niedziela, 29 czerwca 2014

Luke

Nareszcie coś się dzieje w moim małym miasteczku, niedaleko Londynu.
Mieszka tu bardzo dużo polaków więc czuję się jak w Polsce.
Mam na imię Diana, i studiuję aktorstwo.
Dzisiaj razem z przyjaciółkami idziemy na zabawę.
-Diana, w czym idziesz?-Zapytała mnie moja przyjaciółka Katy, gdy stałam przed szafą.
-Nie mam zielonego pojęcia.-Powiedziałam nieco zrezygnowana i podniosłam ręce w geście poddania się.
-Weź tą niebieską sukienkę.
-Nieeee zwariowałaś? Przecież jak będę tańczyć to wszystko mi będzie widać.-Powiedziałam po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
Ostatecznie postanowiłam wziąć szorty i zwykły króciutki top, do tego złoty gruby łańcuch i byłam gotowa.
-Katy, chodź idziemy bo musimy wstąpić jeszcze po Ari i Liz.-Poganiałam przyjaciółkę.
-No okeej!-Odpowiedziała po czym poszłyśmy do samochodu.
Chwilę później już byłyśmy wszystkie w komplecie.
-Myślicie że dobry będzie ten DJ?-Zapytała Ari.
-Dobry, ale w jakim sensie?-Zapytała Liz na co wybuchłyśmy śmiechem.
-Ej dziewczyny ciiiiiiicho bo muszę zadzwonić!-Powiedziałam po czym nastała grobowa cisza a zaraz po chwili dalej zaczełyśmy się śmiać.
-Nooo do kogo dzwonisz?-Pytała Katy nie patrząc na mnie tylko skupiając się na drodze.
-Zadzwonię do Luke'a i zapytam czy będzie.-Odpowiedziałam szukając jego numeru telefonu.
-Ooo teraz bierzesz się za Hemmingsa?!-Zapytały z tyłu Liz i Ari śmiejąc się.
-Nie nie niee! Dobrze wiecie że tylko się z nim przyjaźnię!-Odpowiedziałam pokazując im język.
-Hahahaah jaaaasne! Tak to się teraz nazywa!-Powiedziały we trójkę na co wybuchnęłam śmiechem.
Po chwili byłyśmy już na miejscu, na wielkim placu było bardzo dużo ludzi, a przed nami stała wielka scena na którym jakiś DJ puszczał dobrze znane mi kawałki. (Calvin Harris)
Na ekranie telefonu zobaczyłam wiadomość od Lukeya.
* Jestem koło sceny, chodź tu :D *
Na co się uśmiechnęłam, i pociągnęłam za sobą dziewczyny.
Miałam małe problemy ze znalezieniem chłopaka, ale widząc zielone włosy Mikeya nie miałam wątpliwości gdzie jest mój przyjaciel.
-Heeeej dziewczyny!-Chłopcy przywitali się z nami.
-Hej Diana.-Powiedział Luke i mnie przytulił, a reszta naszych przyjaciół patrzyła na nas bardzo dziwnie, tak jakbyśmy robili coś złego.
-Calum! Ash! Co wy tacy nie roztańczeni?!-Krzyknęłam głośno ponieważ nic tu nie było słychać, i złapałam chłopców za ręce, po czym zaczeliśmy tańczyć.
Wszyscy świetnie się bawiliśmy, a Dj się świetnie spisywał.
Cały czas tańczyliśmy, mimo że nie zwracałam zbyt dużej uwagi na Lukeya wciąż czułam jego wzrok na sobie.
Gdy już na niego patrzyłam chłopak patrzył mi prosto w oczy i się uśmiechał. Jego uśmiech jest taki idealny.
Stop! Przecież to mój przyjaciel, nie mogę zbyt się rozpędzać, i rozmarzać na jego temat.
-Uuu Hemmings widzę że się rozpędzasz!-Złapałam go za szyję i mu to powiedziałam.
-Oczywiście.-Powiedział i znów się uśmiechnął.
-Hahah mówiłeś że nie będziesz tańczył!-
-No tak, ale wiesz...-Nie dokończył tylko się zaśmiał.
-Menda!- Krzyknęłam i przeczesałam jego grzywkę palcami.
-Głupku nie mów tak na mnie!-Powiedział głośniej, i się zaśmiał.
Uwielbialiśmy tak na siebie mówić, zresztą u nas to już było normalne...
Po kilkunastu przetańczonych piosenkach, Ari Katy i Liz nie miały siły i poszły gdzieś usiąść a ja zostałam przy scenie z chłopakami.
Uwielbiam imprezy, a tańczyć mogę do samego rana.
-Luke?-Powiedziałam łapiąc chłopaka za szyję i przyciągając do siebie.
-Co jest?-Szepnął mi do ucha.
-Długo tu będziesz?-Zapytałam uśmiechając się.
-Nie mam pojęcia a co?-
-Bo już chyba mnie nogi bolą.-Powiedziałam robiąc smutasa.
-No nie żartuj! Jeszcze jedna piosenka!-Powiedział łapiąc mnie za ręce.
Calum, Ash i Mikey już nie zwracali na nas uwagi tak jak wcześniej więc czułam się nieco bardziej komfortowo.
Gdy tańczyliśmy wciąż patrzyliśmy sobie w oczy, i śmialiśmy się. Po skończonej piosence chłopak przyciągną mnie do siebie i bardzo mocno objął.
-Malinkę?-Zapytał śmiejąc się, ale wciąż nie puszczając mnie z uścisku.
-Niee przestań.-Krzyknęłam i odchyliłam głowę.
-No weź!-Powiedział Luke, po czym zaśmialiśmy się.
-Pff! Nie!-Krzyknęłam przez śmiech.
-Myślisz że będę Cię pytał o zgodę?-Zaśmiał się Hemmings po czym pocałował mnie w szyję, następnie robiąc malinkę.
-Weź będę wyglądała jakby mnie ktoś pobił!-Powiedziałam ze śmiechem gdy już chłopak mnie puścił.
-Powiesz że spadłaś z łóżka.-Dopowiedział po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Jesteś nienormalny!-Krzyknęłam i uderzyłam go w ramię.
-Tssss za co to?-Zapytał z uśmiechem.
-Zasłużyłeś!-Powiedziałam strzelając focha.
-Zasłużyć, to zasłużyłem ale na coś innego.-Powiedział łapiąc mnie za talię i przyciągając do siebie.
-Hmm?-Lekko syknęłam rzucając mu pytające spojrzenie.
-Ciiiii.-Szepnął mi do ucha, po czym mnie pocałował.
Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, byłam lekko oszołomiona.
Po chwili gdy już się od siebie oderwaliśmy nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie patrz tak na mnie, powiedz coś.-Powiedział chłopak.
-Yyy noo bo.-Zaczęłam się jąkać.
-Wiem że nie powinienem.-Powiedział Luke przeczesując grzywkę.
-Nie, nie, nie..-Powiedziałam przerywając mu.
-Głupio wyszło.-Powiedział patrząc na mnie.
-Yy tak! To znaczy nieee!-Co ja właściwie robię?
Luke patrzył na mnie jak na idiotkę, nie potrafiłam nawet się wysłowić jak normalny człowiek.
Nie wiedząc co mam mu odpowiedzieć, chwyciłam go za twarz i delikatnie pocałowałam.
Dlaczego to zrobiłam?  Od pewnego czasu gdy widziałam Lukeya czułam że coś „lata” mi w brzuchu. Ale nie, to nie były zwykłe motylki, to było coś o wiele większego i silniejszego, po prostu zakochałam się w moim najlepszym przyjacielu, ale na szczęście on odwzajemnił moje uczucie.

Imagin pisany spontanicznie o 1 w nocy :D
myślę że może być, i że się podoba :D



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Calum

„When you were born

The angels sighed in delight
They never thought they'd see such a beautiful sight”


(klik♥) Gdy patrzę na mojego Leo, czuję że nikogo więcej nie potrzeba mi do szczęścia. Mój największy skarb za miesiąc skończy 3 latka. Mieszkam z nim w centrum Sydney, w małym 3 pokojowym mieszkanku. Najbardziej boli mnie to że mój mały szkrab wychowuje się bez ojca. 
Tak, Calum zostawił nas gdy tylko powiedziałam mu o ciąży, od razu spakował swoje rzeczy i uciekł, jak tchórz... od tamtego czasu już go nie zobaczyłam. Najgorsze jest to że mały Leo coraz bardziej przypomina swojego tatę. Dzisiaj wzięłam wolne w pracy, ponieważ Leo ma zabawę w żłobku, długo myślałam nad kostiumem w jaki go przebrać, ale mały Leoś wybrał sobie strój teletubisia, wyglądał w nim niezwykle uroczo. 
Zrobiłam małemu kaszkę do jedzenia, i nakarmiłam. Gdy Leo był gotowy włożyłam go do łóżeczka po czym sama szybko zjadłam śniadanie, i przebrałam się w czarną marynarkę, czarny top i białe krótkie szorty. Włosy szybko przeczesałam robiąc przedziałek na środku, i zrobiłam lekki makijaż. Sprawdziłam czy wszystko powyłączałam, po czym wyciągnęłam małego z łóżeczka, i wzięłam jego torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Wychodząc włożyłam czarne czółenka, i zamknęłam mieszkanie. 
-Mama!-Krzyknął Leo, bawiąc się moimi długimi brązowymi włosami. 
-Co jest słońce?-Zapytałam czule po czym maluch położył swoją główkę na moim ramieniu. 
Byłam strasznie dumną mamuśką. To uczucie gdy Twoje dziecko, stawia pierwsze kroki, zaczyna gaworzyć, pierwsze słowa które mówi, to wszystko sprawia że chce się jeszcze bardziej żyć. 
Idąc przez park widziałam wiele szczęśliwych rodzin, co mnie bardzo bolało ale najważniejsze że mam Leo. 
Nie wyobrażam sobie życia bez niego. 
-Cara!-Krzyknął ktoś nagle za mną. 
-Luke? Miło Cię widzieć.-Powiedziałam po czym chłopak przybiegł do mnie i przytulił się. 
-Cześć przystojniaku!-Powiedział Luke do Leo i przybił mu piątkę. 
-Maaamuś.-Zaczął gaworzyć Leo. 
-Ciii słońce, to jest wujek Luke.-Powiedziałam na co mały zaczął bardzo mu się przyglądać. 
-Ujeeeek?-Wydukał Leo na co się zaśmialiśmy. 
-Co u Ciebie? Tak dawno się nie widzieliśmy...-Powiedział Luke. 
-Dajemy radę z Leosiem, dzisiaj idziemy na bal przebierańców.-Powiedziałam radośnie. 
-To ja może nie będę was zatrzymywał.-Powiedział Luke łapiąc za rączkę mojego synka. 
-Przestań nie wygłupiaj się!-Krzyknęłam na Lukeya. 
-Może masz ochotę iść z nami?-Zaproponowałam. 
-Jaa? Wiesz no nie wiem...-Zaczął się głośno zastanawiać. 
-Leo chcesz żeby wujek Luke poszedł z nami?-Zapytałam małego. 
-Taak, taak mamuś!-Krzyknął mały. 
-No to w takim razie idę!-Powiedział uradowany Luke, po czym zaczeliśmy kierować się w stronę żłobka. 
-Co słychać u Caluma?-Zapytałam w pewnym momencie. 
Nie wiem czy chciałam wiedzieć co u niego, bałam się że mogę dowiedzieć się najgorszej prawdy... codziennie zarzekałam się że nie chcę by cokolwiek nas łączyło, ale wciąż go kocham, i cały czas myślę o nim mimo że próbuję wmawiać sobie że jest mi obojętny (Amnesia lyrics official)
„I wish that I could wake up with amnesia
Forget about the stupid little things

