Jak na zwykłą nastolatkę przystało, mam ulubiony boysband, grupę przyjaciół, i ukochanego pieska.
Plakaty 1D wiszą dosłownie wszędzie, co nieco irytuje mojego przyjaciela Luke'ya, pewnego razu gdy do mnie przyszedł, wykorzystał chwilę że nie było mnie w pokoju i twarze chłopaków z One Direction zastąpiła podobizna Shreka. Pamiętam wyraz twarzy Ashley gdy weszła do mojego pokoju.
Aaa właśnie! Ashley- Moja ukochana bff, nie rozstajemy się na krok, mówi się że najlepsza przyjaźń jest pomiędzy brunetką a blondynką, sama oczywiście w to nie wierzę bo co ma kolor do przyjaźni?
No ale skoro tak wyszło, to niech tak będzie.
Sama nie wiem dlaczego, ale jestem zaliczana do tak zwanej "elity" szkolnej... Kto to w ogóle wymyślił?!
Gdy przechodzę przez korytarz, widzę napalone twarze znajomych kolegów, co mnie bardzo irytuje.
Nie jestem pustą lalą, nigdy taką nie byłam i nie będę, i nie lecę na pierwszego lepszego.
Nie mam chłopaka, wystarczy mi to że Ashley mi się wyżala na temat Wayne'ya...
Nie wiem co ona w nim widzi... Ja mam Luke'ya - Najukochańszego przyjaciela, i grupę bardzo dobrych znajomych.
Dzisiaj jedziemy z Hemmingsem, Ashley i Waynem na basen, szybko ubrałam strój kąpielowy "a'la pin up girl" a na to zwiewną białą sukienkę, długie kasztanowe włosy związałam i wyszłam przed dom.
Po chwili podjechał samochód Wayne'a w którym był już Luke z Ashley.
-Hej Lilly!-Przywitali się ze mną wszyscy, gdy tylko weszłam
-Hej Miśki!-Odpowiedziałam, po czym zajęłam miejsce z tyłu, obok Hemmingsa.
-Ktoś jeszcze ma być na miejscu, czy tylko my?-Zapytała Ashley odwracając się do nas.
-Tylko my.-Odpowiedziałam razem z Waynem.
-Yyyy no bo...- Zaczął Luke.
-Kogo zaprosiłeś?-Zapytałam zdziwiona.
-Yyy no wiesz, kolegów z mojego zespołu.-Powiedział przygryzając wargę.
-Jacyś przystojni?-Zapytała Ashley tak żeby zdenerwować Wayne'ya
-HAhhaha bardzo śmieszne.-Odpowiedział sarkastycznie Wayne po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Oczywiście w pewnym czasie utkwiliśmy w dość dużym korku... "Uroki Sydney" pomyślałam, i zrezygnowana położyłam głowę na ramieniu Luke'ya, a on objął mnie.
Po jakiś 30 minutach byliśmy na miejscu, wychodząc z samochodu zauważyłam trzech przystojnych facetów przed wejściem na basen.
-Poznajcie się.-Powiedział Luke spoglądając na mnie.
-Hej jestem Calum.-Powiedział brunet podając mi rękę.
-Miło mi Lilly.-
-Ja jestem Ashton.-Przedstawił się brunet z czerwoną bandamką na głowie, a jego włosy były jak artystyczny nieład.
-Lilly.-Podałam rękę chłopakowi z uśmiechem.
-Ja nazywam się Michael, ale przyjaciele nazywają mnie po prosty Mike.-Powiedział chłopak z zielonymi włosami, który najbardziej mnie zainteresował.
-Poprawka przyjaciele mówią na niego żaba!-Powiedział Luke, który od razu oberwał w ramię od Michaela a wszyscy wybuchneliśmy śmiechem.
Widziałam że chłopakowi zrobiło się trochę głupio, więc puściłam mu oczko, na co uśmiechnął się do mnie.
-Chodźcie popływać!-Krzyknęła Ashley łapiąc Wayne'a za rękę.
Wszyscy poszliśmy w stronę odkrytego basenu.
Oczywiście zostałam wrzucona jako pierwsza do basenu, bo przecież nie potrafię sama tam wejść...
-Luke nie żyjesz!!!-Krzyknęłam gdy tylko wynurzyłam się z wody.
-Jaaaasne..-Powiedział Hemmings śmiejąc się do mnie, i wskakując do wody.
