Deszcz strasznie padał a ja myślałam że mimo tego szumu usłyszę dźwięk silnika samochodu. Jak się po chwili okazało moje możliwości zostały przeze mnie przecenione, gdy tylko zobaczyłam Cass w progu moich drzwi od razu stanęłam na równe nogi.
-Czemu nie przyszłaś dzisiaj do szkoły?- Zapytała na wejściu.
-Wiesz, ominęło Cię nie lada zdarzenie.
-Co takiego się stało?-Zapytałam, po czym usiadłyśmy na łóżku.
-Do naszej klasy doszedł meeega przystojniak! -Krzyknęła, a w jej oczach było widać iskierki. - No i gdy zobaczył Twoje zdjęcie na ścianie, zaczął wypytywać o Ciebie.
-O mnie? -Zdziwiłam się. - Jak ma na imię ten przystojniak?
-Ashton.-Zacięła się przygryzając wargę.- Ashton Irwin.
-Skądś kojarzę to nazwisko.
-Jessica nie żartuj! -Krzyknęła poprawiając się wygodniej na łóżku. - Naprawdę go znasz?
-Nie wiem czy go znam!-Uderzyłam ją w ramię.- Uspokój się.
-Ale jak coś to mnie z nim umówisz?-Zapytała, błagającymi oczami na co prychnęłam.
-Zobaczymy.-
Całe popołudnie spędziłyśmy na oglądaniu dennych horrorów, które bardziej mnie śmieszyły niż straszyły a Cass momentami krzyczała co jeszcze bardziej mnie rozbawiało. Cały czas zastanawiałam się skąd znam niejakiego Ashtona, ale nie mogłam sobie przypomnieć. Może po prostu, coś mi się przewidziało? I tak naprawdę go nie znam. Nie mam pojęcia, jutro - mam nadzieję że się wszystko wyjaśni.
Około godziny 21 Cassie wróciła do domu, a ja nie mając na nic siły spakowałam książki na jutrzejszy dzień, wykąpałam się i poszłam spać. Rano wstałam o godzinie 6.15 co nigdy mi się nie zdarzało. Przeciągnęłam się kilka razy na łóżku międzyczasie zastanawiając się co na siebie włożę.
Padło na luźny biały top z logiem Nirvany, i spodnie typu boyfriend a do tego białe pełne buty na dużym stabilnym obcasie. Włosy wyprostowałam, i zrobiłam lekki makijaż podkreślając mocniej oczy, cóż gdy chodzi się do szkoły nie można zbyt szaleć z wyglądem.
Wzięłam torbę, i zeszłam na dół gdzie mama smażyła naleśniki.
-Hej Jess.-Ucałowała mnie w policzek. - Usiądź a ja zaraz podam Ci śniadanie.
-Dobrze mamo.-
Nie wiem co dzisiaj się stało, zwykle sama musiałam sobie robić śniadanie.
Po zjedzonym posiłku mama podwiozła mnie pod szkołę, dzisiaj byłam szybko bo aż pół godziny przed rozpoczęciem się pierwszej lekcji. Nie wiedząc co mam robić, tymbardziej że nigdzie nie widziałam swoich przyjaciół usiadłam na ławce i wyciągnęłam książkę z historii kontynuując wczorajszą naukę.
Odwróciłam się, i zobaczyłam uśmiechniętego wysokiego szatyna który zmierzał w moją stronę.
-Hej.-Odpowiedziałam nieco zmieszana. - Ty jesteś Ashton?
-We własnej osobie.-Powiedział siadając koło mnie. -Naprawdę mnie nie pamiętasz?-
-Nie bardzo.-
-Poznaliśmy się dwa lata temu.- Zaczął. - Byłaś z rodzicami na imieninach u Pana Lee, ja też tam byłem, z mamą.
-Coś sobie przypominam. - Powiedziałam a mój wzrok powędrował na podłogę. - Ah tak! Pamiętam, siedziałeś ciągle na kanapie, i nawet się nie odezwałeś.
