
-Mówiłem że nie ma się czego bać.-
-Z Tobą niczego się nie boję.-Powiedziałam, a chłopak musnął mnie w usta.


Tego imagina pisałam cały tydzień!  Chwilowe przypływy weny pozwoliły mi go dokończyć :)
Mam nadzieję że się podoba.
Biggg up!




piątek, 11 lipca 2014

Ashton

Los lubi mieszać nam w życiu i czasami na naszej drodze spotykamy osoby o których ciężko nam zapomnieć.
Koniec wakacji, impreza pożegnalna, wszyscy wlewają w siebie alkohol litrami, a ja stoję na balkonie patrząc jak tłumy młodych, pijanych ludzi tańczy do jakiegoś kawałka.
Jest ciemno, a blask kolorowych fleszy oświeca całą przestrzeń.
-Czemu nie bawisz się z innymi?-Usłyszałam męski głos za sobą.
-To samo pytanie mogę zadać Tobie.-Odwróciłam się, i spojrzałam chłopakowi w oczy.
-Jestem Ashton Irwin.-Powiedział brunet podając mi rękę.
-Noemi Iris.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Co robisz w Miami?-Zapytał opierając się o barierkę.
-Przyleciałam na wakacje, mieszkam w Londynie.-Powiedziałam patrząc w tłum ludzi.
-Ja jestem z Sydney.-Uśmiechnął się do mnie.
-Wiesz... nie mam ochoty tu zostawać, przejdziemy się?-Zapytał, i pociągną mnie za rękę.
Szliśmy przepychając się przez tłok ludzi, a Ash silniej złapał mnie za dłoń.
-Gdzie idziemy?-Zapytałam gdy wyszliśmy z placu.
Chłopak odpowiedział mi uśmiechem.
Z daleka widziałam wielki napis "Welcome to Miami Beach" ale zastanawiało mnie to dlaczego chłopak dopiero co poznany zaprowadził mnie właśnie tu.
Cały czas szliśmy w ciszy, a Ashton wciąż nie puszczał mojej dłoni.
Był taki tajemniczy... ale podobało mi się to, chciałam dowiedzieć się trochę więcej o nim.
Nie miałam odpowiednich butów na plażę, wysokie czółenka nie pozwalały mi iść dalej, gdy tylko chciałam je zdjąć, chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł na brzeg.
Usiedliśmy na brzegu morza, a ja położyłam głowę na ramieniu chłopaka, i pozwoliłam się objąć.
-Myślisz że to przypadek?-Zapytał patrząc mi w oczy.
-Ale co?-Odpowiedziałam rozkojarzona.
-Nooo chodzi mi o to czy... wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?-Przysunął się na niebezpieczną odległość.
-Tak, a Ty?-Nie czekałam na odpowiedź, jako pierwsza pocałowałam chłopaka, a on mi odpowiedział tym samym, czułam że się uśmiecha.
-Nie chcę wracać do Londynu.-Powiedziałam z wyrzutem.
-Myślisz że ja chcę wracać do Sydney?-
-Mogłabym tu z Tobą zostać na zawsze.-
-To zostań.-
Powiedział po czym położył mnie na mokrym piasku i zaczął składać pocałunki na mojej szyi.
Słońce już dawno temu zaszło, a na niebie świecił księżyc.
Kto wie może, taka wakacyjna znajomość ma szansę przetrwać mimo dzielącej nas drogi...

Imagin z dedykacją dla mojej kochanej przyjaciółki Martyny, która mimo tego że nie jest w 5SOSfam zawzięcie czyta wszystkie moje imaginy ;) kocham Cię!♥
Taki romantyczny(?) z Ash'em♥ 
Wiem że miało być więcej imaginów ale ostatnio nie mam weny wcale. ;'((((





sobota, 5 lipca 2014

Luke

„She sleeps alone, 
my heart want to come home...
I wish I was
I wish I was
beside you...”
(Beside you) Za każdym razem gdy słyszę tą piosenkę łzy same spływają po moich policzkach.
Zostałam sama, zostawił mnie. Obiecywał że będzie utrzymywał kontakt, że wróci...
Na początku dzwonił, nawet kilka razy dziennie, ale później po prostu o mnie zapomniał. Minęły dwa lata od kiedy wyjechał, i od tej pory go nie widziałam.
Luke od zawsze był moim najlepszym przyjacielem, znaliśmy się od dziecka, bawiliśmy się w jednej piaskownicy.
Gdy nasi rodzice zobaczyli jak dobrze się dogadujemy i lubimy zrobili nam nawet furtkę z podwórka na podwórko tak żebyśmy mogli od razu być u siebie.
Dzisiaj mam już 17 lat i mimo że wyrosłam z piaskownicy, lubię tam przesiadywać, ponieważ strasznie przypomina mi wszystkie wspólne chwile z Hemmingsem.
Dzisiaj wyciągnęłam z dna szafy dość spory karton.
Usiadłam na podłodze i zaczęłam kolejno wyciągać wszystkie nasze zdjęcia, pamiątki.
Na samym dnie znalazłam zawieszkę-połówkę srebrnego serduszka, na którym było napisane Luke.
Chłopak miał kiedyś drugą połówkę z moim imieniem.
Nie raz zastanawiałam się czy wciąż ją ma.
Ja swój wrzuciłam tutaj, gdy zrozumiałam że chłopak ma mnie gdzieś, po prostu zaczął nowe życie w którym nie było miejsca dla mnie.
Potok łez spływał po moich policzkach, nasze zdjęcia porozrzucałam po całym pokoju.
Wzięłam jedno zdjęcie Luke'a do ręki, i położyłam się na łóżku.
Nie wiem kiedy zasnęłam, obudziło mnie lekkie szturchanie mojej mamy. Otworzyłam czerwone i napuchnięto oczy od płaczu i zobaczyłam że w drzwiach stoi Liz-mama Luke'a.
Gdy popatrzyłam na podłogę na której były porozrzucane zdjęcia, nie wytrzymałam i znów zalałam się łzami.
-Cii Ann.-Powiedziała Liz i usiadła obok mnie.
-Idę zrobić coś ciepłego do picia.-Powiedziała mama zamykając drzwi za sobą.
-Nie wiedziałam że aż tak bardzo za nim tęsknisz.-Powiedziała cicho kobieta, obejmując mnie.
-On obiecał mi...-Próbowałam coś powiedzieć ale sprawiało mi to duży problem.
-Wiem skarbie.-Liz pogładziła mnie po włosach.
Zawsze była dla mnie jak druga mama, i zawsze mogłam na nią liczyć. Potrafiła pocieszyć ale tym razem nic by mi nie pomogło.
-Wiesz że Luke...-Zaczęła podnosząc jedno ze zdjęć leżących na ziemi.
-Wraca na tydzień.-Dokończyła łagodnie, podając mi zdjęcie na którym razem z młodym Hemmingsem stoimy obok wielkiego pingwina.
-To niczego nie zmieni.-Powiedziałam patrząc na zdjęcie.
-Wyjaśni Ci wszystko.-
-Nie ma nic do wyjaśniania. Zaczął nowe życie w którym nie ma miejsca dla mnie.-Jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Nie mów tak.-Szepnęła cicho mocno mnie obejmując.
-Chodźmy na dół, Twoja mama na nas czeka.-Spojrzała na mnie.
-Dobrze zaraz przyjdę tylko muszę doprowadzić się do porządku.-Powiedziałam.
Nie wyglądałam najlepiej, wielkie wory pod oczami, nieład na głowie, dresy... nie wyglądało to najlepiej.
Zrobiłam makijaż tak żeby w miarę zakrył poje podpuchnięte oczy. Przebrałam się w czarne spodnie alladynki, do tego czarny krótki top i wielki złoty łańcuch.
Wyprostowałam włosy, i zrobiłam porządek w pokoju.
Jedno ze zdjęć Luke'ya któro niedawno znalazłam na twitterze, i wywołałam przyczepiłam do lusterka.
-Ann chcesz gorącą czekoladę?-Zapytała mama przerywajać rozmowę z Liz.
-Nie dziękuję.-Uśmiechnęłam się.
-Idę na spacer z Jade.-Dodałam po czym pożegnałam się z Liz.
Idąc ulicami Sydney, co chwilę widziałam plakaty dobrze znanego mi zespołu 5 Seconds Of Summer.
Na każdym z nich widziałam roześmianą twarz Luke'ya.
Dobrze że chociaż jemu się układa, pomyślałam.
Będąc kawałek od domu przyjaciółki zadzwoniłam do niej by już wyszła.
-Hej Ann!-Krzyknęła z daleka.
Cieszyłam się że nie musiałam na nią długo czekać.
-Hej Jade.-Przytuliłam ją.
-Chodźmy do kina proszę Cię!-Krzyknęła składając ręce.
-Jaki film?-
-Wilk z Wall Street.-Powiedziała radośnie.
-Jest strasznie zboczony!-Szturchnęłam ją w ramię na co się zaśmiałyśmy.
-Ale Leonardo DiCaprio iii no wiesz..-Zaczęła mówić ale jej przerwałam. Zgodziłam się i poszłyśmy na ten film, gdyby nie to zapewne dalej słuchałabym o tym jakim to on nie jest cudownym aktorem i jaki jest przystojny.
Gdy tylko seans się skończył i wyszłyśmy z kina, sprawdziłam swój telefon.
-Pięć nieodebranych połączeń od mamy.-Powiedziałam nie dowierzając.
-Oddzwoń szybko.-Powiedziała Jade kończąc swój popcorn.
*Dziecko czemu nie odbierasz telefonu?!-Krzyknęła mi mama do słuchawki, tak że o mało co nie ogłuchłam.
-Byłam w kinie, nie krzycz.
*Przyjdź szybko do domu.
-Coś się stało?-Zapytałam zmartwiona.
*Mamy gości.-Zakomunikowała mama i się rozłączyła.