-Nie, nie, nie...-Powiedziałam odsuwając się od Luke'ya gdy ten zaczął zbliżać się na "niebezpieczną" odległość między nami.
-Iii tak Cię ochlapię zobaczysz!-Krzyknął, a ja w tym czasie wpadłam na kogoś z tyłu.
-Bardzo Cię przepraszam Mikey.-Powiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
-Wow wciąż pamiętasz moje imię.-Powiedział nieco zdziwiony.
-A dlaczego miałabym zapomnieć?-Zapytałam poprawiając mu grzywkę, która upadała mu na oczy.
-No nie wiem.-Odpowiedział nieśmiało.
-Nie wstydź się mnie.-Powiedziałam, i ochlapałam go po twarzy.
-Ej wcale się Ciebie nie wstydzę!-Odpowiedział i odwdzięczył mi się tym samym.
-A może dałabyś się namówić na jakąś kawę?-Zapytał cicho, przysuwając się do mnie.
-Hmmm no nie wiem.-Odpowiedziałam, po czym odeszłam od Michaela, ale widziałam że zostawiłam go z wielkim uśmiechem na twarzy.
Wyszłam z basenu i skierowałam się do kawiarni przy basenie.
-Co on od Ciebie chciał?-Zapytał oschle Luke łapiąc mnie mocno za nadgarstek tak że syknęłam z bólu.
-Przestań to boli!-Krzyknęłam.
Chłopak momentalnie puścił moją rękę, i przeczesał swoją grzywkę patrząc w jakiś punkt za mną. Stwierdziłam że nie mam o czym z nim rozmawiać więc postanowiłam odejść z tego miejsca.
-Hej Lilly zaczekaj!-Krzyknął za mną Luke i podbiegł do mnie.
-Co chcesz?-Zapytałam oschle.
-Prz-przepraszam.-Zaczął się jąkać, a jego wzrok skierowany był w ziemię.
-O co właściwie Ci chodzi?!-Zapytałam patrząc mu w oczy.
-Wiesz że jesteś dla mnie ważna, i nie chcę żeby ktoś Cię skrzywdził.-Stwierdził.
-I myślisz że Michael może mnie skrzywdzić?!-Krzyknęłam.
-Nie wiem, cholera nie mam pojęcia!-Powiedział Luke łapiąc mnie za policzek.
-Nie wtrącaj się w moje życie!-Odpowiedziałam po czym odeszłam.
Może nie powinnam, go tak zostawiać, w końcu to mój najlepszy przyjaciel, ale nie powinien, aż tak ingerować w moje życie.
Jestem dorosła i potrafię sama o siebie zadbać, ale Luke wciąż nie potrafi chyba tego zaakceptować! Nie mamy przecież po 10 lat tak jak kiedyś.
-Ooo jesteś!-Powiedział radośnie Ashton, gdy mnie zobaczył.
-Jestem hahah.-Odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech.
-A gdzie Hemmings?-Zapytał Calum.
-Właściwie to nie mam pojęcia.-Odpowiedziałam i zaczęłam się trochę o niego martwić.
-Przecież był z Tobą.-Dopowiedziała Ashley i popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
-No był, ale nie ma.-Powiedziałam siadając obok Michaela.
-Pokłóciliście się?-Zapytał Wayne, a Ashley skarciła go wzrokiem.
-Noo tak jakby.-Powiedziałam patrząc w ziemię, trzeba przyznać że Luke ma talent do psucia nastroju...
-Trochę źle się czuję, chyba pójdę do domu.-Powiedziałam patrząc na każdego po kolei.
-Odwiozę Cię.-Powiedział stanowczo Mikey wstając z miejsca.
-No dobrze.-Powiedziałam uśmiechając się.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi, po czym poszłam się przebrać, i wsiadłam do samochodu z Michaelem.
-Naprawdę nie musisz.-Powiedziałam do chłopaka gdy ten włożył kluczyk do stacyjki.
-Ale chcę.-Powiedział uśmiechając się do mnie.
-Lubisz Green Day?-Zapytał przerywając dość krępującą ciszę.
-Tak, i to bardzo!-Powiedziałam z uśmiechem.
Chłopak włączył płytę i od razu zaczeliśmy śpiewać moją ulubioną piosenkę „Holiday”.
-Myślałem że jesteś tylko fanką One Direction.-Powiedział śmiejąc się.
-No nie tylko.-Odpowiedziałam i wróciłam do śpiewania.