Like the way it felt to fall asleep next to you
And the memories I never can escape
'Cause I'm not fine at all” 
-Niezbyt dobrze. Od kiedy Cię zostawił wciąż zastanawia się co u Ciebie i u dziecka.-Powiedział. 
-Nie powinno go to interesować.-Syknęłam pod nosem poprawiając kapturek małemu. 
-Myślę że powinnaś z nim pogadać.-Powiedział Luke patrząc mi w oczy. 
-Zostawił mnie samą z małym dzieckiem! Uciekł jak ostatni tchórz, myślisz że życie samotnej matki jest łatwe?!-Powiedziałam prawie płacząc. 
-Dlatego powinnaś dać mu drugą szansę, dziecko chyba ma prawo mieć ojca.-Powiedział uspokajając mnie. -Takiego ojca, który gdy tylko się dowiedział o dziecku uciekł?!-Powiedziałam pod nosem. 
-Przestraszył się, bał się że będzie złym tatą.-Powiedział. 
-Nie rozśmieszaj mnie.-Powiedziałam patrząc na Lukeya. 
-Zmieńmy temat, nie denerwuj się.-Powiedział chłopak a ja popatrzyłam na niego litościwie. 
-Leo, pójdziesz do wujka?-Zapytał Luke wyciągając ręce w stronę Leosia. 
Mały aż krzyknął z zachwytu, i od razu poszedł na ręce do Hemmingsa. 
Będąc na miejscu, dzieci bawiły się i tańczyły w kółku razem z klaunem, który był chyba największą atrakcją dla dzieci. Widząc jak mój mały bawi się, i tańczy duma rozpierała mnie od środka. 
Tak minęło kilka godzin, międzyczasie dzieci jadły, no a później wiadomo że trzeba było przebrać im pieluchy. Na szczęście dzisiaj to Panie opiekunki to robiły, a ja z Lukeyem siedziałam przy stole patrząc co robi Leo, i rozmawiając. 
Gdy zobaczyłam że Leo się rozpłakał szybko podeszłam do niego i wzięłam go na ręce. 
-Ciichutko skarbie nie płacz, już dobrze.-Szeptałam małemu do ucha. 
-Mamuś.-Mówił cichutko Leo, tak bardzo kochałam gdy tak mówił. 
Gdy mały się uspokoił zauważyłam na moim miejscu siedzi Calum z Lukeyem. 
-Co on tu do cholery robi?-Syknęłam do siebie ze złości, i postawiłam Leosia na ziemi tak żeby mógł iść do reszty dzieci. 
-Co Ty tu robisz?!-Krzyknęłam do Caluma, gdy byłam obok niego. 
-Przyszedłem do synka.-Powiedział spokojnie gdyby nigdy nic. 
-Nie masz prawa nazywać się jego ojcem!-Krzyknęłam i poczułam że robię się cała czerwona ze złości. 
-Cara proszę Cię nie rozmawiajmy o tym tutaj.-Powiedział i złapał mnie za rękę. 
-Nie dotykaj mnie!-Krzyknęłam i odepchnęłam go. 
-Mogę poznać swojego synka? Proszę.-Powiedział patrząc na mnie błagalnie. 
-A mam inne wyjście?-Powiedziałam po czym poszłam po małego. 
-Jak ma na imię?-Zapytał Calum patrząc w naszego syna jak w obrazek. 
-Leo.-Powiedziałam i pocałowałam go w policzek. 
-Mamuś!-Powiedział mały patrząc na mnie i uśmiechając się. 
Widziałam że Calumowi łzy podeszły do oczu. 
-Leo, zobacz to Twój tatuś.-Powiedziałam niepewnie wskazując mu Caluma. 
-Ja chcę do tatusia.-Szepnął mi mały do ucha, wystarczająco głośno by Cal to usłyszał. 
-M-mogę?-Zapytał Cal, na co Leo wyciągnął swoje małe rączki w jego stronę. 
Calum i Leo razem, taki widok widziałam tylko w najpiękniejszych snach. Oboje byli zapatrzeni w siebie jak w największe skarby na świecie. 
-Myślę że nic tu po mnie.-Powiedział mi Luke do ucha. 
-Dziękuję.-Powiedziałam i pocałowałam do w policzek. 
-Paaa chłopaki.-Krzyknął Hemmings, na co Calum i Leo pomachali mu na pożegnanie. 
-Leo, idziemy już do domku? Dzisiaj Tatuś będzie cię kołysał.-Powiedziałam do małego, przy okazji puszczając oczko do Cal'a. 
-Taaak!-Krzykneli obaj, po czym wzięłam torbę małego i pożegnaliśmy się z nauczycielkami. 
W drodze do domu Calum i Leo cały czas się wygłupiali, a u małego uśmiech nie schodził z twarzy. 
-Zjecie coś?-Zapytałam gdy już byliśmy w domu. 
-Tak!-Powiedzieli obaj po czym znów wrócili do zabawy. 
Szybko przygotowałam nam obiado-kolację, mały dostał kaszkę malinową, a sobie i Calumowi usmażyłam naleśniki. 
-Jedź ładnie.-Powiedziałam gdy mały zaczął bawić się jedzeniem. 
-Mamuś a tatuś może spać dzisiaj u nas?-Zapytał w pewnym momencie Leo. 
-Jeżeli tatuś zechce to może spać u nas.-Powiedziałam uśmiechając się do Caluma. 
Nie wiem czemu, tak szybko pozwoliłam wrócić mu do naszego życia. Leo zasługuje na to by mieć ojca, a Calumowi ewidentnie na tym zależy, więc dlatego zgodziłam się. 
Po posiłku szybko wykąpałam Leo, i położyłam go do łóżeczka. 
-Tatuś przeczytasz mi bajkę?-Zapytał mały. 
-Tak, oczywiście.-Powiedział uśmiechnięty Calum, po czym podałam mu jedną z książek. 
Nie chcąc przeszkadzać chłopcom, poszłam do kuchni i zrobiłam sobie herbatę. Po jakiś 20 minutach przyszedł do mnie Cal. 
-Widzę że zależy Ci na Leo.-Powiedziałam i posłałam mu uśmiech. 
-Tak, bardzo ale... nie tylko na nim mi zależy.-Powiedział, niepewnie dokańczając. 
-Calum proszę nie zaczynaj...-Powiedziałam na co chłopak mi przerwał i złapał za rękę. 
-Tak Cara, doskonale wiem że zachowałem się jak ostatni idiota, ale daj mi jeszcze jedną szansę...-Powiedział patrząc mi prosto w oczy. 
Nie wiedziałam co zrobić, byłam totalnie rozdarta. 
-Wiesz...-Zaczęłam niepewnie wstając z krzesła. 
-Ciiiii.-Szepnął Cal po czym podszedł do mnie i złączył nasze usta w pocałunku. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało...-Powiedziałam i czule przytuliłam się do Caluma. 
(Klik)
„Your love is bright as ever Even in these shadows 
Baby kiss me 
Before they turn the lights out 
Your heart is glowing 
And I'm crashing into you” 
                                                                         
-Chodźmy spać.-Szepnął mi Calum do ucha. 
-Chodź.-Powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do sypialni. 
Po drodze bezszelestnie zajrzeliśmy do sypialni Leo, który wyglądał jak aniołek. 
-Dziękuję.-Szepnął mi Calum, obejmując mnie i patrząc jak nasz synek słodko śpi. 
-Obiecaj że nigdy więcej nas nie zostawisz.-Powiedziałam patrząc na małego Leo, i łapiąc Cal'a za rękę. 
-Obiecuję.-Szepnął jeszcze mocniej mnie obejmując. 
Po chwili poszliśmy do sypialni, ja szybko się przebrałam w piżamy i zmyłam makijaż, po czym Calum poszedł do łazienki się odświeżyć. 
Położyłam się wygodnie na łóżku próbując zasnąć. 
-Śpisz?-Szepnął mi nad uchem Cal. 
-Nie.-Powiedziałam obracając się w jego stronę, po czym musnęłam jego usta. 
-Dobranoc słońce.-Powiedział Cal, obejmując mnie. 
-Dobranoc.-Powiedziałam po czym zasnęłam. 
(klik)
„Hey we’re taking on the world
I’ll take you where you wanna go
Pick you up if you fall to pieces
Let me be the one to save you
Break the plans we had before
Let’s be unpredictable
Pick you up if you fall to pieces

Let me be the one to save you” 




Nowy imagin z Calumem♥
Inspiracją do napisania go było zdjęcie Cal'a gdy był mały, oraz piosenki których teksty znajdują się w imaginie.
Check it!
Beyoncé - God made you beautiful
5 Seconds Of Summer - Amnesia
Beyoncé - XO
5 Seconds Of Summer - Unpredictable

Mam nadzieję że imagin się podoba! 
Dziękuję że czytacie moje imaginy♥ Biiiiiigg upp!♥