-Co jest?-Wydukała Jade z pełną buzią.
-Mam jakiś gości.-Powiedziałam patrząc się na nią pytająco.
-Nie patrz tak na mnie ja nic nie wiem!-Podniosła ręce w geście poddania.
-Okeej, wiem przecież.-Uderzyłam ją w ramię.
-Dobra Ty lepiej idź.-Powiedziała Jade.
-Wyganiasz mnie?!-
-Niee, ale w sumie to więcej popcornu dla mnie.-Zaśmiała się.
-Hahaah wiedziałam!-Krzyknęłam i przytuliłam ją.
-Do zobaczenia!-

(You & I) Będąc coraz bliżej domu, obawiałam się tam wejść, nie wiedziałam kogo się spodziewać.
-Dobry wieczór.-Przywitałam się z rodzicami Luke'ya.
-Czeeść, już drugi raz się widzimy.-Powiedziała Liz przytulając mnie.
-Witaj.-Powiedział tato Luke'ya podając mi dłoń, po czym usiadł obok mojego taty.
-Ann chodź tutaj.-Liz pokazała mi puste miejsce na krześle.
-Za chwilkę przyjdę idę tylko coś wziąć z pokoju.-Powiedziałam po czym obróciłam się na pięcie i wpadłam na...
-LUKE CO TY TU ROBISZ?!-Krzyknęłam wytrzeszczając oczy.
-Przyszedłem odwiedzić swoją przyjaciółkę.-Powiedział chłopak chcąc mnie przytulić.
-Tu jej nie ma.-Powiedziałam odpychając chłopaka.
Widziałam że wszystkich zamurowało to co powiedziałam, a młodego Hemmings'a chyba najbardziej.
Wybiegłam z domu i udałam się nad staw na który zawsze lubiliśmy przychodzić.
Usiadłam na pniu drzewa, i rzucałam małymi kamykami do wody.
-Wiedziałem że tu będziesz.-Powiedział Luke próbując złapać oddech.
-Nie dotykaj mnie.-Odepchnęłam rękę Luke'ya gdy ten położył ją na moim ramieniu.
-Strasznie Cię przepraszam.-Powiedział chłopak kucając obok mnie i patrząc mi w oczy, jednak ja unikałam jego spojrzenia i patrzyłam gdzieś za niego.
-Możesz na mnie spojrzeć? Proszę.-Usłyszałam jak jego głos się załamuje.
-Tęskniłem, i to bardzo...-Zaczął
-Ale moi menagerowie pozwalali mi się tylko kontaktować z rodziną. Nie miałem innego wyjścia, nie chodziło tylko o mnie, tu liczyła się też przyszłość moich kumpli.
-Jasne.-Rzuciłam obojętnie, patrząc na swoje ręce.
-Wiem że nie mogę się tak usprawiedliwiać, bo to żadne usprawiedliwienie, ale mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz.-W tym momencie pierwszy raz od dwóch lat spojrzałam w jego oczy które tak strasznie kochałam.
Chłopak złapał mnie za za rękę, a drugą objął mnie najmocniej jak tylko potrafił.
-Spójrz.-Powiedział pokazując mi pół serduszka na wisiorku.
Wyciągnęłam swoją połówkę z kieszeni, po czym złączyliśmy nasze połówki.
-Cały czas o Tobie myślałem.-Powiedział po czym złączył nasze usta w długim delikatnym pocałunku.

Imagin z dedykacją dla Klaudii♥ 
Przyznam się że jak go pisałam to płakałam ;) Jeżeli też chcecie imagina z dedykacją możecie pisać w komentarzach ;)))





piątek, 4 lipca 2014

Calum

Mądra, grzesząca urodą blondynka-tak wszyscy o mnie mówili, rok temu skończyłam High School i postanowiłam zrobić sobie rok przerwy, za pół roku zacznę studia w sąsiednim mieście w szanującym się dobrą opinią Collegu, a teraz dorabiam pracując w bibliotece.
Zawsze byłam lojalna wobec swoich przyjaciół, nigdy się nie okłamywaliśmy, dopóki moja najlepsza przyjaciółka nie zaczęła chodzić z chłopakiem który od zawsze mi się podobał, mianowicie Mariah zaczęła chodzić z Calumem...
Gdy poznała mnie z nim na jednej z imprez, od razu wpadliśmy sobie w oko, i tak zaczeliśmy oboje ją zdradzać.
-Elena, chodź tu.-Wymruczał Cal gdy wstałam z łóżka.
-Nie mogę, umówiłam się z Mariah.-Powiedziałam próbując wyrwać koszulę, którą zabrał mi chłopak.
-Nigdzie nie idziesz!-Powiedział stanowczo Calum, wstając z łóżka.
-Idę.-Odpowiedziałam łagodnie, drocząc się z nim.
-Wracasz ze mną do łóżka.-Wziął mnie na ręce, i obrócił wokół własnej osi.
-A tak poza tym to jutro idę na randkę.-Spojrzałam Calumowi w oczy i przejechałam paznokciami po jego karku.
-Mmm z kim?-Zapytał stawiając mnie na ziemi.
-Nie musisz wszystkiego wiedzieć.-Powiedziałam i musnęłam go w usta.
-Skoro jutro się nie spotkamy to musisz mi to jakoś wynagrodzić. Dzisiaj. Teraz.-Powiedział stanowczo popychając mnie na łóżko.
-Calum ile razy dziennie?!-Zapytałam opierając się na łokciach.
-Tyle ile damy radę.-Zaśmiał się łobuzersko, kładąc się na mnie.
-Nie rób malinek bo będę musiała się tłumaczyć Twojej dziewczynie!-Powiedziałam odchylając się od Hood'a.
-I Twojej przyjaciółce, nie zapominaj.-Dopowiedział mi na złość chłopak.
-Jesteśmy okropni!-Krzyknęłam z wyrzutem.
-El nie przesadzaj.-Powiedział całując mnie w usta.
Poprawiłam się wygodniej na łóżku a chłopak zaczął składać pocałunki na całym ciele.
Nagle zadzwonił telefon przerywając nam tą cudowną chwilę.
-Cholera kto to?!-Krzyknął zdenerwowany Calum.
-Zamknij się to Mariah!-Powiedziałam odbierając telefon, i stając na równe nogi.

*Cześć Elena gdzie jesteś?-Zapytał uradowana Mariah.
-Ym no wiesz, jestem w sklepie, za chwilę będę.-Jąkałam się.
*Wszystko okej?-Zapytała zdziwiona.
-T-tak, jasne.-Powiedziałam próbując odejść od Caluma, ale on specjalnie podchodził i łapał mnie za pośladki przyciągając do siebie i całując, a ja pokazywałam mu w geście że już nie żyje.
*Wiesz, bo tak pomyślałam, że dawno nie widziałam się z Calumem i chyba dzisiaj chciałabym z nim się spotkać. Nie będziesz zła?-Zapytała.
-Nie, oczywiście że nie.-Powiedziałam uśmiechając się do chłopaka który stał obok mnie kompletnie nie wiedząc o co chodzi.
*Dziękuję! Zaraz do niego zadzwonię. A my możemy spotkać się jutro.-Powiedziała.
-Wiesz jutro nie bardzo bo jestem umówiona z Nickiem.
*To przyjdę i pomogę Ci się przygotować na randkę.-Powiedziała uradowana.
*Do zobaczenia!-Dodała po czym się rozłączyła.


-Skarbie zaraz Tobie zacznie dzwonić telefon.-Powiedziałam sarkastycznie siadając mu okrakiem na kolanach.
-Myślisz że mam ochotę go odbierać?-Zaśmiał się głośno i wyłączył telefon.
-Wypadało by chociaż powiedzieć że nie masz czasu tak żeby się nie martwiła.-Powiedziałam przygryzając jego wargę.
-Cholera czemu zawsze się Ciebie muszę słuchać?-Zapytał kładąc mnie na plecy, tak że teraz to on górował.
-Bo zawsze mam rację.-Chciałam powiedzieć to najpoważniej jak potrafiłam ale się nie udało ponieważ razem wybuchliśmy śmiechem.
-Dobra złaź ze mnie!-Powiedziałam spychając chłopaka na bok.
-Ejjj nie ma tak.-Wstał i popchał mnie na najbliższą ścianę tak że nie miałam teraz jak „uciec”.
Splótł nasze dłonie, i oparł je wysoko na ścianie.
Nasze usta idealnie do siebie pasowały, to wszystko sprawiało że krew pulsowała szybciej.
Chwilę później dobrowolnie opadłam z nim na łóżko i oddałam się chwili.
Po dobrych trzech godzinach opadliśmy na łóżko ze zmęczenia, Calum objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego nagim torsie próbując wyrównać oddech.
-Wiesz... myślę że powinniśmy jej powiedzieć.-Spojrzałam mu w oczy, pisząc coś palcem po jego nagim torsie.
-El myślę że masz rację, kocham Cię.-Pocałował mnie w czubek nosa.
-Ona nas znienawidzi.-Powiedziałam a moje oczy zaczęły robić się mokre.
-Zrobiliśmy jej niezłe świństwo.-Powiedział patrząc mi w oczy.
-Ona nas kocha.-Szepnęłam.
-Ale ja kocham Ciebie.-Powiedział również cicho gładząc moje jasne włosy.
-Tak wiem ale..-Nie dokończyłam bo chłopak namiętnie mnie pocałował.
-Jutro jej powiemy.-Powiedział łapiąc mnie za podbródek.
-Tak szybko?! Nie jestem gotowa, boję się...-Powiedziałam bawiąc się jego ciemnymi włosami.
-Nie masz się czego bać, masz mnie.-Musnął mnie w usta.
-Stracę przyjaciółkę.-Popatrzyłam w jego cudowne ciemne oczy.
-Ale zyskasz oficjalnie miłość.-Powiedział przytulając mnie mocniej.
-Przecież jeżeli jej nie powiemy, wciąż będziemy ją oszukiwać.-Zaczął.
-A ja z Ciebie nie zrezygnuję.-Dokończył wbijając się w moje usta.
-Kochasz ją jeszcze?-Zapytałam odrywając się od chłopaka.
-Od kiedy Cię poznałem, nic już nie czuję do Mariah.-
-Jutro przyjdź do mnie, i zadzwonimy do niej.-Powiedziałam, wstając z łóżka i zakładając ubrania.
-Odwieziesz mnie?-Zapytałam będąc już gotowa do wyjścia.
-Oczywiście.-Powiedział chłopak wstając.
Szybko się w miarę ogarnęliśmy i zeszliśmy na dół oddać klucz do hotelowej recepcji, zawsze spotykaliśmy się w innym miejscu.
Było dość późno, więc Calum odwiózł mnie do domu, żegnając buziakiem w policzek.
-Wróciłam!-Krzyknęłam gdy tylko weszłam do domu.
-Zamknij się, rodzice śpią!-Odpowiedział mi mój jakże kochany młodszy braciszek.
Zamknęłam drzwi do domu, i poszłam na górę do pokoju.
Rano obudziły mnie promienie słońca.
-Dzisiaj ciężki dzień.- pomyślałam i wstałam z łóżka.
Nikogo nie było w domu, więc zrobiłam sobie szybkie śniadanie, po czym poszłam się wykąpać.
Ubrałam się w szorty z wysokim stanem, i krótką luźną bluzkę.
Moje blond włosy wyprostowałam, i zostawiłam rozpuszczone, szybki makijaż i mogłam dzwonić po Caluma.
Jak się okazało nie musiałam nawet szukać telefonu bo chłopak sam zjawił się w moim domu.
-Właśnie miałam do Ciebie dzwonić.-Powiedziałam gdy tylko otworzyłam mu drzwi.
-Ale mam wyczucie.-Powiedział wchodząc i zamykając drzwi za sobą.
-Nie rusz.-Powiedziałam gdy chłopak złapał mnie za talię i przyciągnął do siebie.
-Dlaczego?-Zrobił oczy a'la kotek ze Shreka.
-Zaraz będzie Mariah.-
-No to mamy jeszcze chwilę.-Powiedział i delikatnie mnie pocałował.
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Cholera.-Powiedziałam gdy tylko oderwałam się od Cala.
-Ja idę do salonu.-Powiedział brunet i zniknął z pola mojego widzenia.
-Hej Elena.-Powiedziała niczego nie świadoma Mariah.
-Ym no cześć.-Powiedziałam nieco zgaszona.
-Ej nie stresuj się tak tą randką!-Powiedziała, a ja złapałam się za kark.
-Bo jest coś o czym powinnaś wiedzieć...-Powiedziałam gdy kierowałyśmy się w stronę salonu.
-Calum?! Co Ty tu robisz?-Krzyknęła Mariah gdy zobaczyła chłopaka.
-No bo my...-Zaczęłam a Calum złapał mnie za rękę.
-My spotykamy się od pewnego czasu.-Powiedział stanowczo Cal.
-Jak mogliście?!-Krzyknęła Mariah a łzy zaczęły spływać po jej policzkach, dziewczyna momentalnie wyszła z hukiem z mojego domu.
-Nie, zostaw ją.-Powiedział Cal łapiąc mnie za rękę gdy chciałam za nią pobiec.
Przytuliłam się mocno do chłopaka, a on delikatnie mnie pocałował.
Parę miesięcy później Mariah wybaczyła nam tą zdradę, ale już nigdy nie miałyśmy takiego kontaktu jak dawniej.
Ja i Calum bardzo mocno się kochamy i planujemy razem przyszłość.
Straciłam przyjaciółkę ale znalazłam prawdziwą miłość...