Chwilę jeszcze nuciliśmy, aż w końcu byłam pod domem.
-Może wejdziesz do środka?-Zapytałam Mikeya z uśmiechem.
-Wiesz... jest trochę późno, myślę że Twoi rodzice nie będą zadowoleni.-Powiedział śmiejąc się.
-Nie ma rodziców.-Odpowiedziałam przygrywając wargę, ale po chwili zorientowałam się co robię,
i skarciłam się w myślach.
-Hmm kusząca propozycja.-Powiedział zielonowłosy chłopak, na co wybuchnęłam śmiechem.
-To co idziesz?-Zapytałam otwierając drzwi i wychodząc z samochodu.
-A mam inne wyjście?-Zapytał podnosząc ręce w geście poddania.
-No nie bardzo.-Powiedziałam na co oboje zaczeliśmy się śmiać.
-No to idę!-Powiedział zadowolony po czym wyszedł z samochodu i go zamknął.
Miałam mały problem z odnalezieniem kluczy, ale po chwili byliśmy już w środku, zaprosiłam Michaela do salonu, chłopak usiadł wygodnie na kanapie, a ja poszłam przygotować nam coś do picia i jedzenia.
-Pomóc Ci w czymś?-Zapytał Mikey wchodząc do kuchni.
-Nie, dam radę.-Powiedziałam uśmiechając się, a chłopak usiadł na krześle przy stole.
-Kawa, herbata czy sok pomarańczowy?-Zapytałam odwracając się w stronę Michaela.
-Ymmm, to samo co Ty poproszę.-Odpowiedział zadowolony.
-Z cytryną czy bez?-Zapytałam z uśmiechem.
-Z cytryną.-Odpowiedział po czym uśmiechnął się do mnie pokazując rząd białych zębów.
Cholera znam tego chłopaka niecały jeden dzień, ale naprawdę mi się podoba, zrobił na mnie świetne wrażenie.
-Może jednak pomogę?-Zapytał podchodząc do mnie i łapiąc w talii.
-Ym no wiesz...-Powiedziałam odwracając się do niego, teraz nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry.
-Możesz zanieść herbatę do salonu.-Powiedziałam z uśmiechem, na co chłopak popatrzył na mnie nieco zdziwiony.
Chyba myślał że dam się pocałować. Hah jeżeli mu się podobam będzie musiał się troszkę wysilić, chociaż sama nie wiem czy wytrzymam, chyba w jego wypadku ulegnę mu, ale nie teraz, jak na razie jest za szybko.
Przez chwilę wpatrywałam się w Michaela, obserwowałam dokładnie każdy jego ruch, przygryzając wargę ale po chwili chłopak oczywiście musiał to zauważyć.
-Coś ze mną nie tak?-Zapytał wstając z kanapy i podchodząc do mnie.
-Nie wszystko jest okej.-Powiedziałam i spojrzałam w jego oczy.
-To czemu mi się tak przyglądasz ciągle?-Zapytał przygryzając wargę po czym poprawił mi kosmyk włosów które opadały mi na oczy.
-Yyy no bo...-Nie wiedziałam co mu powiedzieć, zatkało mnie totalnie, zaczynałam się zastanawiać czy po prostu nie pójść na żywioł i od razu powiedzieć mu że wpadł mi w oko.
-No bo co?-Zapytał i znów zaczął zmniejszać odległość między nami.
-Podobasz mi się.-Szepnęłam cichutko, patrząc mu w oczy.
-Naprawdę?-Zapytał również cicho, jakby chciał się ze mną drażnić.
-Mhm.-Mruknęłam po czym pozwoliłam się pocałować.
Michael całował mnie delikatnie, a ja oddałam się całkowicie.
Chłopak przysunął mnie do ściany, i zaczął składać pocałunki na mojej szyi, robiąc czasami malinki.
Oczywiście coś musiało zepsuć tą cudowną chwilę, a był to pieprzony telefon.
-Odbierz.-Powiedział zrezygnowanym głosem Michael, na co wywróciłam oczami.
Podeszłam do kanapy, i wyciągnęłam telefon z torebki.
-To Luke.-Powiedziałam patrząc na Mikeya.
-Odbierz.-Powiedział siadając na fotelu.
*Cześć. Co się stało?
-A to musi się coś stać żebym zadzwonił do przyjaciółki?
*No nie, ale jest po 22 więc musi być jakiś powód.
-Lilly musimy porozmawiać, będę u Ciebie za 5 minut.