-Wstydziłem się!
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-A teraz się nie wstydzisz?- Zapytałam próbując być jak najbardziej poważna.
-Teraz jestem starszy o dwa lata. -
-I Ty...- Zaczęłam niepewnie. - Cały czas mnie pamiętałeś?
-Mam pamięć do twarzy, szczególnie do pięknych dziewczyn, a gdy zobaczyłem cię na zdjęciu, od razu Cię poznałem.
-Poczekaj bo nie wiem czy mam uznać to za komplement.-
-Jak najbardziej.- Uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów.
-Wiesz że siedzimy razem na biologii?
-Mam się bać?-Puściłam mu oczko.
-Myślę że nie.-
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, okazało się że nie łączy nas zbyt dużo rzeczy ale mimo wszystko świetnie się dogadujemy.
-Jessica a lubisz piłkę nożną? - Zapytał, ale czułam że zaraz zacznie się ze mnie śmiać.
-Uwielbiam! - Powiedziałam, i ucieszyłam się że jednak coś nas może łączy.- Ale grać nie lubię, za to mogę oglądać godzinami.
-Kiedyś też grałem.- Powiedział a jego wzrok powędrował gdzieś za mnie.
-Ale od kiedy miałem kontuzję nie mogę grać.-
-Co się stało?-
-Zerwałem więzadła w kolanie.-Widziałam że jego oczy zaszkliły się.
-Jeszcze kiedyś zagrasz.-Przytuliłam go.
-Mam nadzieję.-Uśmiechnął się nie odrywając się ode mnie.
-Za kim jesteś?-Zapytałam chcąc rozładować krępującą, i niezbyt przyjemną sytuację.
-Ale jak za kim?-Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.-Aaaa no tak, w niedzielę finał MŚ.
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Ja jestem za Argentyną.-Powiedziałam stanowczo.-Nie wiem czemu wszyscy są za Niemcami.
-Nie wszyscy! Też kibicuję Argentynie.-Odpowiedział szturchając mnie w ramię.
-Uff nie jestem sama!- Chłopak objął mnie ramieniem.
Przez chwilę rozmawialiśmy o głupotach, moi koledzy i koleżanki powoli zbierali się pod klasą, ale wciąż nie było Cass. Nagle zadzwonił jakże znienawidzony przez wszystkich uczniów dzwonek oznaczający początek zajęć. Lekcje dzisiaj minęły niezwykle szybko, i całe szczęście że zaczął się upragniony od 5 dni weekend. Wychodząc ze szkoły zadzwoniłam jeszcze do Cass, żeby dowiedzieć się co się stało, na szczęście okazało się że po prostu nie chciało jej się przyjść. Mój tato już czekał na szkolnym parkingu, więc od razu udałam się do samochodu.
-Cześć młoda.-Powiedział tato gdy wsiadłam do samochodu.-Co dzisiaj ciekawego w szkole było?
-Nic ciekawego. - Odpowiedziałam nie chcąc prowadzić rozmowy na temat szkoły.
-Słyszałem że młody Irwin chodzi z Tobą do klasy.-Zaśmiał się i spojrzał na mnie.
-Skąd wiesz?!-Prawie krzyknęłam, na co mój tato się zaśmiał.
-Przecież jego mama to moja koleżanka.-Prychną, patrząc na drogę.-Nie pamiętasz jak byliśmy dwa lata temu na imieninach w Jeremiego?
-Pamiętam, Ash mi przypomniał dzisiaj.-
-Ooo czyli jednak znajomość się nawiązała.-Uśmiechnął się do mnie.
Na szczęście w radiu zaczęła lecieć ulubiona piosenka mojego taty, więc już nic nie pytał tylko śpiewał sobie pod nosem. Nie wiem czemu ale ten chłopak naprawdę zawrócił mi w głowie, ale zaraz stop! Znam go niecały jeden dzień! Mam nadzieję że za niedługo wypadnie mi z głowy.