Imagin dla mojej kochanej Dominiki♥♥ (Curly Angel)

Mam nadzieję że się spodoba;)
Jeżeli chcecie imaginy z dedykacją możecie pisać w komentarzach;)

Calum

Tydzień w Londynie, nic specjalnego, ostatnio często tu przybywałam. Gdy zostałam stylistką 5SOS nie wiedziałam co to znaczy życie prywatne, paparazzi wciąż za mną chodziło, zresztą fanki również nie odstępowały mnie na krok.
Ciągłe zdjęcia, autografy... Przecież nie jestem żadną celebrytką, ani nic nie odkryłam po prostu odwalam swoją czasem dość męczącą pracę. 
Muszę ubrać, a później co najlepsze rozebrać aż czterech facetów. Żartuję! sami się rozbierają ;) 
Od początku gdy poznałam zespół jestem po uszy zakochana w Calumie, ale on nie jest mną zainteresowany, zresztą od paru miesięcy spotyka się z nie jaką Yvonne mimo tego że dziewczyna non-stop go zdradza on jest w niej ślepo zakochany. 
-Rose proszę Cię zafarbuj mi włosy!-Prosił Michael chodząc za mną już trzeci dzień. 
-Mikey w tym miesiącu już dwa razy zmieniałeś kolor włosów!-Krzyknęłam zdenerwowana na chłopaka. 
-No proszę!-Powiedział łagodnym tonem składając ręce. 
-Za niedługo nie będzie co farbować! Popatrz jakie masz rzadkie włosy!-Powiedziałam podnosząc w geście poddanie. 
-Michael, Rose ma racje! Nie przesadzaj!-Usłyszałam melodyjny głos Caluma za sobą. 
Chwila... Czy on właśnie mnie nie poparł? Przyznał mi rację. 
-Dzięki Cal!-Powiedziałam odwracając się do chłopaka. 
Calum nic mi nie odpowiedział, tylko puścił mi oczko. Zalałam się sporym rumieńcem, który niestety zauważył wchodzący do pokoju Ashton. 
-Uuu ktoś się chyba zakochał.-Powiedział podchodząc do mnie, i lekko mnie szturchając. 
-Chyba zwariowałeś-Powiedziałam i uderzyłam do w ramię. 
-Mnie nie oszukasz.-Szepnął mi cicho do ucha, popatrzyłam na niego jakbym zaraz miała go zabić. 
-Hej, nie denerwuj się nie powiem nic Calumowi ale wiesz nic za darmo.-Uśmiechnął się łobuzersko. 
-Chyba oszalałeś!-Uderzyłam chłopaka w czoło. 
-Jak wolisz, Calum gdzie jesteś?!-Krzyknął specjalnie żeby zrobić mi na złość. 
-Dobra zamknij się!-Powiedziałam wręcz prosząc go. 
-Co z tego będę miał?-Zapytał patrząc mi prosto w oczy. 
-Co zechcesz ale nic mu nie mów!-Powiedziałam cicho po czym wyszłam z pokoju. 
Ale od razu żałowałam że nie zostałam w pokoju, ponieważ na korytarzu zobaczyłam jak Calum całuje Yvonne i wręcz zaciąga ją do sypialni. Oczy momentalnie mi się zaszkliły, i pobiegłam do swojego pokoju zamykając się na klucz. 
(klik♥)  Usiadłam na parapecie, oparłam głowę o ścianę patrząc jak krople deszczu spływają po oknie. 
Cały Londyn był pod ciemną chmurą, z której lał deszcz. Wszyscy chodzili pod parasolkami, a osoby które jej nie miały uciekały przed deszczem. 
Postanowiłam wyjść na zewnątrz, nie brałam telefonu ani parasolki. 
Uwielbiam deszcz, a teraz nikt nie wiedział czy płakałam, czy to deszcz spływał mi po policzkach, moje łzy były niewidoczne. Mówi się że osoby które najpiękniej uśmiechają się w ciągu dnia, najczęściej płaczą po nocach... i coś w tym jest. 
Oddalałam się od hotelu, i szłam w nieznanym mi kierunku. Byłam cała przemoknięta, ale mi to nie przeszkadzało. Usiadłam na jednej z ławek i wyciągnęłam zdjęcie na którym byłam z Calumem. Prawdopodobnie zostało zrobione gdy byliśmy w LA. 
Nagle poczułam jak ktoś dał nade mną parasolkę, i uważnie przyglądał się fotografii. 
-Znalazł sobie inną?-Zapytała starsza Pani która usiadła obok mnie. 
-T-tak.-Ledwo wydukałam, wycierając łzy z mojego policzka. 
-Nie przejmuj się kochanie, zobaczysz że jeszcze zrozumie.-Powiedziała staruszka łapiąc mnie za rękę. 
-Tak Pani myśli?-Zapytałam patrząc na nieznaną mi osobę, biło od niej jasne światło, cała promieniała, i mimo tego że było zimno od niej czułam nieznane ciepło. 
-Jestem tego pewna. Nie zamartwiaj się tylko idź do niego i powiedz mu co czujesz.
-Powiedziała, a ja spuściłam wzrok na zdjęcie. 
-A-ale...-Zaczęłam mówić, ale gdy tylko spojrzałam na miejsce w którym siedziała staruszka nikogo nie było. Przecież nie mogła tak po prostu rozpuścić się w powietrzu. 
Wstałam z ławki, a deszcz przestawał padać. Porozglądałam się dookoła ale nigdzie nie widziałam tej Pani. Postanowiłam zrobić tak jak powiedziała, wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę hotelu. 
-Rose gdzie byłaś?-Zapytał Calum gdy tylko weszłam do pokoju. 
-J-ja musiałam przemyśleć parę spraw.-Powiedziałam nie patrząc na Caluma, a w głowie cały czas miałam słowa starszej Pani „powiedz mu co czujesz”... 
-Idź się przebierz i przyjdź do mojego pokoju.-Powiedział Calum, na co osłupiałam. 
-Jasne.-Powiedziałam i nie dowierzając w to co właśnie się stało udałam się do mojego pokoju. 
Mokre włosy szybko umyłam i wysuszyłam po czym związałam je w kitkę, a resztki makijażu zmyłam. Przebrałam się w czarno-czerwoną koszulę w kratkę i legginsy. Wzięłam telefon i ruszyłam w stronę pokoju Cal'a. Lekko zapukałam do drzwi, a chłopak momentalnie mi otworzył. 
-Chciałeś o czymś porozmawiać?-Zapytałam siadając na łóżku. 
-Tak.-Powiedział patrząc na mnie nieśmiało i uśmiechając się. 
-Zobacz słońce wyszło, i przestało padać, może pójdziemy na spacer?-Zapytał łapiąc się za kark. 
-Okej tylko idę po buty.-Powiedziałam z uśmiechem. 
To niesamowite że od kiedy ta staruszka się pojawiła, wszystko zaczęło się poprawiać, Calum chce ze mną wyjść i porozmawiać, słońce zaświeciło nad Londynem mimo że zapowiadali cały tydzień ulew, i nawet ja w środku poczułam że jest lepiej. 
-Gotowa?-Zapytał Cal stojąc w moich drzwiach. 
-Tak, idziemy.-Powiedziałam biorąc klucze od pokoju. 
-Rose, chodźmy do pobliskiego parku.-Powiedział Calum łapiąc mnie za dłoń. 
-Dobrze.- 
Okazało się że chłopak zaprowadził mnie do tego samego parku w którym byłam przedtem. 
Nieco się zdziwiłam, gdy usiedliśmy naprzeciwko ławki, tej na której rozmawiałam ze starszą panią. 
-Słuchaj Rose...-Zaczął Calum patrząc mi prosto w oczy. 
-Od pewnego czasu czuję coś do Ciebie i..-Chciał dokończyć ale mu nie pozwoliłam. 
Złapałam Caluma za policzek i pocałowałam, przez chwilę nie odrywaliśmy się od siebie. 
-Myślałem że nigdy nawet nie zwracasz na mnie uwagi.-Powiedział zdziwiony chłopak. 
-Naprawdę? To zawsze ja myślałam że to Ty się mną nie interesujesz..-Powiedziałam na co oboje się zaśmialiśmy. 
-Kocham Cię wiesz?-Powiedział Calum i pocałował mnie. 
-Ja Ciebie też.-Szepnęłam chłopakowi do ucha. 
Siedzieliśmy tak ponad dwie godziny i rozmawialiśmy o różnych rzeczach, a Calum wciąż mnie nie puszczał, tylko trzymał mocno w swoich objęciach. 
-Poczekaj chwilę.-Powiedział chłopak i poszedł w stronę kobiety która chodziła z koszyczkiem i sprzedawała róże, zaśmiałam się sama do siebie, ale udawałam że nie patrzę na niego. 
-Widzisz mówiłam że będzie wszystko dobrze.-Usłyszałam głos tej samej starszej Pani, nie dowierzając spojrzałam obok i znów ją ujrzałam, siedziała obok mnie. 
-A-ale skąd Pani wiedziała?-Zapytałam z niedowierzaniem. 
-Ciiii.-Szepnęła, i pogładziła mnie po policzku. 
-Dbaj o niego.-Powiedziała, a ja spojrzałam na Caluma który już wracał. 
Gdy odwróciłam wzrok staruszki już nie było. 
-Proszę to dla Ciebie.-Powiedział uśmiechnięty Calum, trzymając w rękach bukiet róż. 
-Dziękuję.-Wzięłam bukiet od chłopaka po czym go pocałowałam. 
-Chodźmy.-Powiedział chłopak łapiąc mnie za rękę, i prowadząc w nieznaną mi stronę. 
Od tej pory wszystko się dobrze układa, jestem z Calumem i dbam o niego tak jak obiecałam staruszce, której już nigdy więcej nie zobaczyłam.