sobota, 21 czerwca 2014

Luke

Piękny, chłodny wieczór, mimo że zbliża się noc, miasto wciąż tętni życiem. 
Mieszkam na obrzeżach Sydney, więc tutaj jest trochę spokojniej. 
Mały jednorodzinny domek, w którym mieszkam z rodzicami i starszą siostrą nie różni się niczym od pozostałych. Wiodę spokojne życie, chodzę do High School, nie mam zbyt wielu znajomych ale za to wiem że są prawdziwi. W przeciwieństwie do mojej starszej siostry Megi, która miała mnóstwo znajomych, i ciągle imprezowała-zresztą jest połowa wakacji więc większość moich rówieśników imprezuje. 
-Leah!-Krzyknęła moja siostra z kuchni. 
-Co jest Meg?-Zapytałam wchodząc do pomieszczenia. 
-Słuchaj, dzisiaj przychodzi do mnie chłopak, i chciałabym żebyś się jakoś stosownie zachowywała.-Powiedziała pijąc sok. 
-Przecież zawsze się zachowuję normalnie.-Powiedziałam po czym nalałam sobie wody do szklanki. 
-Tak, ale nie chcę żeby pomyślał że mam nienormalną siostrę.-Powiedziała Megi ze śmiechem i rzuciła we mnie swetrem. 
-Ty jesteś nienormalna.-Zaśmiałam się. 
-Też Cię kocham!-Krzyknęła wychodząc z domu. 
Ciekawe z kim teraz się spotyka, zaczęłam się zastanawiać. 
Po chwili poszłam do swojego pokoju, i przebrałam się w granatowy przewiewny kombinezon, który ładnie podkreślał moją opaleniznę. Długie czarne włosy przeczesałam, i zrobiłam dość mocny makijaż. 
Włożyłam czarne czółenka i ruszyłam w stronę domu mojego przyjaciela. 
Droga nie trwała długo bo mieszkał pięć domów dalej. 
-Hej Theo.-Przywitałam się z chłopakiem, buziakiem w policzek. 
-Witaj Leah, ślicznie wyglądasz!-Powiedział robiąc wielkie oczy. 
-Dzięki! Słuchaj mógłbyś dać mi płytę z projektami, bo nie mam dużo czasu.-Powiedziałam 
-Jasne, wejdź.-Zaprosił mnie do środka. 
-Gdzie się tak śpieszysz?-Zapytał wręczając mi płytę. 
-Megi chce przedstawić mi swojego nowego chłopaka.-Powiedziałam. 
Widziałam że Theo posmutniał, bo od zawsze podkochiwał się w mojej starszej siostrze. 
-Ejj, nie smuć się! Wiesz że Meg nigdy nie miała chłopaka dłużej niż miesiąc!-Powiedziałam próbując pocieszyć mojego przyjaciela. 
-No to rzeczywiście mam się z czego cieszyć.-Zaśmiał się Theo. 
-Hahha będzie dobrze!-Powiedziałam przytulając go na pożegnanie. 
-Do zobaczenia.-Krzyknął Theo gdy już wyszłam. 
-Paaa.-Powiedziałam obkręcając się dookoła. 
Przed moim domem stał czarny Range Rover więc domyślałam się że dzisiejszy gość mojej siostry jest już w naszym domu. Trochę zastanawiałam się jaki jest nowy chłopak siostry bo zazwyczaj był to przypakowany, nie wyglądający zbytnio przyjaźnie facet. Nie lubiłam tego typu mężczyzn, gdy tylko ich widziałam miałam mieszane uczucia. 
Wchodząc do domu zaznałam szoku. W salonie ujrzałam przystojnego blondyna, nie był przypakowany tak jak reszta byłych mojej siostry. 
Zamurowało mnie, stałam nie dowierzając i obserwując każdy jego ruch. 
Był idealny. Na szczęście nie widział że się tak na niego gapię, bo szperał coś w telefonie. 
Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie sądzę. Tym bardziej że to chłopak mojej siostry. Tym razem jej się poszczęściło. 
-Oo Leah już jesteś.-Powiedziała Megi, przerywając mi moje przemyślenia. 
-Poznajcie się, to Leah moja siostra, a to Luke mój chłopak.-Dodała, po czym tajemniczy blondyn podszedł do mnie i uścisnął mi dłoń. 
-Miło Cię poznać Leah.-Powiedział i szeroko się uśmiechnął a ja wręcz osłupiałam, nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa, byłam zapatrzona w niego jak w obrazek, co chyba zauważyła Megi i znów się wtrąciła. 
-Lukey, może masz ochotę coś zjeść?-Powiedziała po czym zaprowadziła chłopaka do kuchni, a mnie skarciła wzrokiem. 
Postanowiłam pójść do swojego pokoju żeby znów nie zrobić jakiejś głupoty. Ciężkie jest życie młodszej siostry, tym bardziej że ma się starszą atrakcyjną siostrę. 
Chociaż wszyscy zawsze powtarzali że to ja jestem ładniejsza, a Megi wtedy była ostro wkurzona. 
Tylko że ja nigdy nie miałam szczęścia do chłopaków, a ona wręcz przeciwnie, co chwile ich zmieniała. Nagle zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Theo. 
-Co robisz?-Zapytał uradowany. 
-Szczerze? Jestem załamana.-Szepnęłam do telefonu. 
-Aż taki zły jest nowy chłopak Megi?-Zaśmiał się. 
-Wręcz przeciwnie! Jest cudowny.-Powiedziałam jeszcze ciszej tak żeby przypadkiem nikt nie usłyszał. 
-Tylko się nie zakochaj!-Zaśmiał się Theo. 
-Przestań!-Skarciłam go od razu. 
-Idziesz ze mną na imprezę?-Zapytał. 
-Kiedy?-Odpowiedziałam od razu. 
-Za 10 minut.-Powiedział nieco poważnym tonem. 
-Idę!-Krzyknęłam. 
-Za chwilę jestem pod Twoim domem.-Oświadczył po czym się rozłączył. 
Trochę się przestraszyłam tym że mam tak mało czasu, ale w sumie wyglądałam nieźle, i nawet nie musiałam się malować bo miałam mocny makijaż, tylko przeczesałam włosy i zbiegłam na dół. 
-Wybierasz się gdzieś?-Zapytała Megi, a Luke pocałował ją w policzek.
Aż coś w środku mnie zabolało jak to zobaczyłam. 
-Idę na imprezę.-Odpowiedziałam nieco chamskim tonem. 
-Z kim idziesz?-Zapytała, zaciekawiona. 
-Z Theo.-Odpowiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. 
-Leah, a moglibyśmy iść z Tobą?-Zapytał Luke.
Zdziwiłam się że w ogóle wciąż pamięta moje imię. Zwykle odpowiedziałabym że nie, ale widząc piękny uśmiech Lukeya musiałam się zgodzić. 
-T-tak jasne.-Powiedziałam i poczułam jak zalewam się rumieńcem. 
Dlatego szybko chciałam wyjść z domu żeby Luke tego nie zauważył, ale on wyprzedził mnie i otworzył mi drzwi i szeroko się uśmiechnął. Cholera czemu on jest taki idealny? 
-Dziękuję.-Powiedziałam cicho i wyszłam z domu. 
Theo już czekał więc podeszłam do jego samochodu, usiadłam z przodu obok niego, i uprzedziłam go że Luke i Megi jadą z nami. Po chwili para dołączyła. 
Widziałam że z jednej strony Theo się cieszy bo Megi jedzie, ale był wyraźnie rozdrażniony obecnością Lukeya. 
W czasie jazdy wszyscy żartowaliśmy, i śpiewaliśmy piosenki. 
Po chwili byliśmy na miejscu, w wielkim domu naprzeciwko nas było widać światła reflektorów, oraz było słychać dość głośno muzykę. Nie zastanawiając się dłużej wszyscy weszliśmy do środka. 
Megi z Theo poszli oczywiście w stronę jakiegoś baru, a ja wyszłam na ogród, ponieważ w domu było za bardzo czuć alkohol którego nie znoszę. 
Usiadłam tyłem do domu, a po chwili poczułam jak ktoś kuca obok mnie i łapie mnie za rękę. Przestraszyłam się, ale jak się okazało nie miałam czego. 
-Nie bój się.-Powiedział uśmiechnięty Luke i usiadł obok mnie. 
-Nie boję się Ciebie.-Powiedziałam i popatrzyłam pierwszy raz w jego piękne oczy. 
-Nie mieliśmy okazji się lepiej poznać.-Powiedział uśmiechnięty. 
-Racja.-Odpowiedziałam z uśmiechem i próbowałam się nieco rozluźnić. 
Rozmawialiśmy kilka godzin, okazało się że mamy z sobą wiele wspólnego. 
Na podwórku zrobiło się ciemno, i zimno tak że zaczęłam się lekko trząść. 
-Proszę, weź moją koszulę.-Powiedział uśmiechnięty podając mi czerwono-czarną koszulę w kratkę. 
-Dziękuję.-Powiedziałam, po czym ją włożyłam. 
-Może pójdziemy do środka?-Zaproponował Luke. 
-Okej chodźmy.-Powiedziałam po czym ruszyliśmy w stronę wielkiego domu. 
Będąc w środku od razu zrobiło mi się niedobrze, było tu zbyt duszno i strasznie śmierdziało alkoholem. 
-Jak chcesz to poczekaj na zewnątrz, a ja poszukam Megi.-Powiedział Luke a ja posłałam mu uśmiech, który oznaczał że się zgadzam. 
Szczerze mówiąc bałam się trochę, bo wiem do czego zdolna jest moja siostra... Albo leży gdzieś na podłodze całkiem pijana, albo właśnie całuje się z jakimś facetem. 
W oddali zobaczyłam Theo który spacerował za rękę z jakąś dziewczyną. 
Uśmiechnęłam się do niego i odmachałam mu. Cieszę się że wreszcie dał sobie spokój z moją siostrą. 
Luke już jakiś czas nie wychodził z domu, martwiłam się. Wiem że to dorosły facet i da sobie radę, znam go niecały jeden dzień a czuję się jakbym znała go co najmniej kilka lat. 
Usiadłam przy fontannie i patrzyłam czy chłopak przypadkiem nie wychodzi z domu. Kolejne minuty mijały a jego wciąż nie było, postanowiłam pójść do środka i zobaczyć co się dzieje. 
Gdy wchodziłam po schodach, zauważyłam że Luke biegnie prosto na mnie i nie widząc mnie wręcz mnie taranuje, tak że spadłam ze schodów na sam dół. 
-Matko Leah nic Ci nie jest?!?!-Zaczął nerwowo krzyczeć Luke. 
-Chyba skręciłam kostkę.-Syknęłam z bólu, łapiąc się za bolące miejsce. 
-Tak strasznie Cię przepraszam!-Powiedział Luke, i wziął mnie na ręce. 
-Co Ty do cholery robisz?!-Krzyknęłam na niego 
-Trzeba Cię zawieść do szpitala.-Powiedział, po czym zatrzymał jedną z taksówek. 
Gdy zobaczył że zaczęłam płakać, bo ból był nie do wytrzymania, przytulił mnie. 
-Nie chciałem.-Szepną mi do ucha. 
-Wiem.-Powiedziałam i popatrzyłam mu w oczy, widziałam że miał łzy w oczach. 
-Ej nie płacz.-Powiedziałam, i zaśmiałam się. 
-To przeze mnie.-Powiedział i jeszcze mocniej mnie przytulił. 
-Nie mów tak.-Szepnęłam cicho. 
Po chwili byliśmy pod szpitalem, Luke zapłacił za taksówkę, i wziął mnie na ręce kierując się do środka. 
Jak się okazało moja kostka była tylko skręcona. Takie szczęście w nieszczęściu. 
Lekarze zajeli się moją nogą, a nad ranem wypuścili do domu. 
-Luke, naprawdę nie musiałeś tutaj ze mną siedzieć tyle.-Powiedziałam głaszcząc go po włosach. 
-To przeze mnie tu wylądowałaś, więc teraz będę się Tobą opiekował.-Powiedział patrząc mi w oczy. 
-Nie jestem małą dziewczynką.-Odpowiedziałam. 
-Nawet nie próbuj się kłócić, będę się Tobą opiekował.-Powiedział stanowczo. 
-Nie zamierzam się kłócić.-Powiedziałam i przytuliłam się do Lukeya. 
Wychodząc ze szpitala Luke, złapał mnie w talii i pomógł dojść do taksówki która już na nas czekała. 
Przez całą drogę do mojego domu nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa, ale chłopak przytulił się do mnie i zaczął bawić się moimi włosami. 
-Zaczekaj pomogę Ci wysiąść.-Powiedział chłopak gdy chciałam opuścić samochód. 
Tak jak prosił tak też zrobiłam, chłopak podszedł z mojej strony i wyciągnął mnie z samochodu. Widząc że ciężko jest mi iść z obandażowaną nogą, wziął mnie na ręce i zaniósł pod same drzwi. 
-Co się stało?-Spytała zdziwiona mama, gdy zobaczyła obandażowaną nogę. 
-To moja wina.-Powiedział Luke. 
-Przestań to nie jest Twoja wina.-Powiedziałam do Lukeya, na co moja mama uśmiechnęła się. 
-Jest 6 rano, chodźcie do środka.-Powiedziała mama. 
-Gdzie jest Megi?-Zapytałam nieco zmartwiona. 
-Theo dzwonił że śpi u niego.-Powiedziała mama. 
-Aha?-Zrobiłam minę a'la wtf i spojrzałam pytająco na Hemmingsa. 
-Idźcie na górę a ja za chwilę przygotuję wam śniadanie.- Powiedziała mama. 
Luke oczywiście pomógł mi wejść po schodach, i położył mnie delikatnie na łóżku. 
-Leah...-zaczął niepewnie. 
-Co jest?-
-Nie jesteś na mnie zła?-Zapytał. 
-Zwariowałeś? Nie potrafiłabym być na Ciebie zła.-Powiedziałam i przytuliłam go. 
-Cieszę się.-Powiedział i pocałował mnie w czubek nosa. 
Gdy odległość między naszymi twarzami niebezpiecznie się zmniejszała, mama weszła do pokoju. 
-Ojjjć, widzę że wam przeszkodziłam.-Powiedziała zawstydzona i wyszła, na co wybuchliśmy śmiechem. 
-Luke a co z Megi?-Zapytałam. 
-Nic do niej nie czuję.-Powiedział łapiąc mnie za twarz. 
-Znamy się dopiero jeden dzień.-Powiedziałam odsuwając się od niego. 
-Tak wiem, ale teraz opiekując się Tobą będę miał czas na poznanie Cię.-Zaśmiał się. 
-Jesteś niemożliwy.-Powiedziałam po czym złączyłam nasze usta w długim romantycznym pocałunku... 
Gdy Megi dowiedziała się o tym że jestem z Lukeyem nie była zła ponieważ zaczęła się spotykać z Theo. Luke codziennie mnie odwiedza, więc się nie nudzę. 
Dzięki siostrze poznałam cudownego chłopaka, ale to zupełny przypadek sprawił że zakochaliśmy się w sobie. Teraz jestem szczęśliwa, i wiem że Luke mnie bezgranicznie kocha i nigdy nie skrzywdzi.

Nowy imagin z Hemmings'em!♥
Mam nadzieję że się podoba:)

piątek, 20 czerwca 2014

Ashton

(klik)
Jest środek lata, w tym roku jest niezwykle upalnie. Więc korzystam z tego w 100%.
Dziś jak co dzień opalam się, wieczorem razem ze swoim chłopakiem Ashton'em idziemy na grilla do Caluma, więc może jeszcze troszkę się opalę. Leżąc tak na słońcu, zasnęłam. 
-Aaaaaaaaaa!!-Krzyknęłam, gdy poczułam zimną wodę na sobie. 
-Nathalie wstawaaaaj, bo się spalisz!-Śmiał się ze mnie Ash. 
-Chyba oszalałeś!-Krzyknęłam śmiejąc się i wstając, po czym popchnęłam mojego chłopaka do basenu. 
-Ooo nie tak się bawić nie będziemy!-Powiedział Ashton próbując być poważny. 
Chłopak wyszedł schodami z basenu po czym wziął mnie na ręce i razem ze mną skoczył do basenu. 
-Za co to było?!-Udawałam obrażoną. 
-Za to że mnie wepchnęłaś do basenu!-Teraz on udawał obrażonego. 
-A kto mnie oblał zimną wodą?!-Powiedziałam i ochlapałam go wodą w twarz. 
-Ej nie ma tak!-Powiedział chłopak. 
-Dlaczego?!-Zapytałam ze śmiechem. 
-No przestań!-Zaczął się sprzeczać. 
-To co buziak na zgodę?-Zapytałam łapiąc go za kark. 
-Nawet dwa.-Zaśmiał się po czym mnie pocałował. 
Po chwili wciągną mnie pod wodę, szczerze mówiąc ciężko jest się całować pod wodą. 
-Hahhahaaah chodź idziemy się ogarnąć bo Calum i reszta pewnie już czekają.
-Zaśmiał się Ash gdy już wynurzyliśmy się z wody. 
-No to prowadź.-Zaśmiałam się, łapiąc mojego chłopaka za rękę. 
Poszliśmy do domu, musieliśmy wysuszyć sobie włosy, i ubrać się w coś stosownego. 
-Co ubierasz?-Zapytał Ash. 
-Zielony krótki top, i spodenki.-Odpowiedziałam. 
-Wiesz że jak dla mnie to najlepiej wyglądasz bez niczego?-Zaśmiał się Ashton za co dostał ręcznikiem w twarz. 
-Nooo co?-Zaczął Ash, przytulając się. 
-Nic, nic.-Powiedziałam całując go najczulej jak potrafiłam. 
-Mmm a to za co?-Mruknął zadowolony. 
-Za nic.-Odpowiedziałam po czym wyszliśmy z domu. 
Postanowiliśmy iść pieszo, ponieważ znając życie trochę wypijemy, poza tym dom Cal'a nie był daleko. 
Z daleka było słychać muzykę, więc wiadomo że impreza się rozkręca. 
-Są nasi zakochańce!-Wszyscy krzyknęli gdy zobaczyli że wchodzimy na ogród. 
-Heeej Misiaki!-Powiedziałam i przytuliłam się do Caluma, Mike'ya, Luke'ya i chłopaków z 1D. 
-Czemu jestem jedyną dziewczyną tutaj?-Zapytałam. 
-Noo wiesz, myślę że dasz sobie radę ze wszystkimi.-Powiedział Hazz, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. 
-Nie pozwalaj sobie Styles.-Odpowiedział Ashton karcąc go wzrokiem, na co znów zaczeliśmy się śmiać. 
-Kto co chce jeść?-Odezwał się Niall, z Luke'yem. 
-Ja poproszę karkówkę.-Powiedziałam, po czym dostałam swój talerzyk z jedzeniem. 
-Mmmm dzięki chłopaki.-Dodałam biorąc gryza. 
-Piwo?-Zapytał Michael, Ashtona. 
-Wiesz no nie wiem....-Odpowiedział mu, patrząc na mnie. 
-Bierz, jak dają.-Odpowiedziałam Ashtonowi, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. 
-Chłopaki, właśnie muszę wam powiedzieć że przez najbliższy miesiąc mnie nie będzie.-Powiedział nagle Ash. 
-A gdzie będziesz?-Zapytałam zdziwiona siadając mu na kolanach. 
-To znaczy... Ciebie też nie będzie.-Powiedział poważnie Ash. Z czego zaczełam się śmiać, bo zawsze kiedy próbuje być poważny coś mu nie wychodzi. 
-To gdzie będziemy?-Zapytałam 
-Lecimy na Majorkę.-Powiedział Ashton. 
-Cooooooooooo?!-Zapytałam, nie dowierzając. 
-Ale się cieszę!!!-Zaczełam krzyczeć, i całować swojego chłopaka. 
-Nie dziękuj, podziękujesz w nocy.-Zaczął się śmiać Ash. Na co oczywiście całe towarzystwo zaczęło się śmiać. 
-Coś czuję że z tej Majorki wrócicie we trójkę.-Zaczął śmiać się Luke. 
-Ty lepiej nie wróż.-Zaśmiał się Ashton, i pocałował mnie. 
-Ejejeje! Proszę się nie miziać na moich oczach!-Krzyknął Niall. 
-No dobra.-Powiedziałam strzelając smutasa, a Ashton się do mnie przytulił. 
-Kocham Cię.-Szepnął mi do ucha Ash. 
-Ja Ciebie też.-Odpowiedziałam całując go w policzek. 
-Ejjj wszystko słyszeliśmy!-Powiedział Calum, śmiejąc się. 
-Ale to nie jest żadna tajemnica.-Powiedział radośnie Ashton, po czym mnie pocałował.


Imagin z dedykacją dla Natalki Gos♥
Krótki ale mam nadzieję że się podoba ;)

Michael

Zawsze byłam spokojną kobietą, nie piłam, nie paliłam. Nigdy w życiu nie pomyślałabym o tatuażu, a teraz mam ich trzy.
Mam 23 lata, zawsze wiedziałam że najważniejsze to, to żeby się ustatkować w życiu. 
Ostatnio zaczęłam mocno imprezować. Nie wiem dlaczego, chyba dlatego że chcę żeby mój narzeczony widział że potrafię świetnie bawić się bez niego. Ostatnio bardzo mnie zaniedbuje, głównie dlatego że razem ze swoim zespołem pracują nad nową płytą. Ale to nie znaczy że ma mnie całkiem lekceważyć, prawda? 
-Ann nie pij więcej!-Krzyknęła moja przyjaciółka gdy wlewałam w siebie kolejne litry alkoholu. 
-Czemu?-Zapytam z oburzeniem. 
-Wiesz że Michael będzie zły, powinnyśmy już wracać.-Krzyknęła, ponieważ w domu naszego znajomego było bardzo głośno. Byłyśmy na domówce u kolegi którego poznałam na którejś z imprez. 
-Nie, nie, nie.-Sophia jak chcesz to wracaj, ja idę poszukać Toma.-Powiedziałam obojętnie, po czym zaczęłam przepychać się przez tłum ludzi, nieźle wstawionych tak jak ja zresztą. 
Miałam mały problem z wejściem po schodach na piętro, ale nagle poczułam że ktoś przytula się do mnie od tyłu. 
-Słyszałem że mnie szukałaś.-Szepnął mi Tom do ucha. 
-Dobrze słyszałeś.-Odpowiedziałam, po czym obróciłam się w stronę chłopaka. 
Nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry, nagle chłopak pocałował mnie. 
Zmieszałam się lekko i nie wiedziałam co o tym myśleć. Nie opierałam mu się, chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, po czym delikatnie położył na łóżku, składając pocałunki na moim ciele. 
Nagle zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie Michaela, i w tym momencie dotarło do mnie że gdyby nie to że zadzwonił, zdradziłabym go. 
-Tom, przestań.-Powiedziałam odpychając chłopaka. 
-Co się stało?-Zapytał zdziwiony. 
-Możesz odwieść mnie do domu, źle się poczułam.-Skłamałam. 
-Jasne, chodź.-Powiedział nieco zrezygnowany, po czym pomógł mi zejść na dół. 
Na parterze nie zostało dużo ludzi, połowa wyszła, a druga połowa spała, nie dziwię się im, bo było już po 5 rano. 
Przez całą drogę do domu, nie zamieniłam ani słowa z Tomem, ale widziałam że co chwilę na mnie zerka. Gdy byliśmy pod moim domem nastała krępująca cisza którą przerwał mój towarzysz. 
-Ann zaprowadzę Cię.-Powiedział 
-Przestań dam radę.-Powiedziałam i po raz pierwszy od zajścia w jego domu, popatrzyłam mu w oczy. Chłopak chwycił mnie za twarz i musnął moje usta. 
-Przestań, Mikey jest w domu.-Powiedziałam po czym odsunęłam się od Toma. 
-Kochasz go?-Zapytał patrząc mi prosto w oczy. 
-Tak.-Odpowiedziałam, po czym chłopakowi zrobiło się przykro. 
Tom wyszedł z samochodu, trochę się zmieszałam bo nie wiedziałam co chce zrobić. 
Podszedł do drzwi z mojej strony po czym otworzył je i pomógł mi wysiąść z samochodu. 
-Mogę?-Zapytał chłopak łapiąc mnie w talii i prowadząc w stronę drzwi wejściowych. 
-T-tak.-Powiedziałam zmieszana po czym chłopak odprowadził mnie pod same drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Po chwili zobaczyłam w drzwiach mojego chłopaka który widząc jak Tom mnie obejmuje zdenerwował się, widać, że nie spał całą noc. 
-Oddaję Ci Twoją zgubę.-Powiedział Tom po czym odszedł w stronę samochodu. 
-Chodź.-Powiedział nieco oschle Mikey, łapiąc mnie w talii, tak żebym nie spadła. 
Mój narzeczony zaprowadził mnie do naszej sypialni po czym zostawiając mnie samą, wyszedł z pomieszczenia. Nie miałam siły na kolejną kłótnię więc poszłam spać. 
Wstałam o godzinie 14 Michaela oczywiście nie było w domu. Pierwsze co zrobiłam to poszłam do łazienki wykąpać się i zmyć wczorajszy makijaż. Później ubrałam się w krótkie szorty, i top z logiem zespołu swojego chłopaka. Długie brązowe włosy związałam w kitkę i zrobiłam lekki makijaż. 
Zobaczyłam dwa nieodebrane połączenia od Mikeya więc od razu oddzwoniłam. 
-Hej skarbie.-Powiedziałam na przywitanie. 
-Będziesz wieczorem w domu czy znów idziesz na imprezę.-Zapytał stanowczo. 
-Będę w domu.-Odpowiedziałam zmieszana. 
-To dobrze bo musimy porozmawiać.-Odpowiedział po czym się rozłączył. 
Ugotowałam sobie obiad, wciąż się zastanawiając o co chodziło Mikeyowi. 
Dochodziła godzina 17 więc postanowiłam trochę posprzątać w domu. Przecierając ścierką ramki z naszymi wspólnymi zdjęciami, kilka pojedynczych łez, spłynęło po moim policzku. 
Kiedyś byliśmy tacy szczęśliwi... A teraz? Teraz nasz związek się rozpada, nie mamy ze sobą jakiegokolwiek kontaktu, a gdy już rozmawiamy, to zawsze dochodzi do kłótni. 
Nie wiem jak ratować nasz związek. (klik)
-Ann.-Usłyszałam za sobą delikatny szept mojego ukochanego. 
Wyglądał na przygnębionego, a w oczach miał łzy. 
-Michael.-Powiedziałam po czym z płaczem przytuliłam się do mojego mężczyzny. 
Chłopak bardzo mocno mnie przytulił. 
-Ann wyjeżdżam.-Powiedział patrząc mi w oczy. 
-Co? A co z nami?-Powiedziałam płacząc. 
-Nie widzisz że nasz związek nie ma sensu? Ciągle się kłócimy, ja non-stop pracuję, a Ty ciągle imprezujesz.
-Mikey brakowało mi Ciebie, chciałam pokazać że potrafię żyć bez Ciebie ale to niemożliwe!-Powiedziałam jeszcze mocniej go obejmując. 
-Musimy dać sobie czas.-Powiedział i pocałował mnie tak jakby to miał być nasz ostatni pocałunek. 
Zresztą taki chyba był. Chłopak poszedł na górę i zaczął się pakować, a ja siedziałam na dole, i płakałam, nie byłam w stanie nic zrobić. Gdy chłopak zniósł na dół swoją ostatnią walizkę, błagałam go żeby mnie nie zostawiał. 
-Ann, zrozum. Znajdziesz kogoś kogo pokochasz, ułożysz sobie z nim życie.-Mówił. 
-Zwariowałeś?!-Zaczęłam krzyczeć, a łzy jak wodospad spływały po moich policzkach. 
-Przepraszam.-Powiedział i wyszedł. 
Zostawił mnie. Gdybym zachowywała się inaczej, nie imprezowała tyle, próbowała go zrozumieć... 
Może to wszystko skończyło by się inaczej? Wciąż byłby ze mną. Teraz, jestem sama. 
Co z tego że mam wielu przyjaciół, znajomych skoro nie mam Michaela? 
Planowaliśmy ślub, chcieliśmy mieć gromadkę dzieci, a na starość planowaliśmy, sprzedać nasz wielki dom, i kupić małą posiadłość nad morzem. 
Teraz zostałam ze wspomnieniami. Wspólne zdjęcia, filmy, listy. Miejsca w których lubiliśmy przebywać. 
To wszystko nie pozwalało mi zapomnieć o nim. Codziennie zasypiałam z jego zdjęciem obok poduszki. Czułam jego obecność. 
Po nim została mi jego koszula którą zapomniał spakować. 
Wciąż pachnęła jego perfumami, które tak bardzo kochałam. 
Od naszego zerwania minął rok, sprzedałam nasz dom, który za bardzo przypominał mi Michaela, i kupiłam małe mieszkanie w centrum Sydney.
Za pieniądze które mi zostały, postanowiłam że zacznę studiować, oraz zaczęłam pracować jako nauczycielka, nie miałam dużo godzin, ale zawsze to coś. 
Z tego co czytałam w gazetach, i widziałam w telewizji Michael znalazł sobie kobietę z którą planuje ślub. 
A ja wciąż nie mogę o nim zapomnieć. Chciałabym żeby to wszystko okazało się snem, ale niestety rzeczywistość była inna. 
-Ann idziemy na zakupy?-Spytała Sophia, zaczepiając mnie przed uniwersytetem. 
-Dzisiaj nie dam rady, ale jutro możemy iść.-Odpowiedziałam przytulając ją. 
-Okej zadzwonię rano, teraz muszę iść do mamy.-Powiedziała
-Okej, do zobaczenia.-Powiedziałam po czym moja przyjaciółka znikła gdzieś między tłumem ludzi. 
Postanowiłam pójść to pobliskiej kawiarni, i kupić sobie kawę na wynos. 
Wychodząc z kawiarni, zaczął dzwonić mi telefon, chcąc wyjąć go z torebki, wpadłam na kogoś oblewając go gorącą kawą. 
-Strasznie, przepraszam!-Zaczęłam panikować. 
-Ann?-Zapytał mężczyzna patrząc mi prosto w oczy. 
Zmienił się, przefarbował włosy, miał więcej tatuaży... Ale to był mój Michael. 
-Miło Cię widzieć.-Odpowiedziałam nieco zmieszana. 
-Iiii strasznie Cię przepraszam za tą kawę.-Dodałam, i zalałam się rumieńcem. 
-Przestań nic się nie stało.-Powiedział z uśmiechem, i mnie przytulił. 
Tak jak kiedyś, oczy momentalnie mi się zaszkliły ale nie mogłam mu tego pokazać. 
-Co Cię sprowadza do Sydney?-Zapytałam. 
-Za niecały miesiąc biorę ślub, i załatwiam potrzebne papiery.-Odpowiedział, a ja czułam jak cały mój świat się burzy. Nogi momentalnie się pode mną zagięły. 
-Wszystko okej?-Zapytał widząc moją reakcję. 
-T-tak.-Odpowiedziałam nieco zmieszana. 
-A co u Ciebie, ułożyłaś sobie z kimś życie?-Zapytał. 
-Tak, mam chłopaka, zaczęłam studia i pracuję.-Odpowiedziałam, oczywiście to że kogoś mam było kłamstwem. 
-Cieszę się, że Ci się układa.-Odpowiedział, a moje oczy się zaszkliły. 
-Co jest?-Zapytał patrząc mi w oczy. 
-Nie, nic coś wpadło mi do oka.-Skłamałam. 
-Hah okej. Ja muszę iść bo widzę że moja Lauren na mnie czeka. 
-Cześć.-Odpowiedziałam, a chłopak przytulił mnie na pożegnanie. 
W oddali widziałam jak całuje swoją ukochaną, i jak idą razem za rękę. 
Bolało, i to bardzo. Ciężko jest żyć ze świadomością że mój ukochany, znalazł sobie kogoś z kim będzie dzielił resztę życia. Kiedyś planowaliśmy że to my będziemy stać razem przy ołtarzu. 
Los chciał inaczej, mi pozostały jedynie zdjęcia, cudowne wspomnienia, i twarz uśmiechniętego Michaela, zaraz po przebudzeniu się.

Nowy imagin z Michaelem!
Mam nadzieję że się podoba.
Biggggg upp!♥


czwartek, 19 czerwca 2014

Ashton

Dlaczego bycie nastolatką czasami jest tak trudne?
 Rodzice nie rozumieją tego że w tym wieku potrafimy się zakochać na zabój-ale oni twierdzą że jesteśmy za mali żeby się z kimś spotykać. 
Mam 16 lat, chodzę do High School w Phoenix, gdzie również mieszkam. 
Przez przypadek poznałam swojego obecnego chłopaka Ashtona, wpadłam na niego z reklamówkami pełnymi zakupów, on pomógł mi je pozbierać z drogi po czym odwiózł mnie do domu... 
Później zaczeliśmy się spotykać, aż w końcu zakochaliśmy się w sobie. 
Od tego czasu mija już rok, a moi rodzice wciąż nie potrafią zaakceptować Ashtona. Zabronili mi się nawet z nim spotykać a to wszystko przez to że jest ode mnie starszy o 3 lata. 
Pół roku ukrywam już mój związek, zbliżają się wakacje, planujemy z Ashtonem uciec na jakieś 2 tygodnie, wiadomo że w Phoenix przez cały czas jest piękna pogoda, i nie brakuje nam tu słońca, ale chcemy pobyć sami, bez ukrywania się. 
-Katy!-Usłyszałam głos mojej mamy po czy zbiegłam po schodach do salonu. 
-Co się stało mamo?-Zapytałam zdziwiona widząc wystrojonych rodziców. 
-Do Phoenix przeprowadziła się moja stara przyjaciółka, z mężem i synem który jest w Twoim wieku, będziecie mogli się trochę bliżej poznać.-Odpowiedziała radośnie. 
-No na pewno.-Odburknęłam pod nosem. 
-Słońce coś mówiłaś?-Zapytał zdenerwowany tato. 
-Josh nie krzycz na nią, a Ty młoda idź ubierz się w coś ładnego.-Powiedziała mama. 
Pobiegłam do swojego pokoju i przebrałam się w biały tshirt odkrywający mój brzuch, z rękawami 3/4, a do tego jasne ogrodniczki które podwinęłam na tak zwaną „modę dla powodzian”, do tego białe air force i byłam gotowa. Zrobiłam lekki makijaż, a swoje farbowane długie białe włosy rozpuściłam. 
Schodząc na dół napisałam smsa do Ashtona „Kocie widzimy się dzisiaj o 19.30 w naszym miejscu?” 
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać „Oczywiście że tak.” 
Uśmiechając się sama do siebie zeszłam na dół i przywitałam się z gośćmi którzy już znajdowali się w salonie. 
-Słońce poznaj to jest Emily moja przyjaciółka, Lil-jej mąż, oraz ich syn Dean.-Powiedziała mama. 
-Jestem Katy, miło was poznać.-Uśmiechnęłam się i podałam wszystkim rękę. 
Widziałam że Dean cały czas bacznie mi się przygląda, ale nic sobie z tego nie robiłam, bo i tak nie miałby u mnie najmniejszych szans. Widać było że jest grzeczny, i dobrze wychowany. Słucha się rodziców.
A ja będąc przy Ashtonie przyzwyczaiłam się do tego że jest tak zwanym „bad boyem”, mój chłopak nie robi nic złego i również jest dobrze wychowany. Czasami pije, no i jest uzależniony od papierosów, wie że tego nie lubię więc ograniczył je trochę.
Tatuaże, ogarnięty „nieład” na głowie i przeważnie bandamka. Koszulki z logami rockowych zespołów, i podarte spodnie to norma. 
Pokochałam to, ale moi rodzice nie potrafią go zaakceptować. 
Moi rodzice chcieliby żebym spotykała się z kimś takim jak Dean. 
-Katy, przynieś szampan z lodówki.-Powiedział do mnie tato. 
-Dobrze, już idę.-Odpowiedziałam z uśmiechem i udałam się do kuchni. 
-hej, pomóc Ci w czymś?-Usłyszałam za sobą głos Deana. 
Po co on do cholery za mną poszedł? Pomyślałam. 
-Nie dzięki, dam radę.-Powiedziałam, wymuszając uśmiech. 
-Jasne.-Odpowiedział z uśmiechem i zobaczyłam jego śliczne dołeczki. 
-Wiesz że będziemy chodzić razem do klasy?-Kontynuował. 
Nie wiedziałam, mam nadzieję że szybko się tu oswoisz.-Odpowiedziałam. 
-Też mam taką nadzieję.-Odpowiedział, uśmiechając się, po czym wróciliśmy do rodziców. 
Posiedziałam z nimi jakieś 10 minut, po czym spojrzałam na zegarek, była 19.15 więc postanowiłam się zwinąć. 
-Muszę was przeprosić ale umówiłam się z Alice.-Skłamałam. 
Alice to moja najlepsza przyjaciółka, zawsze mnie kryje więc znów okłamałam rodziców że idę do niej. 
-O której wrócisz?-Zapytał tato. 
-Nie mam pojęcia.-Odpowiedziałam. 
-Miło było was poznać, do zobaczenia.-Dodałam po czym wyszłam. 
Kierowałam się do pobliskiego parku, po czym zobaczyłam samochód mojego chłopaka. Czarny ford mustang od razu rzucał się w oczy. Usiadłam z przodu po stronie pasażera. 
-Hej piękna.-Przywitał mnie chłopak buziakiem w usta. 
-Strasznie za Tobą tęskniłam- powiedziałam po czym pocałowałam go, zaplątując palce w jego włosy, zawsze lubił gdy tak robiłam. 
-Gdzie dzisiaj mnie zabierasz?-Zapytałam z zaciekawieniem. 
-Niespodzianka.-Odpowiedział i uśmiechnął się najpiękniej jak potrafił. W radiu leciała piosenka Nirvany (klik) więc podgłośniłam radio, na co widziałam że Ash się uśmiechnął. 
Nie wiem gdzie jechaliśmy, bo Ash wjechał na autostradę, a jechał tak szybko że nie byłam w stanie odczytać żadnej tabliczki. 
-Możesz trochę zwolnić?-Zapytałam, bałam się gdy zobaczyłam że na liczniku jest już ponad 200setka. 
-Nie ufasz mi?-Zapytał patrząc na mnie, nie mogłam zobaczyć jego ślicznych oczu bo miał czarne okulary na nosie. 
-Zwariowałeś?-Odpowiedziałam uśmiechając się, i łapiąc go za rękę. 
Po jakiś 10 minutach, byliśmy chyba na miejscu. Przed sobą zobaczyłam stary wielki budynek z czarnej cegły, wyglądało to na jakąś starą szkołę. 
-Chodź idziemy.-Powiedział Ash. 
-T-tutaj?-Zapytałam ze zdziwieniem. 
-Taak, chodź nie marudź!-Powiedział po czym wyszedł z samochodu pierwszy i otworzył mi drzwi. 
-Co robisz?-Zapytałam gdy zobaczyłam że mój chłopak chce zasłonić mi oczy bandamką. 
-Czy chociaż raz możesz mi zaufać?-Zapytał uśmiechając się. 
-Wiesz głupku że Ci ufam bezgranicznie.-Powiedziałam po czym Ash zasłonił mi oczy. 
Zorientowałam się że weszliśmy już do środka budynku, po czym schodami, na górę, i kolejne piętro, później następne. Aż poczułam, chłodny wiatr na sobie. 
-Już.-Powiedział Ash zdejmując mi bandamkę. Byliśmy na dachu. Wszędzie znajdowały się płatki róż i świeczki, a na środku mały kocyk z różnymi przekąskami. 
-Jak tu jest pięknie!-Powiedziałam po czym rzuciłam się na mojego chłopaka i pocałowałam go najczulej jak tylko potrafiłam. Ashton zaprowadził mnie za rękę, po czym usiadł na kocu, a ja usiadłam na nim i przytuliłam się do niego. 
-To jak będzie z naszymi wakacjami?-Zapytał Ash, podkreślając słowo naszymi. 
-Nie wiem.-odpowiedziałam patrząc mu w oczy, które widziałam dzisiaj po raz pierwszy bo zdjął okulary. 
-Boisz się?-Zapytał. 
-Nie, po prostu nie chcę żeby rodzice się martwili.-Odpowiedziałam smutna. 
-Możesz napisać im list, przecież będziesz mogła do nich zadzwonić, gdy już będziemy na miejscu.-Powiedział. 
-Masz rację.-Odpowiedziałam i cmoknęłam go w usta. 
-Truskawkę?-Zapytał uśmiechnięty Ash, po czym zaczął mnie karmić. 
Co prawda było więcej zabawy, niż jedzenia jak zawsze. 
-Napijesz się wina?-Zapytał wyciągając wino i 2 kieliszki. 
-Sprowadzasz mnie na złą drogą Irwin.-Wydukałam ze śmiechem po czym wzięłam od niego lampkę wina. 
-Za nas.-Powiedział Ash. 
-Za nas.-Powtórzyłam po czym wzięłam łyk wina. 
Po chwili mój telefon zaczął dzwonić, przerywając tą piękną chwilę. 
-Kto to?-Zapytał mój chłopak z ciekawością. 
-Mama.-Powiedziałam patrząc na ekran telefonu. 
-Tak mamo?-Odebrałam. 
-Jest prawie 22 kiedy masz zamiar wrócić do domu?! Tym bardziej że jutro jest koniec roku!-Krzyknęła mama do telefonu. 
-Za pół godziny jestem w domu.-Odpowiedziałam po czym się rozłączyłam. 
-Musimy wracać?-Zapytał Ash, robiąc smutną minkę. 
-Przecież od jutra, będziemy razem sami.-Odpowiedziałam z uśmiechem. 
-Czyli zgadzasz się?-Zapytał uradowany. 
-Oczywiście że tak!!-Krzyknęłam, a Ashton wziął mnie na ręce i obrócił wokół własnej osi. 
-Kocham Cię wiesz?-Powiedział stawiając mnie na ziemi i całując. 
-Też Cię kocham.-Powiedziałam po czym poszliśmy do samochodu. 
Wracając w radiu leciała piosenka Red Hot Chili Peppers „Californication” (klik) którą bardzo razem lubiliśmy i śpiewaliśmy. 
Droga do domu bardzo szybko minęła, Ashton podwiózł mnie do parku, po czym musiałam kawałek iść nogami tak żeby moi rodzice nas razem nie widzieli. 
Weszłam bezszelestnie do domu, po czym nie mając już na nic siły opadłam na łóżku i zasnęłam. 
Rano wstałam o 5.00 tak żeby się wyrobić na 8 do szkoły na zakończenie. Wykąpałam się, zrobiłam lekki makijaż, ubrałam brązową skórzaną obcisłą spódnicę którą dostałam od Ashtona, biały top i złoty łańcuch. Zjadłam szybkie śniadanie i poszłam do szkoły. 
Gdy tylko dostałam świadectwo, szybko wróciłam do domu i zaczęłam się pakować. Aż niespodziewanie ktoś wszedł do domu, szybko schowałam walizkę pod łóżko i zeszłam na dół. 
-Katy może pójdziemy na zakupy?-zapytała mama. 
-Jasne.-Powiedziałam po czym z ulgą wróciłam na górę biorąc telefon. „Ashton nie możemy dzisiaj jechać, pojedziemy jutro gdy rodzice pójdą do pracy xx” Wystukałam na klawiaturze po czym wysłałam do mojego ukochanego. „Nie ma problemu, nie mogę się doczekać :*” dostałam w odpowiedzi. 
-Jesteś gotowa?-Zapytała mama. 
-Tak idziemy!-Powiedziałam z uśmiechem. 
Gdy byłyśmy już na mieście zobaczyłam Ashtona, przy jednej z restauracji ale nie mogłam do niego podejść bo musieliśmy udawać że nie utrzymujemy kontaktu. 
Mimo wszystko czułam jego wzrok na sobie. Co mnie ucieszyło. 
bardzo wyczerpujących zakupach, byłam zadowolona bo byłam posiadaczką kilku nowych stroi kąpielowych, które na pewno się przydadzą.Wracając znów spotkałam Ashtona który rozmawiał przez telefon, widząc mnie oblizał wargę, na co się zaśmiałam.
Moja mama chyba go nie poznała bo miał na sobie okulary. 

-Oo wróciły moje kobiety!-Powiedział z uśmiechem tato gdy zobaczył że wróciłyśmy z mamą. 
-Ja pójdę do siebie.-Powiedziałam całując rodziców na „dobranoc”. 
Spakowałam resztę rzeczy, po czym wykąpałam się i zasnęłam. 
Rano gdy wstałam rodziców nie było już w domu. 
Szybko się wykąpałam i przebrałam w krótkie szorty z przetarciami, i króciutki zwiewny czarny top, włosy przeczesałam i zrobiłam mocniejszy makijaż. 
Na lodówce przyczepiłam magnesem list w którym napisałam rodzicom że wracam za dwa tygodnie i żeby się o mnie nie martwili, i że będę dzwonić. 
Za 5 minut Ash miał być pod moim domem więc pobiegłam po walizkę na górę. 
Nagle ktoś zaczął dobijać się do drzwi. 
-Hej skarbie.-Powiedział zadowolony Ash. 
-Hej.-Powiedziałam całując go w policzek. 
-Katy mogę wziąć Twoją walizkę?-zapytał. 
-Jasne, a ja zamknę dom.-Powiedziałam z uśmiechem na twarzy. 
Siedząc w samochodzie i wyjeżdzając z mojego podwórka miałam wyrzuty sumienia, ale stwierdziłam że zadzwonię do rodziców gdy będziemy na miejscu. 
-A mogę wiedzieć gdzie mnie zabierasz?-Zapytałam z uśmiechem. 
-Salinas.-Odpowiedział po czym zobaczyłam jego śliczne ząbki. 
-Będzie cudownie!-Krzyknęłam nie mogąc uwierzyć. 
-Morze, plaża i my!-Krzyknął Ash. 
-Tak jest!-Powiedziałam po czym złapałam chłopaka za rękę. 

Podróż niesamowicie się przeciągała, a ja międzyczasie zasnęłam. 
Kilka godzin później, obudził mnie Ash, mówiąc że jesteśmy na miejscu. 
Ashton wynajął śliczny mały domek tuż przy plaży, z czego bardzo się cieszyłam. 
Stojąc na werandzie chłopak przytulił mnie od tyłu. 
-Myślisz że Twoi rodzice kiedyś mnie zaakceptują?-Zapytał z żalem w głosie. 
-Myślę że tak. Nie mają innego wyjścia bo Cię kocham!-Powiedziałam po czym Ash zaczął składajać pocałunki na mojej szyi, zostawiając czasami malinki. 
-Katy, idę się wykąpać a Ty zadzwoń do rodziców.-Powiedział Ashton po czym zniknął za drzwiami łazienki. 
Strasznie bałam się wykonać ten telefon ale musiałam powiedzieć rodzicom że nic mi nie jest. Po godzinnej rozmowie, rodzice uspokoili się na tyle że mogłam zakończyć rozmowę. 
W drzwiach zobaczyłam uśmiechniętego Ashtona, po czym podeszłam i przytuliłam się do niego. 
Był jeszcze trochę mokry po prysznicu ale mi to nie przeszkadzało. 
-Haha widzę że rodzice zrozumieli?-Zapytał. 
-Nie do końca, ale już się nie martwią.-Powiedziałam. 
-To co idziemy na plażę?-Zapytał. 
-Jasne że tak.-Powiedziałam całując go w usta. 

Spacer brzegiem morza, zachodzące słońce, i osoba którą kocham. Teraz niczego nie potrzebowałam. Wystarczy że mam Ashtona, a on jest całym moim światem.




Nowy imagin z Ashtonem! ;)
Mam nadzieję że się wam spodoba. 
PS. dzięki za podesłane zdjęcia :* ♥







poniedziałek, 16 czerwca 2014

Luke

Ciepły zimowy wieczór, jak codziennie przychodzę nad ten staw. Cisza, tutaj słyszę własne myśli. Bez ulicznego zgiełku z dala od szumów, ludzi. 
To było nasze ulubione miejsce zawsze przychodziłam tu z nim. Teraz co prawda nie przychodzę sama-pod sercem noszę jego dziecko. 
Mała Hayley ma przyjść na świat za 3 miesiące. Czemu od niego odeszłam? 
Czułam że zniszczę jego karierę, a chcę dla niego jak najlepiej. Codziennie dzwonił, pisał, szukał... Ale wyjechałam, wróciłam dopiero teraz, w moim małym mieszkaniu na obrzeżach Sydney zamieszkam z moim dzieckiem. 
Wczoraj na szczęście skończyłam remont i wszystko jest przygotowane na przyjście mojej małej księżniczki. 
Wracając znad stawu, idąc alejkami parku, widziałam wiele szczęśliwych rodzin... Dużo bym oddała za to by również kiedyś taką stworzyć. Nagle zauważyłam znajomą mi postać, założyłam kaptur i myślałam że przejdę niezauważalna. 
-Chloe! To Ty? Nawet nie wiesz jak się cieszę.-Podbiegła do mnie Liz, moja niedoszła teściowa. 
-Miło Cię widzieć Liz.-Powiedziałam po czym przytuliłam ją najmocniej jak potrafiłam. 
-Widzę że ułożyłaś sobie życie z kimś.-Powiedziała wskazując na mój dość duży brzuch. 
-No właśnie nie do końca...-Powiedziałam a łzy po chwili napłynęły mi do oczu. 
-Czy to jest dziecko...-Zaczęła niepewnie. 
-Tak to Twoja wnuczka.-Odpowiedziałam wyprzedzając jej pytanie. -Nawet nie wiesz jak się cieszę.-Powiedziała po czym przytuliła mnie. 
-Ale, dlaczego odeszłaś bez słowa? Nic nie mówiąc? Luke wciąż Cię kocha, szuka...-Zaczęła mówić. 
-Chodźmy do mnie, porozmawiamy w domu, zimno się robi.-Powiedziałam przerywając jej, po czym udałyśmy się do mojego mieszkania. 
-Chloe, wiesz że muszę mu powiedzieć... To mój syn.-Zaczęła mówić Liz popijając ciepłą herbatę. 
-T-tak wiem.-Odpowiedziałam. 

Przecież nie po to odeszłam żeby teraz wracać i przewrócić mu całe życie do góry nogami. 

-Dlaczego odeszłaś bez słowa? Nie kochasz Luke'a?-Zapytała. 
-Zwariowałaś? Wiesz że był dla mnie najważniejszy! Nadal jest!-Zaczełam krzyczeć, a łzy spływały po moich policzkach. 
-Nie denerwuj się, proszę, wiesz że nie możesz.-Liz zaczęła mnie uspokajać i przytuliła mnie. 
Jest dla mnie jak druga mama. Zawsze mogę na nią liczyć, tak samo jak na moją, ale moja mama mieszka w Polsce więc, to zawsze Liz była przy mnie, i nadal jest, mimo tego co zrobiłam. 

-Gdzie jest Luke?-Zapytałam niepewnie. 
-Jutro wraca do Sydney.-Odpowiedziała, gładząc moje długie brązowe włosy. -Zmieniło się coś przez ten czas gdy mnie nie było?-Zapytałam uspokajając się. 
-Co masz na myśli?.-Zapytała Hemmings. 
-Lukey znalazł sobie kogoś?- Odpowiedziałam pytaniem po czym znowu wybuchłam płaczem. 
-Nie, codziennie gdy rozmawiamy, mówi o Tobie...-Powiedziała po czym uśmiechnęła się szeroko. 
-Myślisz że mi wybaczy?-Zapytałam 
-Oczywiście że tak!-Po tych słowach byłam spokojna. 

Wieczór minął bardzo szybko, razem z moją kochaną Liz rozmawiałyśmy o tym co działo się przez ostatnie pół roku. Następnego dnia, z samego rana ktoś zaczął dobijać się do drzwi. 
-Witaj Liz.-Powiedziałam zaspana i wpuściłam ją do mieszkania. 
-To dla Ciebie skarbie.-Powiedziała pokazując małą torebeczkę przed moim brzuchem i dotykając go. 
-Chyba usłyszała, bo zaczęła kopać.-Odpowiedziałam śmiejąc się i zaprosiłam Liz do środka. 
-Jaka śliczna!-Wręcz krzyknęłam gdy zobaczyłam że moja malutka Hayley dostała od babci, jeansową katanę, a z tyłu naszytym logiem 5SOS. 
-Cieszę się że Tobie się podoba! A mała daje jakieś znaki że jej się podoba?-Zapytała uradowana. 
-Na pewno, bo cały czas daje o sobie znać od kiedy przyszłaś.-Powiedziałam uśmiechając się i dotykając mojego brzucha. 
-Chloe, idź zrób z sobą porządek a ja zrobię nam śniadanie, mogę?-Zapytała Liz. 
-Jasne! Czuj się jak u siebie w domu. To ja idę się przebrać.-Powiedziałam po czym poszłam do pokoju obok. Wybrałam czarne legginsy, biały dłuższy top, i rozpinany długi fioletowy sweterek wełniany-będąc w ciąży nie mogłam za bardzo zaszaleć ze strojem. Przeczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. 

Razem z Liz cały dzień przegadałyśmy - Jak to kobiety. :) 
Wieczorem, gdy oglądałyśmy jakiś program, nagle zadzwonił dzwonek. 
-Spodziewamy się kogoś?-Zapytałam zdziwiona. 
-Chloe, przepraszam ale powiedziałam wczoraj Luke'owi że musisz z nim koniecznie o czymś porozmawiać, i zaprosiłam go. 

Nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać w tym momencie. Otworzyłam drzwi, w których stał mój ukochany. 
-Chloe...-Wydukał patrząc mi prosto w oczy, widziałam że jemu oczy się zaszkliły, zresztą mi też. 
-Wejdź powiedziałam.-Wciąż zszokowana. 
-To ja może nie będę wam przeszkadzać.-Powiedziała Liz, po czym z uśmiechem na twarzy wyszła. 
-Widzę że ułożyłaś sobie z kimś życie.-Powiedział Luke wskazując na mój brzuch. 
-To Twoja córeczka.-Powiedziałam cicho. 
-C-co?-Wydukał rozkojarzony, wytrzeszczając oczy. 
-To Twoje dziecko! Wyjechałam bo nie chciałam niszczyć Ci życia!-Krzyknęłam. 
-Zwariowałaś?!-Powiedział nieco głośniej. -
Po prostu chciałam żebyś był szczęśliwy!-Odpowiedziałam.
-Jak mogłem być szczęśliwy gdy kobieta mojego życia mnie zostawiła, bez słowa?!-Powiedział zapłakany. 
-Wybaczysz mi?-Zapytałam również płacząc. 
-Oczywiście że tak!-Powiedział mocno mnie przytulając. 
Gdy mnie pocałował, czułam że wszystko będzie dobrze, tak jak dawniej... Będzie jeszcze bardziej cudownie bo będziemy teraz we trójkę... 
-Będę tatą!!-Luke zaczął krzyczeć biorąc mnie na ręce. W tym momencie chyba pół miasta go słyszało.:) 
-Wybrałaś już imię dla naszej córeczki?-Zapytał Luke kładąc mnie na sofie i siadając obok mnie. 
-Hayley.-Odpowiedziałam stanowczo i uśmiechnęłam się. 
-Wiesz że to imię od zawsze mi się podoba!-Odpowiedział przytulając się i trzymając rękę na moim brzuchu. 
Przez następne 15 minut panowała cisza, ale bardzo dobrze się z tym czułam, przecież są takie dni ze wystarcza nam sama obecność osoby którą kochamy. 
-Aaa poczułem jak kopnęła!-Krzyknął nagle Luke. 
-Mała ostatnio daje o sobie znać.-Zaśmiałam się. 
-Nie mogę się doczekać aż przyjdzie na świat!- Powiedział uradowany, po czym pocałował mnie czule, i przytulił.


Nowy imagin z Hemmings'em! ♥
Mam nadzieję że się podoba ;)
Z kim chcecie kolejny?