Pierwszą i ostatnią rzeczą którą zrobiłam tego dnia było po prostu położenie się na łóżku i zaśnięcie, przespałam cały dzień, co rzadko mi się zdarzało, ale jednak musiałam odespać cały tydzień.
-Jessica wstawaj!!!-Usłyszałam jak ktoś krzyczy mi do ucha.
-Cassie zwariowałaś?!-Krzyknęłam równie głośno jak moja przyjaciółka.-Pali się???
-Nie!-Odpowiedziała już łagodniejszym tonem.-Dzisiaj jest festiwal młodych zespołów i zgadnij kto zagra!
-Yyy no nie wiem?-Odpowiedziałam przeczesując grzywkę.
-5 Seconds Of Summer!!!-Pisnęła, a ja tylko zatkałam mocno uszy.
-Kto to?-
-Ashton gra tam na perkusji! Jessica musisz iść!!-Powiedziała radośnie i zaciągnęła mnie do garderoby.
Do koncertu zostały dwie godziny, cały dzisiejszy dzień spędziłam z Cass, która non stop mówiła o tym co dzisiaj ma się wydarzyć. Szczerze mówiąc miałam już tego dość i byłam lekko zdenerwowana, ale przecież dobrze wiedziałam że ona chce dla mnie jak najlepiej.
Coraz mniej czasu zostawało do rozpoczęcia się festiwalu a ja coraz bardziej się denerwowałam, nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać, a chciałam przecież jak najlepiej wypaść w oczach Ashtona.
-Rusz się Jess!-Cassie pociągnęła mnie za rękę.-Zaraz ominie Cię występ Asha!
-Nie gorączkuj się tak!-Rzuciłam obojętnie zakładając białe conversy.-Wychodzimy.
Droga na plac gdzie miał odbywać się festiwal nie zajęła nam dużo czasu, wręcz przeciwnie. Kiedy byłyśmy na miejscu widziałam wiele znajomych twarzy ale nigdzie nie widziałam mojego nowego kolegi, przez którego, nie okłamujmy się-przyszłam tutaj.
"You're like perfection, some kind of holiday. You got me thinking that we could run away. You want I'll take you there, You tell me when and where."
-Jess to oni!!-Krzyknęła Cassie.-Chodź idziemy pod scenę.
-Okej.-Złapałam przyjaciółkę za rękę, tak żebyśmy się nie zgubiły w tłumie ludzi.-Gdzie on jest?
-Gra na perkusji zobacz!-Wskazała mi palcem uśmiechniętego Irwina.
-Przestań! Palcem się nie pokazuje.-Skarciłam ją, i oblałam się rumieńcem gdy zobaczyłam że chłopak puszcza mi oczko.
"Don't stop doin' what you're doin' every time you move to to the beat, it gets harder for me, and you know it! know it! know it!"
Słysząc słowa refrenu zaczęłam tańczyć razem z Cass pod sceną, czując na sobie wzrok Ashtona.
Zaczęło się robić ciemno, chłopcy mieli zagrać jeszcze jedną piosenkę ale ja stwierdziłam że nie mam siły na więcej, więc postanowiłam przecisnąć się przez tłum ludzi i iść gdzieś usiąść.
Chwilę wszystko mi zajęło, ale ostatecznie udało mi się zdobyć pustą ławkę naprzeciwko stoiska z watą cukrową. Nie mając siły na nic, siedziałam dobre pół godziny sama przyglądając się uważnie osobom które przechodziły obok, nagle zobaczyłam znajomą mi sylwetkę przy stoisku z watą. Tak to Ashton!
Podeszłam do niego od tyłu i zasłoniłam oczy ręką.
-Hmmmm kto to?-Zapytał obejmując mnie.
-Zgadnij.-
-Nie wiem, nie mam pojęcia, mama?-Zaśmiał się.
-Pf.-Skrzyżowałam ręce udając obrażoną.-Wiesz co.