Imagin z dedykacją dla Irish Girl♥
Mam nadzieję że się podoba. ;)


czwartek, 3 lipca 2014

Michael

Nareszcie wakacje! Pomyśleć można że ten rok szkolny trwał wieczność, ale teraz zasłużone dwa miesiące odpoczynku. Mieszkam w Sydney, i zapowiada się że całe dwa miesiące tu spędzę, ale nie wiadomo, najlepsze są spontany.
Jak na zwykłą nastolatkę przystało, mam ulubiony boysband, grupę przyjaciół, i ukochanego pieska. 
Plakaty 1D wiszą dosłownie wszędzie, co nieco irytuje mojego przyjaciela Luke'ya, pewnego razu gdy do mnie przyszedł, wykorzystał chwilę że nie było mnie w pokoju i twarze chłopaków z One Direction zastąpiła podobizna Shreka. Pamiętam wyraz twarzy Ashley gdy weszła do mojego pokoju. 
Aaa właśnie! Ashley- Moja ukochana bff, nie rozstajemy się na krok, mówi się że najlepsza przyjaźń jest pomiędzy brunetką a blondynką, sama oczywiście w to nie wierzę bo co ma kolor do przyjaźni? 
No ale skoro tak wyszło, to niech tak będzie. 
Sama nie wiem dlaczego, ale jestem zaliczana do tak zwanej "elity" szkolnej... Kto to w ogóle wymyślił?! Gdy przechodzę przez korytarz, widzę napalone twarze znajomych kolegów, co mnie bardzo irytuje. 
Nie jestem pustą lalą, nigdy taką nie byłam i nie będę, i nie lecę na pierwszego lepszego. 
Nie mam chłopaka, wystarczy mi to że Ashley mi się wyżala na temat Wayne'ya... 
Nie wiem co ona w nim widzi... Ja mam Luke'ya - Najukochańszego przyjaciela, i grupę bardzo dobrych znajomych. 
Dzisiaj jedziemy z Hemmingsem, Ashley i Waynem na basen, szybko ubrałam strój kąpielowy "a'la pin up girl" a na to zwiewną białą sukienkę, długie kasztanowe włosy związałam i wyszłam przed dom. 
Po chwili podjechał samochód Wayne'a w którym był już Luke z Ashley. 
-Hej Lilly!-Przywitali się ze mną wszyscy, gdy tylko weszłam 
 -Hej Miśki!-Odpowiedziałam, po czym zajęłam miejsce z tyłu, obok Hemmingsa. 
-Ktoś jeszcze ma być na miejscu, czy tylko my?-Zapytała Ashley odwracając się do nas. 
-Tylko my.-Odpowiedziałam razem z Waynem. 
-Yyyy no bo...- Zaczął Luke. 
-Kogo zaprosiłeś?-Zapytałam zdziwiona. 
-Yyy no wiesz, kolegów z mojego zespołu.-Powiedział przygryzając wargę. 
-Jacyś przystojni?-Zapytała Ashley tak żeby zdenerwować Wayne'ya 
-HAhhaha bardzo śmieszne.-Odpowiedział sarkastycznie Wayne po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Oczywiście w pewnym czasie utkwiliśmy w dość dużym korku... "Uroki Sydney" pomyślałam, i zrezygnowana położyłam głowę na ramieniu Luke'ya, a on objął mnie. 
Po jakiś 30 minutach byliśmy na miejscu, wychodząc z samochodu zauważyłam trzech przystojnych facetów przed wejściem na basen. 
-Poznajcie się.-Powiedział Luke spoglądając na mnie. 
-Hej jestem Calum.-Powiedział brunet podając mi rękę. 
-Miło mi Lilly.- 
-Ja jestem Ashton.-Przedstawił się brunet z czerwoną bandamką na głowie, a jego włosy były jak artystyczny nieład. 
-Lilly.-Podałam rękę chłopakowi z uśmiechem. 
-Ja nazywam się Michael, ale przyjaciele nazywają mnie po prosty Mike.-Powiedział chłopak z zielonymi włosami, który najbardziej mnie zainteresował. 
-Poprawka przyjaciele mówią na niego żaba!-Powiedział Luke, który od razu oberwał w ramię od Michaela a wszyscy wybuchneliśmy śmiechem. 
Widziałam że chłopakowi zrobiło się trochę głupio, więc puściłam mu oczko, na co uśmiechnął się do mnie. 
-Chodźcie popływać!-Krzyknęła Ashley łapiąc Wayne'a za rękę. 
Wszyscy poszliśmy w stronę odkrytego basenu. 
Oczywiście zostałam wrzucona jako pierwsza do basenu, bo przecież nie potrafię sama tam wejść... 
-Luke nie żyjesz!!!-Krzyknęłam gdy tylko wynurzyłam się z wody. 
-Jaaaasne..-Powiedział Hemmings śmiejąc się do mnie, i wskakując do wody. 
-Nie, nie, nie...-Powiedziałam odsuwając się od Luke'ya gdy ten zaczął zbliżać się na "niebezpieczną" odległość między nami. 
-Iii tak Cię ochlapię zobaczysz!-Krzyknął, a ja w tym czasie wpadłam na kogoś z tyłu. 
-Bardzo Cię przepraszam Mikey.-Powiedziałam uśmiechając się do chłopaka. 
-Wow wciąż pamiętasz moje imię.-Powiedział nieco zdziwiony. 
-A dlaczego miałabym zapomnieć?-Zapytałam poprawiając mu grzywkę, która upadała mu na oczy. 
-No nie wiem.-Odpowiedział nieśmiało. 
-Nie wstydź się mnie.-Powiedziałam, i ochlapałam go po twarzy. 
-Ej wcale się Ciebie nie wstydzę!-Odpowiedział i odwdzięczył mi się tym samym. 
-A może dałabyś się namówić na jakąś kawę?-Zapytał cicho, przysuwając się do mnie. 
-Hmmm no nie wiem.-Odpowiedziałam, po czym odeszłam od Michaela, ale widziałam że zostawiłam go z wielkim uśmiechem na twarzy. Wyszłam z basenu i skierowałam się do kawiarni przy basenie. 
-Co on od Ciebie chciał?-Zapytał oschle Luke łapiąc mnie mocno za nadgarstek tak że syknęłam z bólu. 
-Przestań to boli!-Krzyknęłam. 
Chłopak momentalnie puścił moją rękę, i przeczesał swoją grzywkę patrząc w jakiś punkt za mną. Stwierdziłam że nie mam o czym z nim rozmawiać więc postanowiłam odejść z tego miejsca. 
-Hej Lilly zaczekaj!-Krzyknął za mną Luke i podbiegł do mnie. 
-Co chcesz?-Zapytałam oschle. 
-Prz-przepraszam.-Zaczął się jąkać, a jego wzrok skierowany był w ziemię. 
-O co właściwie Ci chodzi?!-Zapytałam patrząc mu w oczy. 
-Wiesz że jesteś dla mnie ważna, i nie chcę żeby ktoś Cię skrzywdził.-Stwierdził. 
-I myślisz że Michael może mnie skrzywdzić?!-Krzyknęłam. 
-Nie wiem, cholera nie mam pojęcia!-Powiedział Luke łapiąc mnie za policzek. 
-Nie wtrącaj się w moje życie!-Odpowiedziałam po czym odeszłam. 
Może nie powinnam, go tak zostawiać, w końcu to mój najlepszy przyjaciel, ale nie powinien, aż tak ingerować w moje życie. Jestem dorosła i potrafię sama o siebie zadbać, ale Luke wciąż nie potrafi chyba tego zaakceptować! Nie mamy przecież po 10 lat tak jak kiedyś. 
-Ooo jesteś!-Powiedział radośnie Ashton, gdy mnie zobaczył. 
-Jestem hahah.-Odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech. 
-A gdzie Hemmings?-Zapytał Calum. 
-Właściwie to nie mam pojęcia.-Odpowiedziałam i zaczęłam się trochę o niego martwić. 
-Przecież był z Tobą.-Dopowiedziała Ashley i popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem. 
-No był, ale nie ma.-Powiedziałam siadając obok Michaela. 
-Pokłóciliście się?-Zapytał Wayne, a Ashley skarciła go wzrokiem. 
-Noo tak jakby.-Powiedziałam patrząc w ziemię, trzeba przyznać że Luke ma talent do psucia nastroju... 
-Trochę źle się czuję, chyba pójdę do domu.-Powiedziałam patrząc na każdego po kolei. 
-Odwiozę Cię.-Powiedział stanowczo Mikey wstając z miejsca. 
-No dobrze.-Powiedziałam uśmiechając się. 
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi, po czym poszłam się przebrać, i wsiadłam do samochodu z Michaelem. 
-Naprawdę nie musisz.-Powiedziałam do chłopaka gdy ten włożył kluczyk do stacyjki. 
-Ale chcę.-Powiedział uśmiechając się do mnie. 
-Lubisz Green Day?-Zapytał przerywając dość krępującą ciszę. 
-Tak, i to bardzo!-Powiedziałam z uśmiechem. 
Chłopak włączył płytę i od razu zaczeliśmy śpiewać moją ulubioną piosenkę „Holiday”. 
-Myślałem że jesteś tylko fanką One Direction.-Powiedział śmiejąc się. 
-No nie tylko.-Odpowiedziałam i wróciłam do śpiewania. 
Chwilę jeszcze nuciliśmy, aż w końcu byłam pod domem. 
-Może wejdziesz do środka?-Zapytałam Mikeya z uśmiechem. 
-Wiesz... jest trochę późno, myślę że Twoi rodzice nie będą zadowoleni.-Powiedział śmiejąc się. 
-Nie ma rodziców.-Odpowiedziałam przygrywając wargę, ale po chwili zorientowałam się co robię, 
i skarciłam się w myślach. 
-Hmm kusząca propozycja.-Powiedział zielonowłosy chłopak, na co wybuchnęłam śmiechem. 
-To co idziesz?-Zapytałam otwierając drzwi i wychodząc z samochodu. 
-A mam inne wyjście?-Zapytał podnosząc ręce w geście poddania. 
-No nie bardzo.-Powiedziałam na co oboje zaczeliśmy się śmiać. 
-No to idę!-Powiedział zadowolony po czym wyszedł z samochodu i go zamknął. 
Miałam mały problem z odnalezieniem kluczy, ale po chwili byliśmy już w środku, zaprosiłam Michaela do salonu, chłopak usiadł wygodnie na kanapie, a ja poszłam przygotować nam coś do picia i jedzenia. 
-Pomóc Ci w czymś?-Zapytał Mikey wchodząc do kuchni. 
-Nie, dam radę.-Powiedziałam uśmiechając się, a chłopak usiadł na krześle przy stole. 
-Kawa, herbata czy sok pomarańczowy?-Zapytałam odwracając się w stronę Michaela. 
-Ymmm, to samo co Ty poproszę.-Odpowiedział zadowolony. 
-Z cytryną czy bez?-Zapytałam z uśmiechem. 
-Z cytryną.-Odpowiedział po czym uśmiechnął się do mnie pokazując rząd białych zębów. 
Cholera znam tego chłopaka niecały jeden dzień, ale naprawdę mi się podoba, zrobił na mnie świetne wrażenie. 
-Może jednak pomogę?-Zapytał podchodząc do mnie i łapiąc w talii. 
-Ym no wiesz...-Powiedziałam odwracając się do niego, teraz nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry. 
-Możesz zanieść herbatę do salonu.-Powiedziałam z uśmiechem, na co chłopak popatrzył na mnie nieco zdziwiony. Chyba myślał że dam się pocałować. Hah jeżeli mu się podobam będzie musiał się troszkę wysilić, chociaż sama nie wiem czy wytrzymam, chyba w jego wypadku ulegnę mu, ale nie teraz, jak na razie jest za szybko. 
Przez chwilę wpatrywałam się w Michaela, obserwowałam dokładnie każdy jego ruch, przygryzając wargę ale po chwili chłopak oczywiście musiał to zauważyć. 
-Coś ze mną nie tak?-Zapytał wstając z kanapy i podchodząc do mnie. 
-Nie wszystko jest okej.-Powiedziałam i spojrzałam w jego oczy. 
-To czemu mi się tak przyglądasz ciągle?-Zapytał przygryzając wargę po czym poprawił mi kosmyk włosów które opadały mi na oczy. 
-Yyy no bo...-Nie wiedziałam co mu powiedzieć, zatkało mnie totalnie, zaczynałam się zastanawiać czy po prostu nie pójść na żywioł i od razu powiedzieć mu że wpadł mi w oko. 
-No bo co?-Zapytał i znów zaczął zmniejszać odległość między nami. 
-Podobasz mi się.-Szepnęłam cichutko, patrząc mu w oczy. 
-Naprawdę?-Zapytał również cicho, jakby chciał się ze mną drażnić. 
-Mhm.-Mruknęłam po czym pozwoliłam się pocałować. 
Michael całował mnie delikatnie, a ja oddałam się całkowicie. Chłopak przysunął mnie do ściany, i zaczął składać pocałunki na mojej szyi, robiąc czasami malinki. 
Oczywiście coś musiało zepsuć tą cudowną chwilę, a był to pieprzony telefon. 
-Odbierz.-Powiedział zrezygnowanym głosem Michael, na co wywróciłam oczami. 
Podeszłam do kanapy, i wyciągnęłam telefon z torebki. 
-To Luke.-Powiedziałam patrząc na Mikeya. 
-Odbierz.-Powiedział siadając na fotelu. 
*Cześć. Co się stało? 
-A to musi się coś stać żebym zadzwonił do przyjaciółki? 
*No nie, ale jest po 22 więc musi być jakiś powód. 
-Lilly musimy porozmawiać, będę u Ciebie za 5 minut. 