Nie zdążyłam nawet powiedzieć żeby nie przychodził, bo Hemmings się rozłączył.
Nie wiem o czym chciał pogadać, ale musi to być coś ważnego skoro dzwoni do mnie o 22 i nie podaje konkretnego powodu.
-Co chciał Luke?-Zapytał Michael, łapiąc mnie za dłoń i przyciągając do siebie.
-Będzie tu za 5 minut.-Powiedziałam patrząc w jakiś punkt za Mikeyem.
-Może powinienem pójść?-Zapytał wstając.
-Przestań, dzisiaj zostajesz.-Powiedziałam muskając chłopaka w usta.
-Chcesz tego?-Zapytał i posłał mi jednoznaczne spojrzenie.
-Tak.-Powiedziałam, i pocałowałam Michaela, ale znów przerwał nam Luke dzwoniąc do drzwi.
-Idę otworzyć.-Powiedziałam do Michaela, a ten odburknął coś pod nosem, usiadł na kanapie i zaczął popijać herbatę.
-Hej Lilly! Michael zostawił u Ciebie samochód?-Zapytał Luke całując mnie u policzek.
-No yyyym tak właściwie to...-Zaczęłam mówić gdy kierowaliśmy się w stronę salonu, ale Luke mi przerwał.
-Michael co Ty tu kurwa robisz?!-Krzyknął Luke, po czym rzucił się z pięściami na Mikeya
-Luke uspokój się!!-Krzyknęłam i odepchnęłam Luke'a na bezpieczną odległość.
-Stary o co Ci chodzi?!-Zapytał zdenerwowany Michael.
-O co mi chodzi?! Przyczepiłeś się do mojej przyjaciółki!-Krzyknął Luke tak że chyba pół Sydney go usłyszało w tym momencie...Chyba jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
-Ale to nie Twoja sprawa z kim się spotykam!-Krzyknęłam również głośno.
-Naprawdę? Szkoda że zawsze przy Tobie byłem! Zawsze kiedy mnie potrzebowałaś,
a teraz tak po prostu mnie olewasz! Kim dla Ciebie byłem przez te wszystkie lata?! Poduszką w którą zawsze można się wypłakać? Dobrze wiedziałaś że jesteś dla mnie ważna i to wykorzystywałaś! Zawsze byłem jak na rozkaz...-Powiedział Luke, a jego głos zaczął się załamywać.
-Jak możesz mówić że Cię wykorzystywałam?!-Krzyknęłam a po policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy.
-A jak mnie traktujesz?! Wiesz że zrobię dla Ciebie wszystko.-Powiedział Luke, a jego oczy zrobiły się zaszklone.
-Luke wiesz że Cię kocham... Kocham Cię bardzo mocno, ale jak brata... -Zaczęłam ale miałam coraz większe trudności z wypowiedzeniem czegokolwiek.
-Zauroczyłam się w Michaelu, i chcę spróbować... -Zaczęłam dokańczać ale Luke mi nie pozwolił.
-Skoro kochasz Mikeya, a on Ciebie to nie będę wam przeszkadzał...-Powiedział Luke i zaczął kierować się w stronę drzwi, szybko do niego podbiegłam i przytuliłam go najmocniej jak tylko potrafiłam.
-Dziękuję.-Szepnęłam Hemmingsowi na ucho, na co chłopak delikatnie się uśmiechnął.
-Ale Ty...-Powiedział stanowczo i popatrzył na Michaela.
-Jeżeli skrzywdzisz Lilly to pożałujesz.-Dokończył łapiąc mnie za dłoń.
-Nie skrzywdzę jej.-Odpowiedział Mikey i podszedł do mnie, a Luke puścił moją dłoń.
-Mam nadzieję.-Powiedział Hemmings uśmiechając się delikatnie i wyszedł z domu.
Ja przytuliłam się z całej siły do Michaela, mam nadzieję że Luke znajdzie dziewczynę która go pokocha bardzo mocno.
-Lilly to co o mnie mówiłaś to prawda?-Zapytał Mikey łapiąc mnie za policzek.
-Tak.-Odpowiedziałam i pocałowałam Michaela najdelikatniej jak potrafiłam, w tym pocałunku chciałam pokazać mu jak bardzo mi na nim zależy.
Imagin o Michaelu :) Myślę że się spodoba, miałam mały problem z napisaniem końcówki, ale chyba daje radę haha :D



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz