sobota, 10 stycznia 2015

Luke (part I)

do imagina proponuję włączyć to klik :) no to teraz możesz czytać!
*W trakcie imagina będą piosenki, które nadadzą fajny klimat, więc zachęcam do włączenia.
_________________________________________________

Beznadziejnie jest wracać w to samo miejsce po kilku latach, w Sydney mieszkałam przez praktycznie całe życie. Trzy lata temu moi rodzice zdecydowali się przeprowadzić do Melbourne. Wtedy było mi to na rękę, bo miesiąc wcześniej rozstałam się z chłopakiem - zresztą i tak nie miałam wielu znajomych w Sydney, byłam raczej nieśmiałą osobą. Wszystko zmieniło się tutaj, należałam do tak zwanej elity szkolnej, w sumie nie wiem dlaczego. Zmieniłam się i to bardzo, jestem śmielsza, inaczej się ubieram, mam przyjaciół i mnóstwo znajomych, dlatego też nie chcę wracać na "stare śmieci".
-Chloé idź już spać bo rano wyjeżdżamy!-Wtrąciła mama gdy właśnie rozmawiałam przez telefon.
-Przecież jeszcze nawet ciemno nie jest!-Powiedziałam i poszłam do łazienki.
Nie miałam zamiaru iść spać, bo dzisiaj znajomi organizują mi imprezę pożegnalną. Wróciłam do swojego pokoju udając że śpię. Rodzice zawsze szybko zasypiają, więc z wyjściem nie mam nigdy problemu. Cichutko ubrałam białą króciutką sukienkę która ślicznie podkreślała  moją opaleniznę, zrobiłam lekki makijaż i bezszelestnie wyszłam z pokoju, chwytając w jedną dłoń kopertówkę, a w drugą moje buty. Zatrzaskując drzwi wejściowe od strony podwórka mogłam spokojnie odsapnąć i założyć w końcu moje buty na obcasie. Międzyczasie zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki.
-Miley, gdzie jesteście?-Zapytałam, zakładając marynarkę.

-Jesteśmy na Lonsdale St, a Ty nie ruszaj się z miejsca bo Wayne już po Ciebie jedzie.
-Okej.-
Czekając na przyjaciela, usiadłam na krawężniku i włączyłam piosenkę moich starych kumpli. Otóż zespół 5SOS niegdyś, gdy nie był jeszcze znany, był mi bardzo bliski. Przyjaźniłam się z chłopakami, nie wspominając już o Luke'yu z którym byłam bardzo blisko... Cóż stare czasy, myślę że nie ma po co drążyć i zachodzić w ten temat, niepotrzebnie przywoływać wspomnienia i te dobre oraz te złe. Chociaż szczerze mówiąc brakowało mi trochę tych wariatów, na co dzień nie myślałam o tym, ale gdy tylko miałam chwilę sam na sam ze sobą i swoimi myślami, często wracałam do wspólnie przeżytych chwil. 
-Chloé! Chloé nie śpij! - Usłyszałam za sobą głos Wayne'a. - Przecież nie możesz opuścić swojej imprezy pożegnalnej!
-Przecież nie śpię głupku!-Rzuciłam w chłopaka swoją marynarką, a po chwili przywitałam się buziakiem w policzek.
-Ohohooh czyżby jakiś wieczór dobroci dla najlepszych kolegów?
-Ojj nie marudź, idziemy do samochodu!-Powiedziałam i pociągnęłam go za sobą.
W drodze na miejsce nie obyło się bez żadnych głupich żartów, śmialiśmy się cały czas, aż rozbolał mnie brzuch.
-No to jesteśmy na miejscu.-Powiedział chłopak, po czym wyszliśmy z samochodu.
Gdy wysiadłam z pojazdu, widziałam już całą masę ludzi w klubie, którzy zapewne przyszli mnie pożegnać... Dobra, dobra wiadomo że większość osób przyszła tu po to żeby się pobawić i wypić.
Po tym jak przeszłam przez próg klubu wszystkie oczy były skierowane na mnie.
-Jesteś nareszcie!-Krzyknęła Miley, podbiegła do mnie i  przytuliła mnie.
-Jestem, jestem.
Przywitałam się z większością gości, bo ze wszystkimi zapewne nie byłabym w stanie dlatego poszłam do stoliku przy którym siedzieli moi przyjaciele.
-Greg!! Jak się cieszę że Cię widzę!-Podbiegłam do kolegi który siedział obok.
-Jak mógłbym nie przyjść na imprezę pożegnalną do jednej z najlepszych kumpeli?
Byłam lekko zdziwiona jego obecnością ponieważ niecałe 4 miesiące temu, stracił nogę w wypadku. Ale nie poddał się i zarażał wszystkich swoją ciepłą energią oraz niezwykłym optymizmem.
-Napijesz się ze mną?-Zaproponował.
-Jasne że tak.-Chwyciłam kieliszek i wypiłam.
-No to jeszcze na drugą nogę!-Powiedział uradowany i podał mi kolejny kieliszek.
Niesamowite ile ten człowiek ma dystansu do siebie, niektórzy poważnie powinni brać z niego przykład.
Reszta nocy minęła niezwykle szybko, w przerwie od picia z przyjaciółmi chodziłam na parkiet i tańczyłam z przeróżnymi ludźmi i tak koło się zataczało. Wiadomo że po kilku godzinach mój taniec wyglądał jak skrzyżowanie taty który tańczy na grillu, z tańcem striptizerki która musi jutro opłacić czynsz za mieszkanie.
Dochodziła godzina 5:20 więc musiałam już wracać do domu, bo wyjazd do Sydney miał być o 7 rano. Pożegnałam się ze wszystkimi przyjaciółmi, polało się wiele łez oraz posypały się obietnice o częstym dzwonieniu do siebie i odwiedzaniu (co tak właściwie jest gówno prawdą, bo i tak z czasem o mnie tu zapomną). Wayne pomógł mi wsiąść do samochodu i ruszyliśmy do mojego domu.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą postanowił przerwać mój towarzysz.
-Naprawdę chcesz wrócić do Sydney?-Zapytał z wielkim żalem.
-A jak myślisz?-Byłam tak poirytowana tym pytaniem że naprawdę nie wiedziałam od czego zacząć.
-Szczerze mówiąc sam nie wiem...
-Nie, nie chcę tam wracać, najchętniej zostałabym tu.
-Przecież masz 18 lat, możesz tu zostać!-Prawie krzyknął.
-Jak? Jak miałabym poradzić sobie ze szkołą, pracą żeby się utrzymać i przede wszystkim gdzie miałabym mieszkać?
-Mogłabyś mieszkać ze mną, znalazłabyś jakąś lekką pracę dorywczą którą dałabyś radę napewno pogodzić ze szkołą, poradzilibyśmy sobie.-Powiedział podjeżdżając pod mój dom.
-Nie, nie wiem... To nie ma sensu, nie udałoby się.-Pierwszy raz będąc teraz spojrzałam na chłopaka, który sparaliżował mnie swoim błagającym spojrzeniem.
-Udałoby się gdybyś chciała!-Znów podniósł ton.
-Chcę! Nie rozumiesz tego?!-Próbowałam mu jakoś przetłumaczyć ale oboje mamy ciężkie charaktery.
-Pieprzenie! Wiem że chcesz wrócić do Sydney, bo masz nadzieję że spotkasz Hemmingsa, ale prawda jest taka że on już dawno o Tobie zapomniał!-W tym momencie zatkało mnie. Myślałam że Wayne jest moim przyjacielem, a potraktował mnie w taki sposób... Nie rozumiem jak mógł coś takiego powiedzieć, chociaż w sumie miał trochę racji.
-Jak możesz!-Krzyknęłam i z wielkim hukiem zatrzasnęłam drzwi samochodowe.
-Chloé! Chloé! Zaczekaj!- Wybiegł za mną usiłując mnie zatrzymać.
-O co Ci właściwie chodzi, co?!-Ledwo wydukałam przez łzy.
-Po prostu nie chcę Cię stracić...-
-Chyba właśnie mnie straciłeś.-Powiedziałam oschle, zostawiając go samego za sobą.
Wayne stał pod moim domem jeszcze około 30 minut ale chyba zrozumiał że i tak nic nie wskóra.
Ja międzyczasie wykąpałam się, i przebrałam. Nie kładłam się spać bo bez sensu zasypiać na pół godziny, odeśpię w samochodzie. Przechodząc obok lusterka stwierdziłam że wyglądam jak sto nieszczęść. Schodząc na dół zobaczyłam że moi rodzice ostro dyskutują na jakiś temat.
-Cześć młoda, no co tak długo?-
-Ale o co chodzi?-Zapytałam po cichu bo ból rozsadzał moją głowę.
-Nie ważne, jedz śniadanie, bierz walizki i jedziemy.-Powiedział tato kończąc jeść swoją kanapkę.
Wzięłam jedną kanapkę ze stołu i poszłam na górę po walizki. Ostatni raz rozejrzałam się po swoim pokoju i wyszłam. Wszyscy wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.
Nie wiem jak długo jechaliśmy do Sydney, bo przez całą drogę spałam. Obudził mnie zabójczy śmiech mojej mamy.
-Ooo księżniczka już wstała.-Powiedział tato, a ja pytająco na niego spojrzałam.
-Gdzie jesteśmy?-
-Na przedmieściach Sydney, nie poznajesz?-Zapytała mama.
-No tak niezbyt, zmieniło się tu.
-Za 5 minut będziemy u siebie! Ale tęskniłem za tym miejscem.-
-Kto tęsknił, ten tęsknił.-Powiedziałam z lekkim żalem w głosie.
-Oj nie marudź!-Powiedział tato i pogłośnił radio.
Zastanawiałam się co teraz będzie... mam wrócić jeszcze do szkoły na rok, odnaleźć się wśród starych/nowych znajomych? Jestem strasznie tego ciekawa. A co z moimi przyjaciółmi z Melbourne? Tysiące pytań i scenariuszy miałam w głowie. Wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Grega, Wayne'a i Miley "Teraz czekam aż odwiedzicie mnie w Sydney:)" i wyciszyłam telefon.
Zaczęłam poznawać ulice po których chodziłam jeszcze trzy lata temu. Nie ma to jak wrócić na stare śmieci... Zobaczyłam swój śliczny domek, cały wieczór zajmowaliśmy się rozpakowywaniem walizek. Kolejny tydzień minął niezwykle zwyczajnie, spotkałam kilku znajomych którzy byli nieco zdziwieni moją obecnością, ale chyba raczej pozytywnie. Dzisiejszego bardzo ciepłego dnia, wybrałam się do jednego ze sklepów muzycznych, chciałam kupić sobie kilka płyt.
Przechodząc między półkami sklepu usłyszałam znajome głosy, ale za nic nie mogłam zgadnąć do kogo należą, nie chcąc dłużej nasłuchiwać przeglądałam kolejne nowości na sklepowych półkach.
-Chloé?-Zapytał ktoś nagle niepewnie. Nie wiedziałam czy to do mnie dlatego nawet nie zareagowałam.
-Matko to Chloé!-Krzyknął jakiś inny głos. W tym momencie szlag mnie trafił dlatego odwróciłam się w stronę w której stało kilka osób. Przez chwilę zastanawiałam się kim są Ci chłopcy, ale widząc ich uśmiechy nie miałam wątpliwości.
-Ashton! Michael!-Z niedowierzania aż przetarłam oczy. Szybko do nich podbiegłam, i przytuliłam się.
-Co Ty tu robisz?-Zapytał Michael.
-Wróciłam na stare rewiry.
-Poważnie? Ale fajnie!-Krzyknął Ash.
-Może wpadłabyś do nas na grilla? Robimy jutro o 17:00.-Zaproponował Clifford.
-I ma być kilka osób z Melbourne!-Powiedział Ash.
-No to gdzie ta impreza ma być?
-U Caluma.
-No to jutro się widzimy!-Odpowiedziałam po czym przybiłam im piątki, i wyszłam ze sklepu.
Szerze mówiąc nie mogłam się doczekać kolejnego spotkania z chłopakami, szybko wróciłam do domu i opowiedziałam całą sytuację mamie.
-No to chyba się cieszysz?-Zapytała uradowana.
-No tak ale...
-Właśnie Chloé, będzie tam Luke?-No nie, czy moja mama naprawdę nie miała lepszych pytań?
-Nie wiem.-To pytanie chyba mnie przerosło, ale czemu o to zapytała? Postanowiłam pójść do swojego pokoju i porozmawiać na skype z Miley.
-Chloé zaczekaj. Wiem że Ci go brakuje, przecież to widać!-
-Nic nie wiesz, wcale mi go nie brakuje! Wolałabym zostać w Melbourne.
Do godziny 5 rano rozmawiałam z Miley, no i z Greg'iem który później do nas dołączył. Niestety dalej nie miałam żadnego kontaktu z Waynem, nie odpisał mi nawet na głupiego smsa. Trochę się o niego martwiłam, bo zachowałam się nie fair wobec niego. Nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziło mnie wycie syren, okazało się że w pobliżu był jakiś wypadek.
Wstałam z łóżka, i poszłam pod prysznic. Ubrałam spodnie jeansowe z dziurami i białą bluzkę w niebieskie paski. Dzisiaj naszła mnie ochota na loki dlatego pokręciłam włosy na lokownicy i zrobiłam lekki makijaż. Gdy zeszłam na dół okazało się że nikogo nie ma w domu, ale rodzice zostawili mi kartkę na której pisało że pojechali na zakupy. Nagle zadzwonił telefon, jakiś numer prywatny.
-Halo?
-Jejku dobrze że nie zmieniłaś numeru Chloé!-
-Yyy Mikey?-Zapytałam, bo za nic nie mogłam rozpoznać głosu w słuchawce.
-Tak, słuchaj jak chcesz to o 16:00 mogę przyjechać po Ciebie bo będę w okolicy.
-A która jest teraz godzina?-Zapytałam nieco rozkojarzona.
-Ym, 15:00
-No to o 16 bądź u mnie.
-Będę.-
Postanowiłam zadzwonić do mamy i zapytać za ile będą, ale okazało się że nie musiałam dzwonić, bo właśnie weszli do mieszkania.
-Mamo, za chwilę Michael ma po mnie przyjechać.
-Okej, baw się dobrze.-
-I nie pij dużo-Wtrącił tato.
-James przestań!-Mama skarciła go wzrokiem i uderzyła ścierką, co wyglądało dość komicznie.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
-Ja otworzę.-Zerwała się mama i szybko pobiegła otworzyć.
-Ooo witaj Michael, jak ja Cię dawno nie widziałam!-
-Dzień dobry Pani Campbell, czy jest Chloé?
-Tak, oczywiście. Wejdź do środka.-
-Cześć Mikey!-Powiedział uradowany tato, jakby conajmniej papieża spotkał.
-Witam, cześć Chloé.-Powiedział Clifford po czym uścisnął dłoń mojego taty, a mnie przytulił.
-To co gotowa?-Zapytał mnie.
-Jasne.
-No to jedziemy.
-Michael tylko tam jej pilnuj!-Wtrąciła mama.
-Jak oka w głowie.-Powiedział przekonująco Mikey, tak że aż wybuchłam śmiechem.
-Do widzenia.
-Cześć.-Pożegnaliśmy się.
-Bawcie się dobrze!-
Chłopak otworzył mi drzwi jak na porządnego faceta przystało, po czym udaliśmy się do samochodu.
-Mikey, dużo będzie tam osób?-Zapytałam gdy ten odpalał silnik samochodu.
-Wystarczająco dużo.-Zaśmiał się.
-Trochę się wstydzę tam iść...
-No co Ty. Serio?-Zapytał lekko zdziwiony.-Z tego co widziałem po zdjęciach na twitterze i facebooku to przestałaś być nieśmiała.
-To źle?
-Nie, zdecydowanie dobrze!
Przez resztę drogi rozmawialiśmy co u działo się u nas przez te 3 lata.
-Rozmawiałaś z Hemmingsem?-Zapytał w pewnym momencie.
-Nie, dlaczego o to zapytałeś?
-Tak z ciekawości, on chyba nie wie że jesteś w Sydney.
-Lepiej i dla mnie i dla niego.
-Dlaczego?-Zdziwił się.
-Michael, to co mnie z nim kiedyś łączyło, to przeszłość.-Powiedziałam zdecydowanie.
-Ale ma prawo wiedzieć że jesteś, prawda?
-Myślę że nie powinno go to interesować, zresztą pewnie dzisiaj go spotkam to się dowie.
-Racja.-Stwierdził.
-Nirvana leci możesz dać głośniej?-Zapytałam.
-Jasne że tak!-Powiedział, po czym zaczęliśmy śpiewać.


I'm not like them, but I can pretend

The sun is gone, but I have a light

The day is done, but I'm having fun...



Tak to była zdecydowanie jedna z naszych ulubionych piosenek. Reszta drogi minęła w niezwykle miłej atmosferze, przez co trochę się rozluźniłam. W oddali zobaczyłam znaną mi okolicę, zresztą zapomnieć dom Caluma to byłby grzech.
-No to jesteśmy na miejscu! Poznajesz?-Zaśmiał się Mikey
-Jak mogłabym nie poznać?!-Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Wychodząc z samochodu można było usłyszeć już głośną muzykę. Razem z Cliffordem udałam się za dom, na ogródek gdzie było już trochę osób.
-Chloé Campbell! Świetnie Cię widzieć!-Powiedziała Jessica, dziewczyna z którą chodziłam kiedyś do klasy.
-Chloé!-Krzyknął uradowany Calum.-Ashton i Michael mówili mi że wpadniesz! Mam nadzieję że już nam nie uciekniesz.
-Raczej się na to nie zapowiada.-Powiedziałam i przytuliłam wszystkich chłopców.
Chwilę mi zeszło, na samym przywitaniu się z ludźmi którzy tam byli, bo każdy chciał wiedzieć co działo się przez 3 lata mojej nieobecności. Szczerze mówiąc sama byłam ciekawa co działo się w Sydney przez ten czas. Przez jakieś 2-3 godziny bawiłam się świetnie w gronie znajomych, troszkę wypiłam, ale nie za dużo bo Michael cały czas mnie pilnował. Z jednej strony było to miłe ale z drugiej bardzo śmieszyło mnie to jak wczuł się w rolę mojego opiekuna.
Na chwilę opuściłam wszystkich, i poszłam do domu Caluma, żeby znaleźć jakiś preparat na komary, które już zaczynały latać i udałam się do kuchni.
-Cześć.-Powiedział chłopak, który na mnie nie popatrzył bo gotował coś.
-Cz-cześć.-Odpowiedziałam, chcąc jak najszybciej uciec z tamtego miejsca.
-Chloé, zaczekaj.-Powiedział Luke i złapał mnie za nadgarstek.
Stwierdzam że strasznie się zmienił, co nie oznacza że był mniej przystojny niż sprzed trzech lat-wręcz przeciwnie.
-Możemy porozmawiać?-Zapytał patrząc mi w oczy.
-T-tak.-Odpowiedziałam i czułam jak oblewam się rumieńcem, co chyba Luke zauważył bo szeroko się uśmiechnął i złapał mnie za policzek.
-Ale chwileczkę musisz poczekać, bo kończę gotować makaron.-Powiedział.
-Będę w altance.-Oznajmiłam i wyszłam, zastanawiając się kto normalny gotuje makaron na imprezie.
Było mi ciężko przedostać się do altanki bo wokół było pełno tańczących ludzi którzy chcieli mnie wziąć do tańca, ale niestety za każdym razem musiałam odmówić. Gdy przedostałam się przez ten tłum i usiadłam w altance poczułam się dobrze. Nie wiem czy to dlatego że miałam za chwilę porozmawiać z Hemmings'em za którym - nie oszukujmy się, naprawdę tęskniłam. Czy też to widok radosnych ludzi, którzy zapominając na chwilę o problemach życia codziennego świetnie się bawili. Z transu wybił mnie Luke który położył dłonie na moich barkach, a po chwili owinął ręce wokół mojej szyi i przytulił mnie. Nie zareagowałam w żaden sposób, siedziałam w tej samej pozycji co wcześniej, patrząc jak ludzie bawią się do kolejnej piosenki którą puszcza DJ. Przez dobre 20 minut ja i Luke  nie zamieniliśmy ze sobą słowa, po prostu było nam dobrze. Nie zawsze cisza jest niezręczna, przy niektórych osobach możemy wcale się nie odzywać ponieważ sama ich obecność jest wystarczająca. Chłopak usiadł obok mnie i przez chwilę mi się przyglądał myśląc że tego nie zauważę.
-Co jest?-Zapytałam w końcu.
-Zmieniłaś się przez te 3 lata.-Stwierdził i uśmiechnął się szeroko.
-Ty też wyprzystojniałeś.
-JA zawsze byłem przystojny.-Udał obrażonego.