-Ejj no nie obrażaj się!-Ashton przytulił mnie i pocałował w policzek.-Świetnie tańczysz.
-A Ty świetnie grasz.-Powiedziałam uwalniając się z jego uścisku.-Idziemy na diabelskie koło?
-Właściwie to chciałem watę, ale chodźmy!-Złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę koła.
Nie wiem czemu to zaproponowałam bo cholernie się bałam, a teraz gdy już wchodzimy do środka nogi mam jak z waty.
-Jessica boisz się?-Ashton złapał mnie za rękę i zaśmiał się.
-Wcale że nie!-
-Przecież widzę.-Powiedział i szeroko się uśmiechnął.-Wiesz jeżeli będziesz się bardzo bała to możesz się przytulić.
Nie zwlekając długo wtuliłam się w Ashtona, i trzeba przyznać dobrze mi to zrobiło. Gdy byliśmy na samej górze, nagle wszystko się wyłączyło wyglądało na to że była awaria prądu.
-Ashton nie wiem jak Ty ale ja chcę zejść stąd.-Powiedziałam lekko drżącym głosem.-Boję się.
-Spokojnie nie zostawią nas tak.-Chłopak przytulił mnie mocniej.
-Tak myślisz?-
-Tak myślę.-Powiedział a nasze twarze dzieliły milimetry.
-Mogę?-Szepnął, patrząc na moje usta.
Kiwnęłam głową, pokazując że się zgadzam. Chłopak przybliżył się, i pocałował mnie a ja kompletnie zapomniałam w jakich okolicznościach się znajdujemy.
Nagle cały plac znów został oświetlony, a kolejna kapela na scenie zaczęła grać.
-Mówiłem że nie ma się czego bać.-
-Z Tobą niczego się nie boję.-Powiedziałam, a chłopak musnął mnie w usta.
Tego imagina pisałam cały tydzień! Chwilowe przypływy weny pozwoliły mi go dokończyć :)
Mam nadzieję że się podoba.
Biggg up!
Pierwszą i ostatnią rzeczą którą zrobiłam tego dnia było po prostu położenie się na łóżku i zaśnięcie, przespałam cały dzień, co rzadko mi się zdarzało, ale jednak musiałam odespać cały tydzień.
-Jessica wstawaj!!!-Usłyszałam jak ktoś krzyczy mi do ucha.
-Cassie zwariowałaś?!-Krzyknęłam równie głośno jak moja przyjaciółka.-Pali się???
-Nie!-Odpowiedziała już łagodniejszym tonem.-Dzisiaj jest festiwal młodych zespołów i zgadnij kto zagra!
-Yyy no nie wiem?-Odpowiedziałam przeczesując grzywkę.
-5 Seconds Of Summer!!!-Pisnęła, a ja tylko zatkałam mocno uszy.
-Kto to?-
-Ashton gra tam na perkusji! Jessica musisz iść!!-Powiedziała radośnie i zaciągnęła mnie do garderoby.
Do koncertu zostały dwie godziny, cały dzisiejszy dzień spędziłam z Cass, która non stop mówiła o tym co dzisiaj ma się wydarzyć. Szczerze mówiąc miałam już tego dość i byłam lekko zdenerwowana, ale przecież dobrze wiedziałam że ona chce dla mnie jak najlepiej.
Coraz mniej czasu zostawało do rozpoczęcia się festiwalu a ja coraz bardziej się denerwowałam, nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać, a chciałam przecież jak najlepiej wypaść w oczach Ashtona.
-Rusz się Jess!-Cassie pociągnęła mnie za rękę.-Zaraz ominie Cię występ Asha!
-Nie gorączkuj się tak!-Rzuciłam obojętnie zakładając białe conversy.-Wychodzimy.
Droga na plac gdzie miał odbywać się festiwal nie zajęła nam dużo czasu, wręcz przeciwnie. Kiedy byłyśmy na miejscu widziałam wiele znajomych twarzy ale nigdzie nie widziałam mojego nowego kolegi, przez którego, nie okłamujmy się-przyszłam tutaj.