 Nie zdążyłam nawet powiedzieć żeby nie przychodził, bo Hemmings się rozłączył. 
Nie wiem o czym chciał pogadać, ale musi to być coś ważnego skoro dzwoni do mnie o 22 i nie podaje konkretnego powodu. 
-Co chciał Luke?-Zapytał Michael, łapiąc mnie za dłoń i przyciągając do siebie. 
-Będzie tu za 5 minut.-Powiedziałam patrząc w jakiś punkt za Mikeyem.
-Może powinienem pójść?-Zapytał wstając. 
-Przestań, dzisiaj zostajesz.-Powiedziałam muskając chłopaka w usta. 
-Chcesz tego?-Zapytał i posłał mi jednoznaczne spojrzenie. 
-Tak.-Powiedziałam, i pocałowałam Michaela, ale znów przerwał nam Luke dzwoniąc do drzwi. 
-Idę otworzyć.-Powiedziałam do Michaela, a ten odburknął coś pod nosem, usiadł na kanapie i zaczął popijać herbatę. 
-Hej Lilly! Michael zostawił u Ciebie samochód?-Zapytał Luke całując mnie u policzek. 
-No yyyym tak właściwie to...-Zaczęłam mówić gdy kierowaliśmy się w stronę salonu, ale Luke mi przerwał. 
-Michael co Ty tu kurwa robisz?!-Krzyknął Luke, po czym rzucił się z pięściami na Mikeya 
-Luke uspokój się!!-Krzyknęłam i odepchnęłam Luke'a na bezpieczną odległość. 
-Stary o co Ci chodzi?!-Zapytał zdenerwowany Michael. 
-O co mi chodzi?! Przyczepiłeś się do mojej przyjaciółki!-Krzyknął Luke tak że chyba pół Sydney go usłyszało w tym momencie...Chyba jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. 
-Ale to nie Twoja sprawa z kim się spotykam!-Krzyknęłam również głośno. 
-Naprawdę? Szkoda że zawsze przy Tobie byłem! Zawsze kiedy mnie potrzebowałaś, a teraz tak po prostu mnie olewasz! Kim dla Ciebie byłem przez te wszystkie lata?! Poduszką w którą zawsze można się wypłakać? Dobrze wiedziałaś że jesteś dla mnie ważna i to wykorzystywałaś! Zawsze byłem jak na rozkaz...-Powiedział Luke, a jego głos zaczął się załamywać. 
-Jak możesz mówić że Cię wykorzystywałam?!-Krzyknęłam a po policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy. -A jak mnie traktujesz?! Wiesz że zrobię dla Ciebie wszystko.-Powiedział Luke, a jego oczy zrobiły się zaszklone. 
-Luke wiesz że Cię kocham... Kocham Cię bardzo mocno, ale jak brata... -Zaczęłam ale miałam coraz większe trudności z wypowiedzeniem czegokolwiek. 
-Zauroczyłam się w Michaelu, i chcę spróbować... -Zaczęłam dokańczać ale Luke mi nie pozwolił. 
-Skoro kochasz Mikeya, a on Ciebie to nie będę wam przeszkadzał...-Powiedział Luke i zaczął kierować się w stronę drzwi, szybko do niego podbiegłam i przytuliłam go najmocniej jak tylko potrafiłam. 
-Dziękuję.-Szepnęłam Hemmingsowi na ucho, na co chłopak delikatnie się uśmiechnął. 
-Ale Ty...-Powiedział stanowczo i popatrzył na Michaela. 
 -Jeżeli skrzywdzisz Lilly to pożałujesz.-Dokończył łapiąc mnie za dłoń. 
-Nie skrzywdzę jej.-Odpowiedział Mikey i podszedł do mnie, a Luke puścił moją dłoń. 
-Mam nadzieję.-Powiedział Hemmings uśmiechając się delikatnie i wyszedł z domu. 
Ja przytuliłam się z całej siły do Michaela, mam nadzieję że Luke znajdzie dziewczynę która go pokocha bardzo mocno. 
-Lilly to co o mnie mówiłaś to prawda?-Zapytał Mikey łapiąc mnie za policzek. 
-Tak.-Odpowiedziałam i pocałowałam Michaela najdelikatniej jak potrafiłam, w tym pocałunku chciałam pokazać mu jak bardzo mi na nim zależy. 


Imagin o Michaelu :) Myślę że się spodoba, miałam mały problem z napisaniem końcówki, ale chyba daje radę haha :D


środa, 2 lipca 2014

Wakacje

Kochani są wakacje, co oznacza że imaginy będą się pojawiać częściej (jeżeli tylko wena mnie nie opuści)
Dzisiaj przeżyłam mały zawał, myślałam że ten blog został usunięty (wszystko na to wskazywało. :O )
Na szczęście wszystko jest już okej.
Z kim chcecie imaginy? Może jakieś dedykacje? Możecie pisać w komentarzach.
PS. Oglądaliście livestreama Sosów wczoraj? :D BYŁ ŚWIETNY!!