-Tak, tak wiemy że Pan Luke Hemmings jest bez skazy, ideał w każdym calu.-Dodałam nieco złośliwie.
-I tak wiem że za mną tęskniłaś.
-Wcale nie!-Krzyknęłam jakby ktoś conajmniej wyrządził mi jakąś krzywdę.
-Jasne...-Prychnął.-Ja za Tobą tęskniłem.
Szczerze mówiąc zatkało mnie, myślałam że taki chłopak jak Luke znalazł sobie kogoś. Przecież jest przystojny, inteligentny, zabawny i czuły... A do tego stał się sławny, więc na brak zainteresowania u dziewczyn nie może narzekać.
-Dobra wygrałeś! Też tęskniłam...
-To czemu cały czas mówiłaś mamie że nie?-Zapytał, co było dla mnie kolejnym szokiem.
-Co? Skąd wiesz?!-
-Utrzymywałem kontakt z Twoją mamą, żeby wiedzieć co u Ciebie. A Ty mówiłaś że nie interesuje Cię co u mnie i co ze mną się dzieje, dlatego nie próbowałem się z Tobą kontaktować, bo uznałem że to bez sensu.-
-Mówiłam tak, bo chciałam żeby tak było, ale nie koniecznie się to sprawdziło.-
Na chwilę nastała cisza, a ja zaczynałam sobie przypominać chwile spędzone z Hemming'sem gdy byliśmy razem.*klik*
-Przepraszam, że zachowywałem się jak dupek przez ostatnie dwa miesiące naszego związku...-
-Myślę że teraz to i tak nie ma nic do rzeczy...-Dlaczego dalej próbowałam się okłamywać?!
-Nie mów tak.-Powiedział i objął mnie w talii, a ja bezwładnie położyłam głowę na jego ramieniu.
Czułam się niezwykle dobrze w jego towarzystwie, i muszę przyznać że brakowało mi jego obecności. Kolejne minuty mijały a my nie ruszaliśmy się z miejsca, co jakiś czas Luke składał pojedyncze pocałunki na mojej głowie.
-Chloé! Wiedziałem!!!-Krzyknął ktoś za nami. Od razu rozpoznałam ten głos...
-Wayne?! Co Ty tu robisz?-Szybko wstałam na równe nogi.
-Wiedziałem że wracasz do Sydney tylko po to żeby wrócić do tego dupka!!-Krzyknął zdenerwowany patrząc na Luke'ya.
-Nie pozwalaj sobie! Chloé kto to jest?-Zapytał zdenerwowany Hemmings.
-To jest mój przyjaciel...-Odpowiedziałam cicho.
-Tylko przyjaciel?!-Rzucił Wayne i chwycił mnie za podbródek.-Byłem dla Ciebie TYLKO przyjacielem?!
-Tak Wayne, dobrze wiesz że nic do Ciebie nie czułam!-
-Słyszałeś co powiedziała Chloé?! Wynoś się stąd!!-Krzyknął Luke.
-Pożałujesz tego.-Powiedział Wayne i oddalił się.
Nie miałam pojęcia co mam zrobić... Iść za Waynem, czy zostać z Luke'm.
Nie wiedziałam też co miał na myśli mój przyjaciel mówiąc że tego pożałuję.
Jak to możliwe że jeden dzień tak strasznie zmienił to co było dotychczas...

______________________________________

Kontynuacja, w poniedziałek ok.20.00

__________________________________

Kochani!! Po bardzo długiej przerwie wróciłam! Imagin będzie podzielony na 2 bądź 3 części. 
Komentujcie, bo to bardzo pomaga w dalszym działaniu! :) 
(dodałam opcję komentowania anonimowo).

7 komentarzy:

  1. naprawdę super :) z niecierpliwością czekam na zakończenie :D pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie! Nie myśl, że o Tobie zapomniałam hehe
    No, kochana! Świetny imagin:) Trzeba czytać następne części ^^
    Cieszę się, że wróciłaś i życzę Ci weny w dalszym pisaniu, oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że pisanie sprawia Ci przyjemność, lekki tekst, wciągający, zakonczenie dobrze przemyślane, bo prowokuje do przeczytania kolejnej części, kontynuuj swoją pracę dzięki której wiem, jak spędzić wolne chwile przy kompie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak na pierwszą część zapowiada się nieźle :) Lecę czytać dalej! I życzę ogromnej weny! ;*

    OdpowiedzUsuń