środa, 11 czerwca 2014

Calum

Wesoła, pracowita, korzystająca na 100% z życia kobieta. Tak o mnie mówią wszyscy moi znajomi.
 Mam na imię Louise, jestem modelką. Nie jedna marzy by być na moim miejscu. Nie wiem jak mi się udało zajść aż tak daleko. 
Jestem na okładkach w wielu czasopismach modowych m.in. VOGUE'u, Harper's BAAZAR, Elle … mogę tak wymieniać w nieskończoność. 
Nie to jest dla mnie najważniejsze … od kiedy jestem sławna, nie zmieniłam się, jestem wciąż tą samą Lou sprzed kilku lat. 
Poza jednym wyjątkiem … od 2 lat jestem zakochana po uszy w swoim chłopaku, nie wyobrażam sobie życia bez niego. 
Piękny ślub, gromadka dzieci, piękny dom nad morzem.-Tak widzę swoje życie za kilka lat, razem z Calumem. 
Przez ostatnie 2 miesiące rzadko się widywaliśmy co było spowodowane moimi częstymi sesjami, oraz tym że mój chłopak nagrywa nową płytę ze swoim zespołem, ale już jutro lecimy na zasłużony odpoczynek na Karaibach. 
Tak.. tylko ja i mój ukochany, przez 2 tygodnie sami-bez paparazzi, fanów, znajomych. Będziemy tylko my. 

-Skarbie, gdzie moja walizka?-Zapytał Cal wchodząc do łazienki. 
-Chyba jest w garderobie.-Odpowiedziałam po czym musnęłam go w usta. 
-Okey, zobaczę.-Powiedział chłopak oddając całusa, na co się uśmiechnęłam.
Cały Calum, wszystko zostawia na ostatnią chwilę-pomyślałam. 
Było coś po 22.00 więc położyłam się wygodnie w łóżku. 
-Calum!! Długo będziesz się tam tłukł?!-Krzyknęłam z sypialni. 
-Niee, już skończyłem.-Powiedział chłopak kładąc się koło mnie. 
-Wszystko spakowałeś?-Zapytałam kładąc głowę na ramieniu Cal'a. 
-Oczywiście że tak.-Powiedział uśmiechając się do mnie. 
-Nie Calum, nie dzisiaj.-Powiedziałam gdy chłopak usiadł na mnie i zaczął całować. 
-Lou, a dlaczego nie?-Zapytał zadziornie się uśmiechając. 
-Hahahahah Cal nie rób takich min!-Powiedziałam ledwo panując nad moim śmiechem. 
-Ej no nie śmiej się ze mnie!-Calum położył się obok mnie i udawał obrażonego. 
-Misiu...-Powiedziałam uśmiechając się do chłopaka. 
-Nie ma tak łatwo!-Odpowiedział Cal, dalej udając obrażonego. 
-Więc co mam zrobić?-Zapytałam ze smutną miną, robiąc słodkie oczka. 
-Myślę że buziak powinien wystarczyć.-Powiedział Cal na co dalej wybuchłam śmiechem. 
-Nie no teraz to dwa!-dopowiedział po czym zaczął się śmiać. 
-Hahahahahhahaahaah okeey skarbie.-Powiedziałam po czym pocałowałam go. 
-Lou, ale miały być buziaki a nie namiętne pocałunki.-Powiedział chłopak śmiejąc się gdy już się od siebie oderwaliśmy. 
-Coś nie pasuje?-Zapytałam udając zdziwioną. 
-Ależ skąd.-Odpowiedział chłopak całując mnie. 
-Idziemy spać.-Powiedziałam spoglądając na zegarek. 
-Dobranoc miśku.-Powiedział Cal całując mnie w czubek nosa. 
-Dobranoc.-Odpowiedziałam przytulając się do chłopaka. 
Nie mogłam zasnąć przez dobre pół nocy bo już wyobrażałam sobie, to jak razem z Calem chodzimy po gorącej plaży, kąpiemy się w ciepłym morzu. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 
-Lou! Lou kochanie wstawaj.-Usłyszałam ciche szepty. 
Promienie słońca spowodowały że przez chwilę nic nie widziałam. 
-Dzień dobry.-Powiedział Cal całując mnie w nos. 
-Witaj skarbie.-Odpowiedziałam uśmiechając się. 
-Wstawaj, musimy iść, bo spóźnimy się na samolot.-Powiedział mój ukochany. 
-Okey.-Wstałam i poszłam do łazienki, i przebrałam się w jeansowe szorty, i biały któtki top z napisem „bad”. 
-Woow, moja bad dziewczynka!-Uśmiechną się po czym przytulił mnie bardzo mocno. -Hahah głupku!-Powiedziałm po czym musnęłam go w usta. 
-Chodź zjemy śniadanie.-Powiedział 
-Okey.-Odpowiedziałam, po czym zeszliśmy do kuchni. 
-Wooow! Naleśniki!-Krzyknęłam po czym, usiadłam przy stole. 
-Mam nadzieję że będzie smakowało!-Powiedział uśmiechnięty Calum. 
-Oczywiście że tak.-Uśmiechnęłam się. 
Po zjedzonym śniadaniu udaliśmy się na lotnisko, po czym siedząc wygodnie już fotelu napisałam smsa „Widzimy się za dwa tygodnie♥ będę tęsknić” i wysłałam do Lukeya, Mikeya, Ashtona i Danielle 
-Skarbie, idę spać chyba.-Powiedziałam po czym położyłam głowę na ramieniu Caluma. 
-Jasne, czeka nas długi lot.-Powiedział i pocałował mnie w czoło. 
Kątem oka zauważyłam że Calum też zasypia, wyglądał tak słodko że zrobiłam nam selfie i dodałam na twittera dopisując „z moim miśkiem♥♥” I odpisałam kilku fanom. 
Włożyłam na uszy słuchawki i włączyłam piosenki Justina Timberlake'a. 
-Hej Louise.-Cal szturchnął mnie lekko, więc zdjęłam słuchawki. 
-Co jest?-Zapytałam 
-Za 20 minut lądujemy.-Odpowiedział 
-Wooow nie mogę się doczekać. 
-Jeszcze chwila i będziemy się opalać na plaży.-Uśmiechnął się zadziornie Calum, na co się zaśmiałam i przytuliłam. 
Po chwili byliśmy na małym lotnisku, odebraliśmy bagaże i poszliśmy w stronę naszego hotelu. Po dostaniu kluczyka w recepcji udaliśmy się na górę do pokoju. 
-Jejku jak tu pięknie.-Powiedziałam i rzuciłam się na mojego chłopaka bardzo mocno go przytulając. 
-Wiem, to wszystko dla Ciebie.-Powiedział biorąc mnie na ręce. 
-Gdzie mnie bierzesz?-Zapytałam z uśmiechem. 
-Do łóżka.-Powiedział po czym położył mnie na łóżku i zaczął całować. 
-Calum chodźmy na plażę.-Powiedziałam, odsuwając się od chłopaka. 
-Poczekaj chwilkę jeszcze.-Powiedział Cal robiąc słodkie oczka, wiedział doskonale że zawsze temu ulegałam. 
-5 minut.-Chciałam powiedzieć stanowczo, ale mi nie wyszło, bo Cal zaczął się ze mnie śmiać. 
-Louiseee czekaj jeszcze chwilę...-mówił chłopak. 
-Nie, nie, nie idziemy na plażę!-Powiedziałam po czym rzuciłam w mojego chłopaka poduszką. 
-Wojna?-Powiedział śmiejąc się, i znów rzucając mnie na łóżko. 
-Nieee tylko mnie nie łaskocz.-Powiedziałam śmiejąc się. 
-A co z tego będę miał?-Zapytał uśmiechając się zadziornie. 
-Co tylko chcesz, ale przestań mnie łaskotać!-Ledwo co wydukałam. 
-Mmm co tylko chcę?-Zapytał śmiejąc się i puszczając mi oczko. 
-Tak, ale teraz idziemy na plażę! Twoje 5 minut się skończyło Hood.-Powiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek. 
-Gdzie idziesz?-Zapytał chłopak. 
-Idę się przebrać.-Odpowiedziałam i puściłam mu oczko. 
-Może Ci pomóc?-Zapytał chłopak przekręcając się na łóżku. 
-Dam sobie radę.-Powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką która leżała na podłodze. 
-Ejj no za co to?-Zapytał Cal udając obrażonego. 
Nic mu nie odpowiedziałam tylko wysłałam mu buziaka w powietrzu. 
Ubrałam strój kąpielowy, na co założyłam zwiewną prześwitującą sukienkę, wysadzaną kamieniami. 
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedział Calum całując mnie w policzek. 
-Dziękuję.-Odpowiedziałam. 
-To co gotowa jesteś?-Zapytał 
-Jasne że tak.-Powiedziałam po czym złapałam chłopaka za rękę i razem poszliśmy w stronę plaży. 
-Ale tu jest ślicznie.-Powiedziałam idąc po brzegu, tak że ciepła woda sięgała mi do kostek. 
-Tak, ale myślę że nie było by tu tak ładnie gdyby nie to że Ty tu jesteś.-Powiedział Cal.
 -Ty to po prostu urodzony romantyk jesteś.-Powiedziałam śmiejąc się. 
-Oczywiście.-Powiedział przytulając mnie i całując w policzek. 
-Nie jesteś głodna?-Zapytał w pewnej chwili chłopak. 
-Tak troszkę.-Powiedziałam śmiejąc się. 
-Chodźmy coś zjeść.-Powiedział, po czym skierowaliśmy się w stronę hotelu. 
-Na co masz ochotę?-Zapytałam. 
-Na Ciebię.-Odpowiedział Calum na co oboje zaczeliśmy się śmiać. 
-A coś z menu?-Zapytałam. 
-Myślę że sałatka z owoców morza, a Ty? 
-Ja to samo.-Powiedziałam. 
Calum poszedł zamówić, nam obiado-kolację a ja w tym czasie zrobiłam zdjęcie i dodałam na instagrama. Trochę później gdy już zjedliśmy kolację postanowiliśmy pójść jeszcze raz na plażę, by zobaczyć zachód słońca. 
-Usiądziemy gdzieś?-Zapytałam 
-Może usiądziemy nad brzegiem morza?-Calum doskonale wiedział że uwielbiałam tak przesiadywać. 
-Tak, chodźmy.-Powiedziałam. 
Gdy już tak siedzieliśmy wtuleni w siebie Calum zaczął nagle szukać czegoś w kieszeniach spodenek. 
-Coś zgubiłeś?-Zapytałam. 
-Nie, nie wszystko jest.-Zapytał lekko zdenerwowany. 
-Co się stało?-Zapytałam patrząc mu w oczy. 
-Lou, wiesz że Cię kocham?-Zapytał. 
-Wiem, też Cię bardzo kocham.-Powiedziałam, po czym dałam mu całusa w usta. 
-No, bo ten...-Zaczął się lekko jąkać. -Zostaniesz moją żoną?-Dokończył wyciągając małe czerwone pudełeczko z kieszeni. 
-Taaaaak! Oczywiście że tak!-Krzyknęłam i rzuciłam się na chłopaka, całując go. 
-Pani Hood mogę założyć Pani pierścionek zaręczynowy?-Zapytał uśmiechnięty. 
-Oczywiście że tak głuptasie!-Powiedziałam całując go w policzek. 
Calum otworzył małe czerwone pudełeczko, po czym ujrzałam złoty pierścionek z jednym wielkim kamieniem, i małymi obok. 
-Jest piękny.-Powiedziałam gdy Calum założył mi go na palec. 
-Cieszę się że Ci się podoba.-Powiedział przytulając mnie. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.-Powiedziałam i pocałowałam mojego ukochanego.


Taki krótki z Calem, mam nadzieję że się podoba♥
Dla Curly Angel xo♥