niedziela, 29 czerwca 2014

Luke

Nareszcie coś się dzieje w moim małym miasteczku, niedaleko Londynu.
Mieszka tu bardzo dużo polaków więc czuję się jak w Polsce.
Mam na imię Diana, i studiuję aktorstwo.
Dzisiaj razem z przyjaciółkami idziemy na zabawę.
-Diana, w czym idziesz?-Zapytała mnie moja przyjaciółka Katy, gdy stałam przed szafą.
-Nie mam zielonego pojęcia.-Powiedziałam nieco zrezygnowana i podniosłam ręce w geście poddania się.
-Weź tą niebieską sukienkę.
-Nieeee zwariowałaś? Przecież jak będę tańczyć to wszystko mi będzie widać.-Powiedziałam po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
Ostatecznie postanowiłam wziąć szorty i zwykły króciutki top, do tego złoty gruby łańcuch i byłam gotowa.
-Katy, chodź idziemy bo musimy wstąpić jeszcze po Ari i Liz.-Poganiałam przyjaciółkę.
-No okeej!-Odpowiedziała po czym poszłyśmy do samochodu.
Chwilę później już byłyśmy wszystkie w komplecie.
-Myślicie że dobry będzie ten DJ?-Zapytała Ari.
-Dobry, ale w jakim sensie?-Zapytała Liz na co wybuchłyśmy śmiechem.
-Ej dziewczyny ciiiiiiicho bo muszę zadzwonić!-Powiedziałam po czym nastała grobowa cisza a zaraz po chwili dalej zaczełyśmy się śmiać.
-Nooo do kogo dzwonisz?-Pytała Katy nie patrząc na mnie tylko skupiając się na drodze.
-Zadzwonię do Luke'a i zapytam czy będzie.-Odpowiedziałam szukając jego numeru telefonu.
-Ooo teraz bierzesz się za Hemmingsa?!-Zapytały z tyłu Liz i Ari śmiejąc się.
-Nie nie niee! Dobrze wiecie że tylko się z nim przyjaźnię!-Odpowiedziałam pokazując im język.
-Hahahaah jaaaasne! Tak to się teraz nazywa!-Powiedziały we trójkę na co wybuchnęłam śmiechem.
Po chwili byłyśmy już na miejscu, na wielkim placu było bardzo dużo ludzi, a przed nami stała wielka scena na którym jakiś DJ puszczał dobrze znane mi kawałki. (Calvin Harris)
Na ekranie telefonu zobaczyłam wiadomość od Lukeya.
* Jestem koło sceny, chodź tu :D *
Na co się uśmiechnęłam, i pociągnęłam za sobą dziewczyny.
Miałam małe problemy ze znalezieniem chłopaka, ale widząc zielone włosy Mikeya nie miałam wątpliwości gdzie jest mój przyjaciel.
-Heeeej dziewczyny!-Chłopcy przywitali się z nami.
-Hej Diana.-Powiedział Luke i mnie przytulił, a reszta naszych przyjaciół patrzyła na nas bardzo dziwnie, tak jakbyśmy robili coś złego.
-Calum! Ash! Co wy tacy nie roztańczeni?!-Krzyknęłam głośno ponieważ nic tu nie było słychać, i złapałam chłopców za ręce, po czym zaczeliśmy tańczyć.
Wszyscy świetnie się bawiliśmy, a Dj się świetnie spisywał.
Cały czas tańczyliśmy, mimo że nie zwracałam zbyt dużej uwagi na Lukeya wciąż czułam jego wzrok na sobie.
Gdy już na niego patrzyłam chłopak patrzył mi prosto w oczy i się uśmiechał. Jego uśmiech jest taki idealny.
Stop! Przecież to mój przyjaciel, nie mogę zbyt się rozpędzać, i rozmarzać na jego temat.
-Uuu Hemmings widzę że się rozpędzasz!-Złapałam go za szyję i mu to powiedziałam.
-Oczywiście.-Powiedział i znów się uśmiechnął.
-Hahah mówiłeś że nie będziesz tańczył!-
-No tak, ale wiesz...-Nie dokończył tylko się zaśmiał.
-Menda!- Krzyknęłam i przeczesałam jego grzywkę palcami.
-Głupku nie mów tak na mnie!-Powiedział głośniej, i się zaśmiał.
Uwielbialiśmy tak na siebie mówić, zresztą u nas to już było normalne...
Po kilkunastu przetańczonych piosenkach, Ari Katy i Liz nie miały siły i poszły gdzieś usiąść a ja zostałam przy scenie z chłopakami.
Uwielbiam imprezy, a tańczyć mogę do samego rana.
-Luke?-Powiedziałam łapiąc chłopaka za szyję i przyciągając do siebie.
-Co jest?-Szepnął mi do ucha.
-Długo tu będziesz?-Zapytałam uśmiechając się.
-Nie mam pojęcia a co?-
-Bo już chyba mnie nogi bolą.-Powiedziałam robiąc smutasa.
-No nie żartuj! Jeszcze jedna piosenka!-Powiedział łapiąc mnie za ręce.
Calum, Ash i Mikey już nie zwracali na nas uwagi tak jak wcześniej więc czułam się nieco bardziej komfortowo.
Gdy tańczyliśmy wciąż patrzyliśmy sobie w oczy, i śmialiśmy się. Po skończonej piosence chłopak przyciągną mnie do siebie i bardzo mocno objął.
-Malinkę?-Zapytał śmiejąc się, ale wciąż nie puszczając mnie z uścisku.
-Niee przestań.-Krzyknęłam i odchyliłam głowę.
-No weź!-Powiedział Luke, po czym zaśmialiśmy się.
-Pff! Nie!-Krzyknęłam przez śmiech.
-Myślisz że będę Cię pytał o zgodę?-Zaśmiał się Hemmings po czym pocałował mnie w szyję, następnie robiąc malinkę.
-Weź będę wyglądała jakby mnie ktoś pobił!-Powiedziałam ze śmiechem gdy już chłopak mnie puścił.
-Powiesz że spadłaś z łóżka.-Dopowiedział po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Jesteś nienormalny!-Krzyknęłam i uderzyłam go w ramię.
-Tssss za co to?-Zapytał z uśmiechem.
-Zasłużyłeś!-Powiedziałam strzelając focha.
-Zasłużyć, to zasłużyłem ale na coś innego.-Powiedział łapiąc mnie za talię i przyciągając do siebie.
-Hmm?-Lekko syknęłam rzucając mu pytające spojrzenie.
-Ciiiii.-Szepnął mi do ucha, po czym mnie pocałował.
Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, byłam lekko oszołomiona.
Po chwili gdy już się od siebie oderwaliśmy nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie patrz tak na mnie, powiedz coś.-Powiedział chłopak.
-Yyy noo bo.-Zaczęłam się jąkać.
-Wiem że nie powinienem.-Powiedział Luke przeczesując grzywkę.
-Nie, nie, nie..-Powiedziałam przerywając mu.
-Głupio wyszło.-Powiedział patrząc na mnie.
-Yy tak! To znaczy nieee!-Co ja właściwie robię?
Luke patrzył na mnie jak na idiotkę, nie potrafiłam nawet się wysłowić jak normalny człowiek.
Nie wiedząc co mam mu odpowiedzieć, chwyciłam go za twarz i delikatnie pocałowałam.
Dlaczego to zrobiłam?  Od pewnego czasu gdy widziałam Lukeya czułam że coś „lata” mi w brzuchu. Ale nie, to nie były zwykłe motylki, to było coś o wiele większego i silniejszego, po prostu zakochałam się w moim najlepszym przyjacielu, ale na szczęście on odwzajemnił moje uczucie.

Imagin pisany spontanicznie o 1 w nocy :D
myślę że może być, i że się podoba :D



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Calum

„When you were born

The angels sighed in delight
They never thought they'd see such a beautiful sight”


(klik♥) Gdy patrzę na mojego Leo, czuję że nikogo więcej nie potrzeba mi do szczęścia. Mój największy skarb za miesiąc skończy 3 latka. Mieszkam z nim w centrum Sydney, w małym 3 pokojowym mieszkanku. Najbardziej boli mnie to że mój mały szkrab wychowuje się bez ojca. 
Tak, Calum zostawił nas gdy tylko powiedziałam mu o ciąży, od razu spakował swoje rzeczy i uciekł, jak tchórz... od tamtego czasu już go nie zobaczyłam. Najgorsze jest to że mały Leo coraz bardziej przypomina swojego tatę. Dzisiaj wzięłam wolne w pracy, ponieważ Leo ma zabawę w żłobku, długo myślałam nad kostiumem w jaki go przebrać, ale mały Leoś wybrał sobie strój teletubisia, wyglądał w nim niezwykle uroczo. 
Zrobiłam małemu kaszkę do jedzenia, i nakarmiłam. Gdy Leo był gotowy włożyłam go do łóżeczka po czym sama szybko zjadłam śniadanie, i przebrałam się w czarną marynarkę, czarny top i białe krótkie szorty. Włosy szybko przeczesałam robiąc przedziałek na środku, i zrobiłam lekki makijaż. Sprawdziłam czy wszystko powyłączałam, po czym wyciągnęłam małego z łóżeczka, i wzięłam jego torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Wychodząc włożyłam czarne czółenka, i zamknęłam mieszkanie. 
-Mama!-Krzyknął Leo, bawiąc się moimi długimi brązowymi włosami. 
-Co jest słońce?-Zapytałam czule po czym maluch położył swoją główkę na moim ramieniu. 
Byłam strasznie dumną mamuśką. To uczucie gdy Twoje dziecko, stawia pierwsze kroki, zaczyna gaworzyć, pierwsze słowa które mówi, to wszystko sprawia że chce się jeszcze bardziej żyć. 
Idąc przez park widziałam wiele szczęśliwych rodzin, co mnie bardzo bolało ale najważniejsze że mam Leo. 
Nie wyobrażam sobie życia bez niego. 
-Cara!-Krzyknął ktoś nagle za mną. 
-Luke? Miło Cię widzieć.-Powiedziałam po czym chłopak przybiegł do mnie i przytulił się. 
-Cześć przystojniaku!-Powiedział Luke do Leo i przybił mu piątkę. 
-Maaamuś.-Zaczął gaworzyć Leo. 
-Ciii słońce, to jest wujek Luke.-Powiedziałam na co mały zaczął bardzo mu się przyglądać. 
-Ujeeeek?-Wydukał Leo na co się zaśmialiśmy. 
-Co u Ciebie? Tak dawno się nie widzieliśmy...-Powiedział Luke. 
-Dajemy radę z Leosiem, dzisiaj idziemy na bal przebierańców.-Powiedziałam radośnie. 
-To ja może nie będę was zatrzymywał.-Powiedział Luke łapiąc za rączkę mojego synka. 
-Przestań nie wygłupiaj się!-Krzyknęłam na Lukeya. 
-Może masz ochotę iść z nami?-Zaproponowałam. 
-Jaa? Wiesz no nie wiem...-Zaczął się głośno zastanawiać. 
-Leo chcesz żeby wujek Luke poszedł z nami?-Zapytałam małego. 
-Taak, taak mamuś!-Krzyknął mały. 
-No to w takim razie idę!-Powiedział uradowany Luke, po czym zaczeliśmy kierować się w stronę żłobka. 
-Co słychać u Caluma?-Zapytałam w pewnym momencie. 
Nie wiem czy chciałam wiedzieć co u niego, bałam się że mogę dowiedzieć się najgorszej prawdy... codziennie zarzekałam się że nie chcę by cokolwiek nas łączyło, ale wciąż go kocham, i cały czas myślę o nim mimo że próbuję wmawiać sobie że jest mi obojętny (Amnesia lyrics official)
„I wish that I could wake up with amnesia
Forget about the stupid little things

