Ważną informację piszę tutaj na wstępie ponieważ nie zawsze czytasz to, co chcę Ci przekazać pod imaginem.
Po prawej stronie ->> właśnie tam ->>
Znajduje się ankieta którą chciałabym, abyś wypełnił/a po przeczytaniu imagina ponieważ w późniejszym czasie może bardzo mi się przydać. Liczę na to że klikniesz jedną z czterech możliwości ;)
Pozatym czekam na Twoją opinię w komentarzu, jak zwykle.
Buziak :*
__________________________________________________
*klik*
Nie wytrzymywałam napięcia jakie panowało na uczelni... Do tego ten bezczelny profesor.
Racja, jest młody, przystojny i to nawet bardzo, ale to nie znaczy że każda studentka na niego poleci. To że większość się do niego kleiła nie znaczyło że i ja muszę. Pech chciał że profesorek upatrzył sobie mnie i nie dawał mi spokoju. Ciągłe zalotne spojrzenia, uśmieszki, wprawiały mnie w istny szał.
A ostatnio postanowił poszerzyć swoje granice i nawet nie wstydził się przy 40 osobowej grupie zalewać mnie komplementami. Tak, żonaty facet! Co za tupet!
-Jess, widzę że masz problem z interpretacją tego obrazu. Możemy nad tym poćwiczyć po zajęciach.-Usłyszałam tuż nad uchem cichy głos prof. Evans'a.
-Dam sobie radę profesorze.-Powiedziałam głośno z wielkim sztucznym uśmiechem.-A co do pomocy po lekcjach... Wybaczy Pan ale mam adoratorów w swoim wieku.-Powiedziałam równie głośno zwracając uwagę reszty, która- jak widać (szczególnie u mężczyzn) była dumna ze mnie że jako jedyna postawiłam opór wykładowcy. Z wielkim triumfalnym uśmiechem wyszłam z sali.
-No nieźle.-Powiedziałam głośno do siebie i stuknęłam głową w drzwi, jakby to miało mi w czymś pomóc.
Przesunęłam się lekko, okręciłam się lekko na jednej stopie i przywierając do ściany zsunęłam się po niej.
-Ktoś tu miał zły dzień?-Usłyszałam głos i kilka cichych chichotów.
Podniosłam głowę i zobaczyłam czwórkę rozbawianych (taaaak, przystojnych!) młodych mężczyzn.
Zauważyłam że chłopak który zadał mi pytanie, miał kolczyka w wardze, co od razu mi się spodobało.
-Uhhh nie pytam nawet, jak bardzo żenujące było to co właśnie zrobiłam!-I ze wstydu schowałam twarz w dłonie, śmiejąc się.
-Wiesz, my mamy inne sposoby na wyładowanie agresji.-Powiedział a raczej wydukał z trudem przez śmiech chłopak z bandamką na głowie.
-I raczej nie chodzi tu o walenie głową w drzwi!-Tym razem odezwał się przystojniak z ciemnymi brązowymi włosami.
-To może, specjaliści od radzenia sobie z trudnymi sprawami powiedzą mi co robią gdy mają problem?-Zapytałam rozkładając ręce w geście poddania się, wciąż nie mogąc się podnieść z podłogi, ponieważ zwijałam się dosłownie ze śmiechu.
-Gramy w zespole i samo to pochłania bardzo dużo naszej energii, no a już później nie mamy nawet sił żeby się złościć.-Powiedział już nieco poważniej chłopak w kolorowych włosach.
-A no to dzięki za radę.-Odpowiedziałam nieco zrezygnowana.
-A tak pozatym to jestem Luke.-Odezwał się przystojniak z kolczykiem w wardze, po czym podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
-Jessica.-Miło mi.
-Aaa ja jestem Ashton.-Powiedział chłopak w bandamce i szybko podbiegł do mnie.
-Michael.-
-Aaa, to tak ma na imię Pan Dobra Rada-Jessica- Powiedziałam po czym puściłam mu oczko.
-A ja mam na imię Calum.-Powiedział ciemnooki chłopak i jako jedyny pocałował mnie w dłoń.
-Jessica. Widzę są jeszcze na tym świecie mężczyźni z dobrymi manierami.-Powiedziałam głośno, na co Cal się zaśmiał a reszta udała obrażonych.
-Trzy razy głową w drzwi. Pomaga zawsze.-Zaśmiałam się znowu i przybiłam piątkę z "Mężczyzną z manierami".
-Chłopaki nie wiem jak wy ale ja się stąd zawijam, bo zaraz profesorek wyjdzie z tej sali.-Powiedziałam i pokazałam palcem na drzwi w które tak spektakularnie waliłam moją głową. Po czym obróciłam się na jednej nodze i powoli ruszyłam w stronę holu.
-Ej chyba nie zostawisz nas tak teraz bez słowa?!-Krzyknął Ashton, na co odwróciłam się na pięcie.
-Idziecie na kawę?-Zapytałam, bawiąc się breloczkiem od kluczy.
-Dobra ale my stawiamy!-Wyrwał się Luke.
-Okej.-Powiedziałam zadowolona, po czym udaliśmy się do najbliższej kawiarni.
Cały czas śmieliśmy się wniebogłosy, aż ludzie czasami dziwnie na nas patrzyli. Znałam chłopców niecałe pół godziny, ale niesamowicie się z nimi bawiłam, mimo że nie robiliśmy nic nadzwyczajnego.
Gdy już dotarliśmy na miejsce moje pierwsze spostrzeżenie padło na to w jak pięknym miejscu się znajdujemy. Jako studentka kulturoznawstwa takie rzeczy zawsze pierwsze rzucały mi się w oczy, aż dziwię się że nigdy wcześniej tu nie byłam.
-Usiądźcie a ja idę coś zamówić.-Powiedział Michael i zniknął za kotarą.
-Wspominaliście coś o zespole, prawda?-Zapytałam z zaciekawieniem.
-Tak, nazywamy się 5 Seconds of Summer.-Odpowiedział natychmiast Ashton.
-Mam nadzieję że nie zdążyłam podpaść już żadnej fance.-
-Niby czym?-Zaśmiał się Lukey.
-Noo wiesz paparazzo i te sprawy.-Wydukałam z trudem opanowując śmiech i zaczęłam bawić się moimi długimi brązowymi włosami.
-Masz przepiękne włosy Jess.-Powiedział Calum, i patrzył na mnie jak w obrazek, co nieco mnie przeraziło.
-Ejjjjj Calum nie podrywaj Jessi!-Powiedzieli prawie razem Luke i Ash.
-No nie... Zaraz będzie was dwóch!-Krzyknęłam a chłopcy popatrzyli na mnie pytająco.-Już mój profesorek się do mnie przyczepił, i ciągle ma jakieś propozycje zostania na "dodatkowych zajęciach" po wykładach.
-Poważnie?-Zapytał Cal.
-Jak najbardziej... Najgorsze jest to że ma żonę i dziecko.-Prychnęłam.
-Świr.-Stwierdzi szybko Luke.
-Dokładnie.-
Po chwili wrócił Michael i opowiedziałam chłopcom nieco o sobie. Zdążyliśmy nawet wymienić się numerami telefonu. Dostałam nawet zaproszenie na próbę zespołu z czego szczerze się ucieszyłam.
Miałam nadzieję że za niedługo znów ich zobaczę. Po lunchu cała czwórka odprowadziła mnie do mieszkania, a ja kompletnie bez sił udałam się na górę i bezwładnie opadłam ze zmęczenia na łóżko, zasypiając.
_________________________________________________