"You're like perfection, some kind of holiday. You got me thinking that we could run away. You want I'll take you there, You tell me when and where."
-Jess to oni!!-Krzyknęła Cassie.-Chodź idziemy pod scenę.
-Okej.-Złapałam przyjaciółkę za rękę, tak żebyśmy się nie zgubiły w tłumie ludzi.-Gdzie on jest?
-Gra na perkusji zobacz!-Wskazała mi palcem uśmiechniętego Irwina.
-Przestań! Palcem się nie pokazuje.-Skarciłam ją, i oblałam się rumieńcem gdy zobaczyłam że chłopak puszcza mi oczko.
"Don't stop doin' what you're doin' every time you move to to the beat, it gets harder for me, and you know it! know it! know it!"
Słysząc słowa refrenu zaczęłam tańczyć razem z Cass pod sceną, czując na sobie wzrok Ashtona.
Zaczęło się robić ciemno, chłopcy mieli zagrać jeszcze jedną piosenkę ale ja stwierdziłam że nie mam siły na więcej, więc postanowiłam przecisnąć się przez tłum ludzi i iść gdzieś usiąść.
Chwilę wszystko mi zajęło, ale ostatecznie udało mi się zdobyć pustą ławkę naprzeciwko stoiska z watą cukrową. Nie mając siły na nic, siedziałam dobre pół godziny sama przyglądając się uważnie osobom które przechodziły obok, nagle zobaczyłam znajomą mi sylwetkę przy stoisku z watą. Tak to Ashton!
Podeszłam do niego od tyłu i zasłoniłam oczy ręką.
-Hmmmm kto to?-Zapytał obejmując mnie.
-Zgadnij.-
-Nie wiem, nie mam pojęcia, mama?-Zaśmiał się.
-Pf.-Skrzyżowałam ręce udając obrażoną.-Wiesz co.
-Ejj no nie obrażaj się!-Ashton przytulił mnie i pocałował w policzek.-Świetnie tańczysz.
-A Ty świetnie grasz.-Powiedziałam uwalniając się z jego uścisku.-Idziemy na diabelskie koło?
-Właściwie to chciałem watę, ale chodźmy!-Złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę koła.
Nie wiem czemu to zaproponowałam bo cholernie się bałam, a teraz gdy już wchodzimy do środka nogi mam jak z waty.
-Jessica boisz się?-Ashton złapał mnie za rękę i zaśmiał się.
-Wcale że nie!-
-Przecież widzę.-Powiedział i szeroko się uśmiechnął.-Wiesz jeżeli będziesz się bardzo bała to możesz się przytulić.
Nie zwlekając długo wtuliłam się w Ashtona, i trzeba przyznać dobrze mi to zrobiło. Gdy byliśmy na samej górze, nagle wszystko się wyłączyło wyglądało na to że była awaria prądu.
-Ashton nie wiem jak Ty ale ja chcę zejść stąd.-Powiedziałam lekko drżącym głosem.-Boję się.
-Spokojnie nie zostawią nas tak.-Chłopak przytulił mnie mocniej.
-Tak myślisz?-
-Tak myślę.-Powiedział a nasze twarze dzieliły milimetry.
-Mogę?-Szepnął, patrząc na moje usta.
Kiwnęłam głową, pokazując że się zgadzam. Chłopak przybliżył się, i pocałował mnie a ja kompletnie zapomniałam w jakich okolicznościach się znajdujemy.
Nagle cały plac znów został oświetlony, a kolejna kapela na scenie zaczęła grać.
-Mówiłem że nie ma się czego bać.-
-Z Tobą niczego się nie boję.-Powiedziałam, a chłopak musnął mnie w usta.
Tego imagina pisałam cały tydzień! Chwilowe przypływy weny pozwoliły mi go dokończyć :)
Biggg up!



Mega :33
OdpowiedzUsuń