Like the way it felt to fall asleep next to you
And the memories I never can escape
'Cause I'm not fine at all” 
-Niezbyt dobrze. Od kiedy Cię zostawił wciąż zastanawia się co u Ciebie i u dziecka.-Powiedział. 
-Nie powinno go to interesować.-Syknęłam pod nosem poprawiając kapturek małemu. 
-Myślę że powinnaś z nim pogadać.-Powiedział Luke patrząc mi w oczy. 
-Zostawił mnie samą z małym dzieckiem! Uciekł jak ostatni tchórz, myślisz że życie samotnej matki jest łatwe?!-Powiedziałam prawie płacząc. 
-Dlatego powinnaś dać mu drugą szansę, dziecko chyba ma prawo mieć ojca.-Powiedział uspokajając mnie. -Takiego ojca, który gdy tylko się dowiedział o dziecku uciekł?!-Powiedziałam pod nosem. 
-Przestraszył się, bał się że będzie złym tatą.-Powiedział. 
-Nie rozśmieszaj mnie.-Powiedziałam patrząc na Lukeya. 
-Zmieńmy temat, nie denerwuj się.-Powiedział chłopak a ja popatrzyłam na niego litościwie. 
-Leo, pójdziesz do wujka?-Zapytał Luke wyciągając ręce w stronę Leosia. 
Mały aż krzyknął z zachwytu, i od razu poszedł na ręce do Hemmingsa. 
Będąc na miejscu, dzieci bawiły się i tańczyły w kółku razem z klaunem, który był chyba największą atrakcją dla dzieci. Widząc jak mój mały bawi się, i tańczy duma rozpierała mnie od środka. 
Tak minęło kilka godzin, międzyczasie dzieci jadły, no a później wiadomo że trzeba było przebrać im pieluchy. Na szczęście dzisiaj to Panie opiekunki to robiły, a ja z Lukeyem siedziałam przy stole patrząc co robi Leo, i rozmawiając. 
Gdy zobaczyłam że Leo się rozpłakał szybko podeszłam do niego i wzięłam go na ręce. 
-Ciichutko skarbie nie płacz, już dobrze.-Szeptałam małemu do ucha. 
-Mamuś.-Mówił cichutko Leo, tak bardzo kochałam gdy tak mówił. 
Gdy mały się uspokoił zauważyłam na moim miejscu siedzi Calum z Lukeyem. 
-Co on tu do cholery robi?-Syknęłam do siebie ze złości, i postawiłam Leosia na ziemi tak żeby mógł iść do reszty dzieci. 
-Co Ty tu robisz?!-Krzyknęłam do Caluma, gdy byłam obok niego. 
-Przyszedłem do synka.-Powiedział spokojnie gdyby nigdy nic. 
-Nie masz prawa nazywać się jego ojcem!-Krzyknęłam i poczułam że robię się cała czerwona ze złości. 
-Cara proszę Cię nie rozmawiajmy o tym tutaj.-Powiedział i złapał mnie za rękę. 
-Nie dotykaj mnie!-Krzyknęłam i odepchnęłam go. 
-Mogę poznać swojego synka? Proszę.-Powiedział patrząc na mnie błagalnie. 
-A mam inne wyjście?-Powiedziałam po czym poszłam po małego. 
-Jak ma na imię?-Zapytał Calum patrząc w naszego syna jak w obrazek. 
-Leo.-Powiedziałam i pocałowałam go w policzek. 
-Mamuś!-Powiedział mały patrząc na mnie i uśmiechając się. 
Widziałam że Calumowi łzy podeszły do oczu. 
-Leo, zobacz to Twój tatuś.-Powiedziałam niepewnie wskazując mu Caluma. 
-Ja chcę do tatusia.-Szepnął mi mały do ucha, wystarczająco głośno by Cal to usłyszał. 
-M-mogę?-Zapytał Cal, na co Leo wyciągnął swoje małe rączki w jego stronę. 
Calum i Leo razem, taki widok widziałam tylko w najpiękniejszych snach. Oboje byli zapatrzeni w siebie jak w największe skarby na świecie. 
-Myślę że nic tu po mnie.-Powiedział mi Luke do ucha. 
-Dziękuję.-Powiedziałam i pocałowałam do w policzek. 
-Paaa chłopaki.-Krzyknął Hemmings, na co Calum i Leo pomachali mu na pożegnanie. 
-Leo, idziemy już do domku? Dzisiaj Tatuś będzie cię kołysał.-Powiedziałam do małego, przy okazji puszczając oczko do Cal'a. 
-Taaak!-Krzykneli obaj, po czym wzięłam torbę małego i pożegnaliśmy się z nauczycielkami. 
W drodze do domu Calum i Leo cały czas się wygłupiali, a u małego uśmiech nie schodził z twarzy. 
-Zjecie coś?-Zapytałam gdy już byliśmy w domu. 
-Tak!-Powiedzieli obaj po czym znów wrócili do zabawy. 
Szybko przygotowałam nam obiado-kolację, mały dostał kaszkę malinową, a sobie i Calumowi usmażyłam naleśniki. 
-Jedź ładnie.-Powiedziałam gdy mały zaczął bawić się jedzeniem. 
-Mamuś a tatuś może spać dzisiaj u nas?-Zapytał w pewnym momencie Leo. 
-Jeżeli tatuś zechce to może spać u nas.-Powiedziałam uśmiechając się do Caluma. 
Nie wiem czemu, tak szybko pozwoliłam wrócić mu do naszego życia. Leo zasługuje na to by mieć ojca, a Calumowi ewidentnie na tym zależy, więc dlatego zgodziłam się. 
Po posiłku szybko wykąpałam Leo, i położyłam go do łóżeczka. 
-Tatuś przeczytasz mi bajkę?-Zapytał mały. 
-Tak, oczywiście.-Powiedział uśmiechnięty Calum, po czym podałam mu jedną z książek. 
Nie chcąc przeszkadzać chłopcom, poszłam do kuchni i zrobiłam sobie herbatę. Po jakiś 20 minutach przyszedł do mnie Cal. 
-Widzę że zależy Ci na Leo.-Powiedziałam i posłałam mu uśmiech. 
-Tak, bardzo ale... nie tylko na nim mi zależy.-Powiedział, niepewnie dokańczając. 
-Calum proszę nie zaczynaj...-Powiedziałam na co chłopak mi przerwał i złapał za rękę. 
-Tak Cara, doskonale wiem że zachowałem się jak ostatni idiota, ale daj mi jeszcze jedną szansę...-Powiedział patrząc mi prosto w oczy. 
Nie wiedziałam co zrobić, byłam totalnie rozdarta. 
-Wiesz...-Zaczęłam niepewnie wstając z krzesła. 
-Ciiiii.-Szepnął Cal po czym podszedł do mnie i złączył nasze usta w pocałunku. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało...-Powiedziałam i czule przytuliłam się do Caluma. 
(Klik)
„Your love is bright as ever Even in these shadows 
Baby kiss me 
Before they turn the lights out 
Your heart is glowing 
And I'm crashing into you” 
                                                                         
-Chodźmy spać.-Szepnął mi Calum do ucha. 
-Chodź.-Powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do sypialni. 
Po drodze bezszelestnie zajrzeliśmy do sypialni Leo, który wyglądał jak aniołek. 
-Dziękuję.-Szepnął mi Calum, obejmując mnie i patrząc jak nasz synek słodko śpi. 
-Obiecaj że nigdy więcej nas nie zostawisz.-Powiedziałam patrząc na małego Leo, i łapiąc Cal'a za rękę. 
-Obiecuję.-Szepnął jeszcze mocniej mnie obejmując. 
Po chwili poszliśmy do sypialni, ja szybko się przebrałam w piżamy i zmyłam makijaż, po czym Calum poszedł do łazienki się odświeżyć. 
Położyłam się wygodnie na łóżku próbując zasnąć. 
-Śpisz?-Szepnął mi nad uchem Cal. 
-Nie.-Powiedziałam obracając się w jego stronę, po czym musnęłam jego usta. 
-Dobranoc słońce.-Powiedział Cal, obejmując mnie. 
-Dobranoc.-Powiedziałam po czym zasnęłam. 
(klik)
„Hey we’re taking on the world
I’ll take you where you wanna go
Pick you up if you fall to pieces
Let me be the one to save you
Break the plans we had before
Let’s be unpredictable
Pick you up if you fall to pieces

Let me be the one to save you” 




Nowy imagin z Calumem♥
Inspiracją do napisania go było zdjęcie Cal'a gdy był mały, oraz piosenki których teksty znajdują się w imaginie.
Check it!
Beyoncé - God made you beautiful
5 Seconds Of Summer - Amnesia
Beyoncé - XO
5 Seconds Of Summer - Unpredictable

Mam nadzieję że imagin się podoba! 
Dziękuję że czytacie moje imaginy♥ Biiiiiigg upp!♥

sobota, 21 czerwca 2014

Luke

Piękny, chłodny wieczór, mimo że zbliża się noc, miasto wciąż tętni życiem. 
Mieszkam na obrzeżach Sydney, więc tutaj jest trochę spokojniej. 
Mały jednorodzinny domek, w którym mieszkam z rodzicami i starszą siostrą nie różni się niczym od pozostałych. Wiodę spokojne życie, chodzę do High School, nie mam zbyt wielu znajomych ale za to wiem że są prawdziwi. W przeciwieństwie do mojej starszej siostry Megi, która miała mnóstwo znajomych, i ciągle imprezowała-zresztą jest połowa wakacji więc większość moich rówieśników imprezuje. 
-Leah!-Krzyknęła moja siostra z kuchni. 
-Co jest Meg?-Zapytałam wchodząc do pomieszczenia. 
-Słuchaj, dzisiaj przychodzi do mnie chłopak, i chciałabym żebyś się jakoś stosownie zachowywała.-Powiedziała pijąc sok. 
-Przecież zawsze się zachowuję normalnie.-Powiedziałam po czym nalałam sobie wody do szklanki. 
-Tak, ale nie chcę żeby pomyślał że mam nienormalną siostrę.-Powiedziała Megi ze śmiechem i rzuciła we mnie swetrem. 
-Ty jesteś nienormalna.-Zaśmiałam się. 
-Też Cię kocham!-Krzyknęła wychodząc z domu. 
Ciekawe z kim teraz się spotyka, zaczęłam się zastanawiać. 
Po chwili poszłam do swojego pokoju, i przebrałam się w granatowy przewiewny kombinezon, który ładnie podkreślał moją opaleniznę. Długie czarne włosy przeczesałam, i zrobiłam dość mocny makijaż. 
Włożyłam czarne czółenka i ruszyłam w stronę domu mojego przyjaciela. 
Droga nie trwała długo bo mieszkał pięć domów dalej. 
-Hej Theo.-Przywitałam się z chłopakiem, buziakiem w policzek. 
-Witaj Leah, ślicznie wyglądasz!-Powiedział robiąc wielkie oczy. 
-Dzięki! Słuchaj mógłbyś dać mi płytę z projektami, bo nie mam dużo czasu.-Powiedziałam 
-Jasne, wejdź.-Zaprosił mnie do środka. 
-Gdzie się tak śpieszysz?-Zapytał wręczając mi płytę. 
-Megi chce przedstawić mi swojego nowego chłopaka.-Powiedziałam. 
Widziałam że Theo posmutniał, bo od zawsze podkochiwał się w mojej starszej siostrze. 
-Ejj, nie smuć się! Wiesz że Meg nigdy nie miała chłopaka dłużej niż miesiąc!-Powiedziałam próbując pocieszyć mojego przyjaciela. 
-No to rzeczywiście mam się z czego cieszyć.-Zaśmiał się Theo. 
-Hahha będzie dobrze!-Powiedziałam przytulając go na pożegnanie. 
-Do zobaczenia.-Krzyknął Theo gdy już wyszłam. 
-Paaa.-Powiedziałam obkręcając się dookoła. 
Przed moim domem stał czarny Range Rover więc domyślałam się że dzisiejszy gość mojej siostry jest już w naszym domu. Trochę zastanawiałam się jaki jest nowy chłopak siostry bo zazwyczaj był to przypakowany, nie wyglądający zbytnio przyjaźnie facet. Nie lubiłam tego typu mężczyzn, gdy tylko ich widziałam miałam mieszane uczucia. 
Wchodząc do domu zaznałam szoku. W salonie ujrzałam przystojnego blondyna, nie był przypakowany tak jak reszta byłych mojej siostry. 
Zamurowało mnie, stałam nie dowierzając i obserwując każdy jego ruch. 
Był idealny. Na szczęście nie widział że się tak na niego gapię, bo szperał coś w telefonie. 
Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie sądzę. Tym bardziej że to chłopak mojej siostry. Tym razem jej się poszczęściło. 
-Oo Leah już jesteś.-Powiedziała Megi, przerywając mi moje przemyślenia. 
-Poznajcie się, to Leah moja siostra, a to Luke mój chłopak.-Dodała, po czym tajemniczy blondyn podszedł do mnie i uścisnął mi dłoń. 
-Miło Cię poznać Leah.-Powiedział i szeroko się uśmiechnął a ja wręcz osłupiałam, nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa, byłam zapatrzona w niego jak w obrazek, co chyba zauważyła Megi i znów się wtrąciła. 
-Lukey, może masz ochotę coś zjeść?-Powiedziała po czym zaprowadziła chłopaka do kuchni, a mnie skarciła wzrokiem. 
Postanowiłam pójść do swojego pokoju żeby znów nie zrobić jakiejś głupoty. Ciężkie jest życie młodszej siostry, tym bardziej że ma się starszą atrakcyjną siostrę. 
Chociaż wszyscy zawsze powtarzali że to ja jestem ładniejsza, a Megi wtedy była ostro wkurzona. 
Tylko że ja nigdy nie miałam szczęścia do chłopaków, a ona wręcz przeciwnie, co chwile ich zmieniała. Nagle zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Theo. 
-Co robisz?-Zapytał uradowany. 
-Szczerze? Jestem załamana.-Szepnęłam do telefonu. 
-Aż taki zły jest nowy chłopak Megi?-Zaśmiał się. 
-Wręcz przeciwnie! Jest cudowny.-Powiedziałam jeszcze ciszej tak żeby przypadkiem nikt nie usłyszał. 
-Tylko się nie zakochaj!-Zaśmiał się Theo. 
-Przestań!-Skarciłam go od razu. 
-Idziesz ze mną na imprezę?-Zapytał. 
-Kiedy?-Odpowiedziałam od razu. 
-Za 10 minut.-Powiedział nieco poważnym tonem. 
-Idę!-Krzyknęłam. 
-Za chwilę jestem pod Twoim domem.-Oświadczył po czym się rozłączył. 
Trochę się przestraszyłam tym że mam tak mało czasu, ale w sumie wyglądałam nieźle, i nawet nie musiałam się malować bo miałam mocny makijaż, tylko przeczesałam włosy i zbiegłam na dół. 
-Wybierasz się gdzieś?-Zapytała Megi, a Luke pocałował ją w policzek.
Aż coś w środku mnie zabolało jak to zobaczyłam. 
-Idę na imprezę.-Odpowiedziałam nieco chamskim tonem. 
-Z kim idziesz?-Zapytała, zaciekawiona. 
-Z Theo.-Odpowiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. 
-Leah, a moglibyśmy iść z Tobą?-Zapytał Luke.
Zdziwiłam się że w ogóle wciąż pamięta moje imię. Zwykle odpowiedziałabym że nie, ale widząc piękny uśmiech Lukeya musiałam się zgodzić. 
-T-tak jasne.-Powiedziałam i poczułam jak zalewam się rumieńcem. 
Dlatego szybko chciałam wyjść z domu żeby Luke tego nie zauważył, ale on wyprzedził mnie i otworzył mi drzwi i szeroko się uśmiechnął. Cholera czemu on jest taki idealny? 
-Dziękuję.-Powiedziałam cicho i wyszłam z domu. 
Theo już czekał więc podeszłam do jego samochodu, usiadłam z przodu obok niego, i uprzedziłam go że Luke i Megi jadą z nami. Po chwili para dołączyła. 
Widziałam że z jednej strony Theo się cieszy bo Megi jedzie, ale był wyraźnie rozdrażniony obecnością Lukeya. 
W czasie jazdy wszyscy żartowaliśmy, i śpiewaliśmy piosenki. 
Po chwili byliśmy na miejscu, w wielkim domu naprzeciwko nas było widać światła reflektorów, oraz było słychać dość głośno muzykę. Nie zastanawiając się dłużej wszyscy weszliśmy do środka. 
Megi z Theo poszli oczywiście w stronę jakiegoś baru, a ja wyszłam na ogród, ponieważ w domu było za bardzo czuć alkohol którego nie znoszę. 
Usiadłam tyłem do domu, a po chwili poczułam jak ktoś kuca obok mnie i łapie mnie za rękę. Przestraszyłam się, ale jak się okazało nie miałam czego. 
-Nie bój się.-Powiedział uśmiechnięty Luke i usiadł obok mnie. 
-Nie boję się Ciebie.-Powiedziałam i popatrzyłam pierwszy raz w jego piękne oczy. 
-Nie mieliśmy okazji się lepiej poznać.-Powiedział uśmiechnięty. 
-Racja.-Odpowiedziałam z uśmiechem i próbowałam się nieco rozluźnić. 
Rozmawialiśmy kilka godzin, okazało się że mamy z sobą wiele wspólnego. 
Na podwórku zrobiło się ciemno, i zimno tak że zaczęłam się lekko trząść. 
-Proszę, weź moją koszulę.-Powiedział uśmiechnięty podając mi czerwono-czarną koszulę w kratkę. 
-Dziękuję.-Powiedziałam, po czym ją włożyłam. 
-Może pójdziemy do środka?-Zaproponował Luke. 
-Okej chodźmy.-Powiedziałam po czym ruszyliśmy w stronę wielkiego domu. 
Będąc w środku od razu zrobiło mi się niedobrze, było tu zbyt duszno i strasznie śmierdziało alkoholem. 
-Jak chcesz to poczekaj na zewnątrz, a ja poszukam Megi.-Powiedział Luke a ja posłałam mu uśmiech, który oznaczał że się zgadzam. 
Szczerze mówiąc bałam się trochę, bo wiem do czego zdolna jest moja siostra... Albo leży gdzieś na podłodze całkiem pijana, albo właśnie całuje się z jakimś facetem. 
W oddali zobaczyłam Theo który spacerował za rękę z jakąś dziewczyną. 
Uśmiechnęłam się do niego i odmachałam mu. Cieszę się że wreszcie dał sobie spokój z moją siostrą. 
Luke już jakiś czas nie wychodził z domu, martwiłam się. Wiem że to dorosły facet i da sobie radę, znam go niecały jeden dzień a czuję się jakbym znała go co najmniej kilka lat. 
Usiadłam przy fontannie i patrzyłam czy chłopak przypadkiem nie wychodzi z domu. Kolejne minuty mijały a jego wciąż nie było, postanowiłam pójść do środka i zobaczyć co się dzieje. 
Gdy wchodziłam po schodach, zauważyłam że Luke biegnie prosto na mnie i nie widząc mnie wręcz mnie taranuje, tak że spadłam ze schodów na sam dół. 
-Matko Leah nic Ci nie jest?!?!-Zaczął nerwowo krzyczeć Luke. 
-Chyba skręciłam kostkę.-Syknęłam z bólu, łapiąc się za bolące miejsce. 
-Tak strasznie Cię przepraszam!-Powiedział Luke, i wziął mnie na ręce. 
-Co Ty do cholery robisz?!-Krzyknęłam na niego 
-Trzeba Cię zawieść do szpitala.-Powiedział, po czym zatrzymał jedną z taksówek. 
Gdy zobaczył że zaczęłam płakać, bo ból był nie do wytrzymania, przytulił mnie. 
-Nie chciałem.-Szepną mi do ucha. 
-Wiem.-Powiedziałam i popatrzyłam mu w oczy, widziałam że miał łzy w oczach. 
-Ej nie płacz.-Powiedziałam, i zaśmiałam się. 
-To przeze mnie.-Powiedział i jeszcze mocniej mnie przytulił. 
-Nie mów tak.-Szepnęłam cicho. 
Po chwili byliśmy pod szpitalem, Luke zapłacił za taksówkę, i wziął mnie na ręce kierując się do środka. 
Jak się okazało moja kostka była tylko skręcona. Takie szczęście w nieszczęściu. 
Lekarze zajeli się moją nogą, a nad ranem wypuścili do domu. 
-Luke, naprawdę nie musiałeś tutaj ze mną siedzieć tyle.-Powiedziałam głaszcząc go po włosach. 
-To przeze mnie tu wylądowałaś, więc teraz będę się Tobą opiekował.-Powiedział patrząc mi w oczy. 
-Nie jestem małą dziewczynką.-Odpowiedziałam. 
-Nawet nie próbuj się kłócić, będę się Tobą opiekował.-Powiedział stanowczo. 
-Nie zamierzam się kłócić.-Powiedziałam i przytuliłam się do Lukeya. 
Wychodząc ze szpitala Luke, złapał mnie w talii i pomógł dojść do taksówki która już na nas czekała. 
Przez całą drogę do mojego domu nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa, ale chłopak przytulił się do mnie i zaczął bawić się moimi włosami. 
-Zaczekaj pomogę Ci wysiąść.-Powiedział chłopak gdy chciałam opuścić samochód. 
Tak jak prosił tak też zrobiłam, chłopak podszedł z mojej strony i wyciągnął mnie z samochodu. Widząc że ciężko jest mi iść z obandażowaną nogą, wziął mnie na ręce i zaniósł pod same drzwi. 
-Co się stało?-Spytała zdziwiona mama, gdy zobaczyła obandażowaną nogę. 
-To moja wina.-Powiedział Luke. 
-Przestań to nie jest Twoja wina.-Powiedziałam do Lukeya, na co moja mama uśmiechnęła się. 
-Jest 6 rano, chodźcie do środka.-Powiedziała mama. 
-Gdzie jest Megi?-Zapytałam nieco zmartwiona. 
-Theo dzwonił że śpi u niego.-Powiedziała mama. 
-Aha?-Zrobiłam minę a'la wtf i spojrzałam pytająco na Hemmingsa. 
-Idźcie na górę a ja za chwilę przygotuję wam śniadanie.- Powiedziała mama. 
Luke oczywiście pomógł mi wejść po schodach, i położył mnie delikatnie na łóżku. 
-Leah...-zaczął niepewnie. 
-Co jest?-
-Nie jesteś na mnie zła?-Zapytał. 
-Zwariowałeś? Nie potrafiłabym być na Ciebie zła.-Powiedziałam i przytuliłam go. 
-Cieszę się.-Powiedział i pocałował mnie w czubek nosa. 
Gdy odległość między naszymi twarzami niebezpiecznie się zmniejszała, mama weszła do pokoju. 
-Ojjjć, widzę że wam przeszkodziłam.-Powiedziała zawstydzona i wyszła, na co wybuchliśmy śmiechem. 
-Luke a co z Megi?-Zapytałam. 
-Nic do niej nie czuję.-Powiedział łapiąc mnie za twarz. 
-Znamy się dopiero jeden dzień.-Powiedziałam odsuwając się od niego. 
-Tak wiem, ale teraz opiekując się Tobą będę miał czas na poznanie Cię.-Zaśmiał się. 
-Jesteś niemożliwy.-Powiedziałam po czym złączyłam nasze usta w długim romantycznym pocałunku... 
Gdy Megi dowiedziała się o tym że jestem z Lukeyem nie była zła ponieważ zaczęła się spotykać z Theo. Luke codziennie mnie odwiedza, więc się nie nudzę. 
Dzięki siostrze poznałam cudownego chłopaka, ale to zupełny przypadek sprawił że zakochaliśmy się w sobie. Teraz jestem szczęśliwa, i wiem że Luke mnie bezgranicznie kocha i nigdy nie skrzywdzi.

Nowy imagin z Hemmings'em!♥
Mam nadzieję że się podoba:)